Johann Andre Forfang dedykuje olimpijski medal zmarłemu ojcu. „Obiecałem mu, że będę walczył”
Dla norweskich skoków narciarskich to był kolejny olimpijski medal, ale dla Johanna Andre Forfanga miał on zupełnie inny wymiar. Paręnaście dni przed igrzyskami zmarł jego ojciec Hugo - dlatego brąz wywalczony w konkursie duetów wspólnie z Kristofferem Eriksenem Sundalem stał się historią dużo głębszą niż tylko sportowy sukces.
Narzeczona skoczka, Kristin Solberg, powiedziała w rozmowie z NRK, że sam fakt, iż Forfang wystartował na igrzyskach, już jest wielkim osiągnięciem.
- Trudno pojąć, jak on się podnosi po wszystkich trudnościach, jakie napotkał. To, że jest na igrzyskach olimpijskich, samo w sobie jest sukcesem, ale to, że wróci do domu z medalem, jest absolutnie niesamowite. To najsilniejsza, najżyczliwsza i najbardziej troskliwa osoba, jaką znam.
We wtorek skoczek wraca do Norwegii. Dla jego partnerki to moment szczególnie emocjonalny.
- Jego tato odszedł. Wspieranie Johanna tylko przez telefon było dla mnie trudne i bolesne. Nie mogę się doczekać, żeby mocno go przytulić na lotnisku - przyznała Solberg.
Sam Forfang po ceremonii wręczenia medali nie zapomniał o swojej narzeczonej, podkreślając, ile znaczyło dla niego jej wsparcie. Najbardziej przejmujące słowa padły jednak, gdy Norweg wrócił wspomnieniami do ostatnich rozmów z tatą.
- Myślę tylko o rozmowach, które odbyłem z tatą kilka dni przed jego śmiercią. Szczerze mówiąc, nie wierzyłem, że będę walczył o medal. Tej zimy nie byłem w takiej formie. Ale obiecałem mu, że będę walczył. Czułem się, jakbym trochę kłamał, kiedy to mówiłem, ale widziałem, jak wiele to dla niego znaczyło - powiedział 30-latek w rozmowie z norweską telewizją.