Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Sandro Pertile wyjaśnia kulisy decyzji o przerwaniu konkursu duetów w Predazzo. „Trzy serie nie były możliwe”

Po dramatycznym zakończeniu konkursu duetów, w którym trzecia seria została anulowana tuż po skoku Kacpra Tomasiaka, głos zabrał dyrektor Pucharu Świata w skokach narciarskich, Sandro Pertile. Włoch wyjaśnił, wyjaśnił, jak wyglądał proces decyzyjny krok po kroku i dlaczego jury nie miało już pola manewru.

Pertile zaczął od dokładnego opisu momentu, w którym sytuacja na skoczni zaczęła wymykać się spod kontroli. Kluczowe były: intensywny, mokry śnieg, spadająca prędkość na rozbiegu i gwałtownie zmieniający się wiatr.

- To nadeszzło nagle - mieliśmy intensywne opady mokrego śniegu. Próbowaliśmy czyścić rozbieg dmuchawami, ale intensywność była bardzo duża, a w strefie lądowania śniegu było coraz więcej. Staraliśmy się wszystko opanować. Skorzystaliśmy z przedskoczka, ale wyraźnie widzieliśmy, że tracimy prędkość najazdową. To było ekstremalne. Dodatkowo wiatr całkowicie się odwracał - z tylnego na przedni. Jury bardzo trudno było określić, z której belki można kontynuować. Widzieliśmy, że nie da się utrzymać tej samej prędkości dla wszystkich i ostatecznie podjęto decyzję o anulowaniu rundy.

Dyrektor PŚ podkreślił przy tym, że decyzja była dla organizatorów bolesna, bo zawody układały się znakomicie sportowo.

- Szkoda, bo myślę, że dziś mieliśmy świetny konkurs. Ten nowy format jest bardzo emocjonujący. Wiele drużyn było blisko siebie i naprawdę chciałem zobaczyć ostatnią serię. Mieliśmy wszystko, by ujrzeć fantastyczny finał. Ale wszyscy wiemy, że skoki to sport na świeżym powietrzu. Mieliśmy podobną sytuację w Ruce na początku sezonu i czasami trzeba zaakceptować taki scenariusz.

I dalej - już w kontekście sprawiedliwości sportowej:

- Myślę, że każdy miał szansę na dwie uczciwe serie. Każdy miał możliwość oddać dobre skoki. Wiemy też, że na igrzyskach trzy drużyny są szczęśliwe, a reszta już mniej - taka jest część tej gry.

Wielu obserwatorów zwracało uwagę, że chwilę po odwołaniu serii pogoda zaczęła się uspokajać.

- Po konkursie było spokojnie, ale decyzję trzeba podjąć w konkretnym momencie. A w chwili, kiedy musieliśmy ją podjąć, sytuacja była poza kontrolą.

Sporo emocji wzbudziła decyzja o puszczeniu Kacpra Tomasiaka w warunkach, które chwilę później uznano za nieakceptowalne. Pertile tłumaczył, że dla jury była to sytuacja graniczna.

- To nie była łatwa sytuacja. Trzeba zrozumieć, że przy takiej zmianie pogody i jeszcze podczas igrzysk olimpijskich nie jest łatwo dla nikogo. Ostatecznie mieliśmy dwie fantastyczne rundy. Zwykle i tak skaczemy dwie serie. Oczywiście szkoda kończyć zawody w taki sposób, ale pamiętajmy - są tylko trzy miejsca medalowe.

Działacz FIS odniósł się też do emocji pozostałych ekip.

- Rozmawiałem z innymi zawodnikami przy wyjściu i wszyscy zdawali sobie sprawę, że nie da się utrzymać sprawiedliwych warunków na rozbiegu dla wszystkich. Wolę anulować rundę niż dopuścić do niesprawiedliwej sytuacji dla zawodników.

To pytanie pojawiało się najczęściej już po zawodach - czy odczekanie 15-30 minut nie rozwiązałoby problemu?

- Po zawodach zawsze łatwo to powiedzieć. Musieliśmy podjąć decyzję, a w tamtym momencie opady śniegu były bardzo intensywne. Oczywiście po fakcie można mówić, że można było poczekać, ale decyzję trzeba było podjąć wtedy. I znów - dwie uczciwe serie, trzy drużyny na podium, które moim zdaniem były najlepsze.

Wbrew emocjom i gorącym reakcjom w mediach społecznościowych, oficjalne protesty nie wpłynęły.

- Nie, absolutnie nie - przyznał Pertile, zwracając uwagę uwagę, że w praktyce trudno byłoby czekać z kontynuacją zawodów - dochodzą kwestie transmisji i ryzyko dalszego chaosu.

- Trudno powiedzieć. Wszyscy wiemy, że mamy ograniczenia czasowe związane z transmisją telewizyjną. Nigdy też nie wiadomo, czy po wznowieniu nie mielibyśmy kolejnych problemów. Musieliśmy podjąć decyzję - to była decyzja jury i uważam, że mieści się ona w przepisach. Możemy przerwać zawody zespołowe nawet po jednej serii. Dziś mieliśmy dwie uczciwe rundy i musimy zaakceptować wynik.

Na koniec dyrektor PŚ podkreślił, że mimo kontrowersyjnego finału sam konkurs uznaje za sukces formatu super team.

- Format duetów jest bardzo widowiskowy, bardzo intensywny i dzisiejszy konkurs był najlepszym przykładem. Po dwóch rundach wyniki były bardzo wyrównane. To bardzo interesujący format dla igrzysk, szczególnie przy liczbie zawodników, jaką mamy. Liczyłem na trzy serie, ale dziś wieczorem nie było to możliwe.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela