Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Niesamowita droga Pawła Wąska po olimpijski medal. „Byłem mentalnie rozwalony, teraz jestem w niebie”

Jeszcze kilka tygodni temu w trakcie Turnieju Czterech Skoczni mówił o trudnych momentach i mentalnym kryzysie. Teraz może mówić o sobie - wicemistrz olimpijski. Po konkursie duetów na igrzyskach Mediolan-Cortina Paweł Wąsek opowiadał o drodze, która zaprowadziła go z najtrudniejszego momentu sezonu na olimpijskie podium.

Skoczek nie ukrywał, że ostatnie miesiące były dla niego prawdziwym testem.

- No ciężka była ta droga, ale taki jest sport. Niejednokrotnie pokazywał, że naprawdę wszystko można odwrócić. Z każdego dołka można wyjść. Początek zimy był dla mnie bardzo trudny, na Turnieju Czterech Skoczni byłem mentalnie rozwalony. A teraz jestem wysoko, wysoko w niebie - ze szczęściem. To niesamowite.

Ogromną rolę odegrało zaufanie ze strony sztabu szkoleniowego. Wąsek podkreślał, że bez decyzji trenerów trudno byłoby o taki zwrot.

- Bardzo dużo to znaczyło. Trener Maciek ze sztabem uwierzyli we mnie, zaryzykowali, wzięli mnie do planu treningowego. I myślę, że się udało.

Końcówka konkursu dostarczyła jednak emocji, których trudno było opanować. Po krótkim skoku Kacpra Tomasiaka i zamieszaniu związanym z odwołaniem serii napięcie sięgało zenitu.

- To były ogromne emocje. Wiedziałem, że mój ostatni skok nie był idealny. Spadliśmy z wirtualnego podium. Oczywiście czułem, że Kacper może to jeszcze wyciągnąć, bo już wcześniej pokazał tutaj, że dla niego takie sytuacje nie są problemem, ale mimo wszystko wszystko się przeżywało bardzo mocno.

Moment ogłoszenia decyzji jury o zakończeniu zawodów pamięta bardzo dokładnie.

- Kamil Stoch podszedł do Sandro Pertile i zapytał, czy seria została odwołana. Kiedy to potwierdził, skoczyłem na Kamila i zaczęliśmy się cieszyć. Ale dalej była niepewność, czy rzeczywiście mamy medal. Dopiero po chwili dotarło, że tak.

Srebrny medalista olimpijski - to określenie brzmi dumnie. Wąsek od razu wskazał, komu ten sukces zawdzięcza.

- Na pewno rodzinie. Od dziadka, który zaszczepił we mnie miłość do skakania, po rodziców i siostrę, którzy zawsze mnie wspierali. Nawet tutaj przyjechali, chociaż wiedzieli, że nie jestem w idealnej dyspozycji. Ten medal jest dla nich.

Na spokojne oglądanie krążka nie było jeszcze czasu.

- Rzuciłem okiem, ale dopiero jak wrócimy do hotelu i skończymy wszystkie obowiązki, to będzie chwila, żeby spokojnie się mu przyjrzeć.

Choć z zewnątrz wyglądał na niezwykle opanowanego, sam przyznaje, że stresu nie brakowało.

- Nie wiem, czy mam taki mental, bo naprawdę było go dużo. Wczoraj ciężko mi było zasnąć, od rana miałem mnóstwo emocji. Ale skoki zafunkcjonowały. Technicznie to były chyba moje najlepsze próby na tych igrzyskach.

Przed konkursem wiedział, że szansa na medal istnieje - zwłaszcza z tak dysponowanym partnerem, jakim jest Kacper Tomasiak - w tym momencie już trzykrotny medalista olimpijski.

- Wiedziałem, że z takim zawodnikiem jak Kacper mamy szansę. Ja musiałem po prostu oddać swoje najlepsze skoki. Ale miałem świadomość, że to będzie bardzo trudne.

Na koniec Wąsek zwrócił uwagę na wyjątkowy obrazek z Predazzo - młodzi zawodnicy walczący o medale i doświadczeni mistrzowie wspierający ich z boku.

- To było piękne. My zawsze przeżywaliśmy sukcesy starszych kolegów, a teraz oni mogli przeżywać nasze. Ale oni jeszcze nam pokażą i jeszcze będziemy się cieszyć z ich skoków.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela