Strona główna • Niemieckie Skoki Narciarskie

„To frustrujące być czwartym” – Andreas Wellinger rozczarowany po olimpijskim konkursie duetów

Olimpijski konkurs duetów mężczyzn na dużej skoczni w Predazzo na długo zapadnie w pamięci kibicom skoków. Nagłe opady śniegu, które znacząco utrudniały oddanie prób kilku zawodnikom w samej końcówce rywalizacji, sprawiły, iż za wiążące uznano rezultaty osiągnięte tylko po dwóch seriach konkursowych. O dużym pechu mogli mówić m.in. reprezentanci Niemiec, którzy ostatecznie zajęli 4. lokatę – ze stratą zaledwie 0,3 punktu do podium.

Drużyna naszych zachodnich sąsiadów, którą w konkursie Super Team w Predazzo reprezentowali Andreas Wellinger i Philipp Raimund, cały czas liczyła się w walce o medal. Zarówno po pierwszej, jak i drugiej rundzie niemiecka kadra plasowała się na 4. pozycji.

Po trzecim skoku Wellingera, w którym wylądował on na 130. metrze, Niemcy spadli na 5. miejsce. Tuż za nimi plasowała się wówczas reprezentacja Słowenii, w której skok w ostatniej kolejce miał oddać Domen Prevc. Przed próbą lidera Pucharu Świata błyskawicznie pogorszyły się jednak warunki panujące na skoczni Trampolino Dal Ben. Mimo dużo bardziej korzystnych warunków wietrznych, sprawne przeprowadzenie zawodów w Predazzo zaczął utrudniać gęsto padający śnieg, który w błyskawicznym tempie osadzał się w torach najazdowych. Po kilku minutach oczekiwania Prevc uzyskał ze znacznie krótszego najazdu (z 12. belki) tylko 124,5 metra.

Z rozbiegu ustawionego o jedną belkę wyżej znakomicie skoczył startujący tuż po nim Philipp Raimund, który wylądował na 136. metrze. Kilka minut później swoją próbę oddał Kacper Tomasiak, który już przy zdecydowanie niższej prędkości najazdowej osiągnął tylko 124,5 metra i nie zdołał wyprzedzić Niemców oraz Słoweńców.

Po dalszym oczekiwaniu, mającym miejsce przed skokami ostatnich trzech zawodników, organizatorzy podjęli decyzję o anulowaniu wyników trzeciej serii. Wskutek tego, złoty medal zdobyli prowadzący po dwóch rundach Austriacy Jan Hoerl i Stephan Embacher. Drugie miejsce zajęli Polacy, skaczący w składzie Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak. Na trzecim miejscu uplasowali się natomiast Norwegowie Johann Andre Forfang i Kristoffer Eriksen Sundal, którzy wyprzedzili czwartą drużynę Niemiec różnicą zaledwie 0,3 punktu.

Po zakończeniu konkursu swojego smutku, związanego z końcowymi rozstrzygnięciami, nie krył Andreas Wellinger.

– Na chwilę obecną frustrujące jest być 0,3 punktu za podium, ponieważ szczególnie Philipp wykonał dziś niesamowitą robotę. Moje skoki były całkiem solidne, a trzeci był najlepszy. I jestem pewien, że gdybyśmy mieli dobre warunki dla wszystkich w trzeciej rundzie, bylibyśmy na ceremonii medalowej. Dlatego, że trzecia runda była w wykonaniu „Hillego" (Philippa Raimunda – przyp. red.) naprawdę dobra i pokazał wszystkim, że można zjechać z góry przy takich warunkach – ze śniegiem i wiatrem. Tomasiak miał ogromnego pecha, ponieważ jego prędkość na rozbiegu wynosiła 91,4 km/h. Więc naprawdę nie miał żadnych szans. Nie wiem, być może lepiej było kontynuować zawody w szybszym tempie – już zanim skoczył „Hille", zanim skoczył Domen... Nie wiem, ile czasu trzeba byłoby poczekać. Obecnie, idealnie byłoby oczyścić rozbieg i wznowić zawody z ostatnimi trzema, a nawet czterema zawodnikami, ponieważ Tomasiak również znalazłby się w tej sytuacji. Na razie jest tak, jak jest. To frustrujące być czwartym – mówił 30-letni reprezentant Niemiec.

Mistrz olimpijski na normalnej skoczni z Pjongczangu z 2018 roku został zapytany również o to, jak poradzi sobie z rozczarowaniem, jakie odczuwa po konkursie duetów w Predazzo: – Zobaczymy. Na razie jest to naprawdę frustrujące i pojawia się wiele emocji. Nie jest to najlepsze uczucie, ponieważ zawsze słabo jest być czwartym na igrzyskach olimpijskich, szczególnie będąc tak blisko i szczególnie w wyniku ostatecznej decyzji w trzeciej rundzie – zakończył Wellinger.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela