Okiem Samozwańczego Autorytetu: "Don Budge skoków narciarskich"
363 dni w dwa sezony - tyle zajęło Domenowi Prevcowi skompletowanie Wielkiego Szlema - 5 trofeów uznawanych za najważniejsze w skokach narciarskich. Zaczął 8 marca 2025 roku w Trondheim od mistrzostwa globu, zakończył 6 marca w Lahti zapewnieniem sobie pucharu świata.
Domenator to jest taki gigant, że mogą do zdyskwalifikować a on i tak dzięki tej dyskwalifikacji zapewnia sobie nie tylko Kryształową Kulę, ale od razu całego Wielkiego Szlema. I to w jakim stylu. Don Budge to pierwszy w historii tenisista, który skompletował niekalendarzowego Wielkiego Szlema. Domen Prevc jako pierwszy zawodnik w historii skompletował niekalendarzowego Wielkiego Szlema w skokach narciarskich. Prevcem jest zatem Donem Budgem naszej ukochanej dyscypliny.
Pierwszym, i do to tej pory, jedynym skoczkiem, który skompletował Wielkiego Szlema, był Matti Nykänen. Latający Fin zaczął od mistrzostwa świata - tak samo jak później zrobił to Domen. Dokonał tego 28 lutego 1982 roku w kolebce światowych skoków, na słynnej Holmenkollen w Oslo. W kolejnym sezonie dorzucił zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni oraz swój pierwszy z czterech pucharów świata. Fin już wtedy pokazał, że jest urodzonym zwycięzcą. Co prawda rywalizacja u puchar z Kanadyjczykiem Horstem Bulauem była wyrównana, ale Nykänen oprócz Turnieju Czterech Skoczni wygrał też Tydzień Lotów Narciarskich oraz zdobył brązowy medal na mistrzostwach świata w lotach w Harrachovie. Kolejnej zimy do kolekcji dołączył złoty medal olimpijski z Sarajewa, który wywalczył na dużej skoczni. Kolekcję uzupełnił mistrzostwem świata w lotach w Planicy. Gdzie 17 marca 1985 roku Latający Fin pobił rekord świata i wygrał wszystkie trzy rozgrywane serie, a trzy najdłuższe skoki ze wszystkich oddanych tam oddanych, były jego autorstwa. Jest zatem Latający Fin zdobywcą karierowego Wielkiego Szlema w skokach narciarskich i jak do tej pory był w ogóle jedynym. A że Domen Prevc dokonał tego w ciągu jednego roku, to można powiedzieć, że ma niekalendarzowego. Zresztą kalendarzowego nikt nigdy nie skompletuje, jako że igrzyska, mistrzostwa świata i mistrzostwa świata w lotach są rozgrywane w różnych sezonach i to się raczej nie zmieni. Czy można było jednak zgromadzić Wielkiego Szlema szybciej i w lepszym stylu? Można było, gdyby Prevc zdobył Kryształową Kulę już w zeszłym sezonie. A zatem przed dzisiejszymi i przyszłymi rywalami Słoweńca jest jakieś wyzwanie, można to zrobić w jeszcze bardziej imponującym stylu.
Oczywiście na sukcesach najmłodszego z braci Prevców kładzie się cień. Cień piątkowej dyskwalifikacji. Ale też takie cienie, jak przyłapanie na poprawianiu rękawów bielizny, a także chyba ten najpoważniejszy, o którym tyle się mówiło. Każdy widzi, że kombinezon Słoweńca jest za duży. Na oko coś tu nie gra. Trudno jednak oskarżyć go o oszustwo, skoro tyle razy był kontrolowany i zawsze te kontrole przechodził. Domen ewidentnie znalazł jakąś lukę w przepisach i ją wykorzystał. Spekulacji na ten temat było sporo, nikt Słoweńców za rękę ani nic innego nie złapał. Mathias Hafele zawziął się jednak na Domena i efektem tego zawzięcia było znalezienie zgubionych przez Prevca 100 gramów masy ciała, co miało miejsce w piątek. Z tego powodu Domen nie pobił rekordu wygranych z rzędu siedmiu konkursów, co nadałoby jego przewagom z tej zimy charakteru niemal absolutnego. Nadal jednak ma spore szanse, by pobić ustanowione przez swojego starszego brata rekordy. Jeszcze dwa podia i zrówna się z nim pod względem największej liczby "pudeł" w sezonie (22). Jeszcze dwa zwycięstwa i zrówna się i w tej klasyfikacji (15). A do końca sezonu zostało jeszcze 6 konkursów indywidualnych. Z czego aż cztery na mamutach. A wiadomo, co na mamutach robi z konkurencją Domen Prevc. Rozstawia ją po kątach. I proszę mi nie opowiadać bzdur, że skocznia to nie sala gimnastyczna i nie ma kątów. Jasne że ma i to dużo więcej, niż cztery. Kąty nachylenia rozbiegu, progu, zeskoku...
Kolejne rekordy Domenatora to jednak śpiewka przyszłości na razie to Hafele wysłał go do kąta. Czy tam na karnego jeżyka, nie wiem, jaka teraz jest moda na te rzeczy. Efektem tej decyzji były dwa wydarzenia bez precedensu. Pierwszym - zwycięstwo Phillipa Raimunda. Tu w sumie - korale mecyje. To już 24. Niemiec, który ma na koncie zwycięstwo w pucharze świata. Natomiast podium Władimira Zografskiego - to jest Proszę Szanownej Wycieczki Coś przez wielkie "C". Pierwsze w historii podium dla reprezentanta Bułgarii. Tym samym Bułgaria powiększyła do 20 liczbę krajów z takim osiągnięciem. Więcej o Bułgarii nie będę się rozpisywał, zapraszam za to do lektury tego artykułu: https://www.skijumping.pl/wiadomosci/38488/od-rusiewa-do-zografskiego-historia-bulgarskich-skokow-narciarskich/
Z kolei sobotnie zwycięstwo Czofiego sprawiło, że Austria dobiła do 300 indywidualnych triumfów. Druga na liście Norwegia ma 152, a trzecia Finlandia 151, czyli razem mają 303. Chciałem powiedzieć, że o ile Norwegia wciąż ma szanse w najbliższym czasie podbijać tę liczbę, to Finlandia raczej nie. Ale po tym, co Finowie pokazali na swojej skoczni w ten weekend, trzeba przyznać, że jest światełko w tunelu. Czy ten kraj będzie jeszcze kiedyś skokową potęgą - nie wiem. Ale chyba wreszcie powoli dźwigają się z tej katastrofalnej zapaści w której tkwią od półtorej dekady. W piątek mieli dwóch zawodników w czołowej dziesiątce (nam też się to tylko raz udało tej zimy) a Antti Aalto był indywidualnie piąty (Kytösaho był już piąty wcześniej, czyli mamy kolektywne wyrównanie osiągnięcia Tomasiaka, który też był tej zimy dwa razy piąty). Ale wisienką na torcie było niedzielne podium w duetach (znów tak, jak my - trzecie miejsce na rodzinnej ziemi). Igor Medved nagrabił sobie alkoholowym incydentem w Cortinie, ale trzeba przyznać, że podopiecznych do sezonu przygotował nie najgorzej. Bo przecież siódme miejsce w Pucharze Narodów to nie jest efekt wyłącznie tego weekendu. Gdyby je utrzymali (w ten weekend powiększyli przewagę nad Szwajcarią z marnych 10 punktów do 105) to zajęli najwyższe miejsce od sezonu 2010/2011 (wtedy było piąte). Tak, od sezonu 2010/2011. To był ostatni sezon Adama Małysza, a Finowie mieli wtedy w składzie Janne Ahonena, Janne Happonena, Mattiego Hautamäki, Ansiego Koivurantę, Ville Larinto czy Harriego Olli. Czy się z tego siódmego miejsca będą w Planicy cieszyć, czy nie, jeszcze nie wiadomo. Na razie cieszą się z pierwszego od 12 lat podium - 4446 dni minęło od jednorazowego wystrzału Koivuranty w Innsbrucku. I z najdłuższego skoku konkursu, bo takim był 131-metrowy lot Kytösaho w niedzielnym konkursie duetów.
Ale sobie Kacper zepsuł statystykę. Do tej pory dwa konkursy w duetach i dwa podia. Jedno brązowe w Zakopanem i jedno - o ileż cenniejsze - srebrne w Predazzo. A tu masz ci los - dopiero siódme miejsce w Lahti. Ale żarty na bok. Nasza nowa duma narodowa odhaczyła najważniejsze cele na tę zimę. Do trzech medali z Igrzysk Kacper dorzucił srebro z czempionatu juniorów w Lillehammer. Jak już pisałem, Widhölzl spóźnił się z formą swoich podopiecznych o jakieś dwa tygodnie, ale ileż znaczą te dwa tygodnie w skokach? Mistrzostwa w lotach zawalone, Igrzyska zawalone. Zaraz po nich Embacher wchodzi w tryb giganta, naparza się z Domenatorem na mamucie u siebie prawie jak równy z równym, potem nie daje szans nikomu na mistrzostwach świata juniorów i też dokonuje ładnej rzeczy. Jako pierwszy skoczek w historii zdobywa trzy tytuły mistrza świata juniorów. Ale chyba dla wszystkich jest oczywiste, że zamieniłby te swoje trzy juniorskie złota za dwa srebra Kacpra z włoskich Igrzysk. Zatem nikt przytomny już chyba niczego od Bielszczanina tej zimy nie będzie wymagał. Poza nim samym. Bo wiemy, że ambitna i pracowita z niego bestia. Niech sobie doskacze spokojnie do końca sezonu, a potem zacznie przygotowania do kolejnego, by zrobić krok naprzód. Jak go wezmą na loty, nich sobie spokojnie zadebiutuje, oswoi się i ma z tego frajdę.
A wracając do Austriaków, to przecież nie tylko Embacher, ale prawie wszyscy zaraz po zakończeniu najważniejszych imprez sezonu wyskoczyli z formą. Tschofenig przez cały weekend nie schodził z podium, w ramach duetów załapał się na nie też Hörl. Tylko z Krafta kompletnie uszło powietrze. Trochę mi żal Mocnego Stefka. Zaczynał sezon w takiej formie, że spokojnie można było toczyć rozmowę o tym, czy to on tej zimy skompletuje Wielkiego Szlema. Po tym, gdy tak spektakularnie osiągnął to Domen Prevc, Stefek wygląda jak zbity pies. A przecież w Predazzo skocznie były dwie. Mogło się tak zdarzyć, że obaj by tego Szlema w tym roku mieli. Dla Stefka to była już raczej ostatnia szansa, nie tylko na medal olimpijski, ale biorąc pod uwagę, jaka jest rywalizacja w austriackiej drużynie, nawet na występ. Domen na pewno jeszcze na Igrzyskach wystąpi, może nie tylko na jednych.
Natomiast Czofi jest teraz w gazie. Skorzystał na kłopotach Rena i wbił się na podium generalki. Tego Rena to mi też szkoda. Utknął w tym pełnym wulgarnego blichtru Dubaju i zamiast polatać z kolegami w Austrii, patrzył jak mu nad głową latały drony. Jak już w końcu dotarł tam, gdzie śnieg, a nie piach, to na piątkowe zawody nie zdążył, w sobotnich wypadł przeciętnie, w niedzielę go zdyskwalifikowali. A przecież był chłopak w dobrej formie.
Na debiuty nigdy nie jest za późno. Udowodnił nam to Tomofumi Naitō, ale udowodnił też Kamil Stoch. Żegnający się ze skokami już za miesiąc mistrz, w wieku 39 niemal lat, zadebiutował w pucharowym konkursie duetów. Trudno siódme miejsce nazwać debiutem udanym, ale przecież na tle całego sezonu wypadł przyzwoicie, z trzynastym indywidualnie wynikiem. W piątek po raz pierwszy tej zimy zagościł w czołowej "10" konkursu, więc nie ma co spuszczać nosa na kwintę. Kamil przyznał, że walczą w nim dwie siły, może nawet trzy. Pamiętaj Kamil, wygra ta, którą nakarmisz.
Aha. Nasz Don Budge skoków narciarskich w trakcie kompletowania Wielkiego Szlema dorzucił też Małą Kryształową Kulę za loty.
| Czołówka weekendu w Lahti | |||||
| Lp | zawodnik | kraj | przybytek | pkt. | wpś |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | Daniel Tschofenig | Austria | 180 | 999 | 3 |
| 2 | Philipp Raimund | Japonia | 150 | 948 | 4 |
| 3 | Ryōyū Kobayashi | Japonia | 100 | 1153 | 2 |
| 4 | Domen Prevc | Słowenia | 80 | 1894 | 1 |
| 5 | Gregor Deschwanden | Szwajcaria | 72 | 274 | 21 |
| 6 | Marius Lindvik | Norwegia | 69 | 425 | 12 |
| 7 | Niko Kytösaho | Finlandia | 61 | 230 | 23 |
| 8 | Antti Aalto | Finlandia | 60 | 216 | 25 |
| 8 | Władmir Zografski | Bułgaria | 60 | 410 | 14 |
| 10 | Isak Andreas Langmo | Norwegia | 56 | 100 | 36 |
| Kacper Tomasiak | Polska | 33 | 375 | 17 | |
| Kamil Stoch | Polska | 26 | 182 | 28 | |
| Piotr Żyła | Polska | 9 | 160 | 30 | |
| Maciej Kot | Polska | 3 | 79 | 40 | |
| Dawid Kubacki | Polska | 0 | 54 | 41 | |
| Paweł Wąsek | Polska | 0 | 54 | 41 | |
| Aleksander Zniszczoł | Polska | 0 | 3 | 68 | |
| Klemens Joniak | Polska | 0 | 2 | 69 | |
Isak Andreas Langmo wśród najlepszej dziesiątki weekendu - tego nie było w moim bingo. W sumie Szwajcara, dwóch Finów i Bułgara naraz w tej dziesiątce też nie. Tomasiak mógł w jednym tygodniu obskoczyć (hje, hje) juniorski czempionat i puchar świata i nadal jest najlepszym z Polaków. Kamil Stoch potwierdził, że wciąż jest naszym numerem 2. Lepsze marne pocieszenie, niż żadne. Nazwijcie mnie niepoprawnym optymistą, marzycielem, fantastą nawet, ale ja, na trzy weekendy przed końcem tej przygody, wciąż wierzę, że tam gdzieś pojawi się choć jeden błysk. Choć jeden taki skok, że ręcę same złożą się nam do oklasków.
| Poczet Podiumowiczów 08.03.2026 | |||||||
| Lp | zawodnik | kraj | 1. | 2. | 3. | suma | wpś |
|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | Domen Prevc | Słowenia | 13 | 5 | 2 | 20 | 1 |
| 2 | Daniel Tschofenig | Austria | 3 | 2 | 1 | 6 | 3 |
| 3 | Anže Lanišek | Słowenia | 3 | 1 | 0 | 4 | 6 |
| 4 | Ryōyū Kobayashi | Japonia | 2 | 2 | 4 | 8 | 2 |
| 5 | Ren Nikaido | Japonia | 1 | 4 | 2 | 7 | 5 |
| 6 | Philipp Raimund | Niemcy | 1 | 1 | 4 | 6 | 4 |
| 7 | Stefan Kraft | Austria | 1 | 1 | 1 | 3 | 10 |
| 8 | Stephan Embacher | Austria | 0 | 3 | 2 | 5 | 7 |
| 9 | Jan Hörl | Austria | 0 | 3 | 0 | 3 | 8 |
| 10 | Felix Hoffmann | Niemcy | 0 | 1 | 3 | 4 | 9 |
| 11 | Naoki Nakamura | Japonia | 0 | 1 | 0 | 1 | 16 |
| 12 | Manuel Fettner | Austria | 0 | 0 | 1 | 1 | 11 |
| 13 | J.A.Forfang | Norwegia | 0 | 0 | 1 | 1 | 13 |
| 14 | Władimir Zografski | Bułgaria | 0 | 0 | 1 | 1 | 14 |
| 15 | Jonas Schuster | Austria | 0 | 0 | 1 | 1 | 19 |
| 16 | Karl Geiger | Niemcy | 0 | 0 | 1 | 1 | 33 |
Obstawiałem, że Norweg pojawi się w tej tabelce wcześniej, niż Polak. Ale żeby Bułgar? Tego jeszcze nie grali. Grzegorzowi Sobczykowi należą się wielkie gratulacje.
| Plastikowa Kulka 08.03.2026 | ||||
| Lp | zawodnik | kraj | liczba | wpś |
|---|---|---|---|---|
| 1 | Aleksander Zniszczoł | Polska | 11 | 68 |
| 2 | Giovanni Bresadola | Włochy | 10 | 50 |
| 3 | Karl Geiger | Niemcy | 10 | 33 |
| 4 | Gregor Deschwanden | Szwajcaria | 10 | 21 |
| 5 | Kevin Bickner | USA | 7 | 37 |
| 6 | Luca Roth | Niemcy | 6 | 59 |
| 7 | Sakutaro Kobayashi | Japonia | 6 | 44 |
| 8 | Dawid Kubacki | Polska | 6 | 41 |
| 9 | Maciej Kot | Polska | 6 | 40 |
| 10 | H.E.Granerud | Norwegia | 6 | 22 |
| 11 | Jarkko Määttä | Finlandia | 5 | 62 |
| 12 | Jewhen Marusiak | Ukraina | 5 | 53 |
| 13 | Ilja Miziernych | Kazachstan | 5 | 47 |
| 14 | Roman Koudelka | Czechy | 5 | 45 |
| 15 | Paweł Wąsek | Polska | 5 | 41 |
| 16 | Tomofumi Naitō | Japonia | 5 | 29 |
| 17 | Kamil Stoch | Polska | 5 | 28 |
| 18 | Antti Aalto | Finlandia | 5 | 25 |
| 19 | Niko Kytösaho | Finlandia | 5 | 23 |
| 19 | Timi Zajc | Słowenia | 5 | 23 |
| 21 | Maximilian Ortner | Austria | 5 | 20 |
Jedynym, spośród regularnie skaczących Polaków, którego brakuje w tej tabelce, jest Kacper. Ale ja nie mam nic przeciwko temu, by tak pozostało. Drużynowo i tak już raczej mamy Plastikową Kulkę w kieszeni. A reguły znajdziecie w tym felietonie.
Cytat zupełnie na temat:
"- W sumie to Domen musi to wygrać. Oby miał narty - to po pierwsze. Oby wypił wodę - to po drugie. To jednak trochę tych warunków jest.
- To tak się tylko mówi - ho, ho, już zrobione. No nie. Trochę warunków jest."
Michał Korościel i Igor Błachut
Cytat zupełnie nie na temat:
"Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki."
Krystyna Siesicka
Lahti 2026 przeszło do historii. Wiecie, mnie wciąż lekko szokuje fakt, że mamy ten 2026. Że bliżej nam do 2050, niż do 2000. Kolejne zawody w stolicy Norwegii. A w Oslo tylko dwie reczy są pewne. Pierwsza to taka, że Polska wystąpi w tym samym składzie, co w Lahti. Druga to taka, że nie wygra Nykänen.
Ceterum autem censeo notas artifices esse delendas.
***
Felieton jest z założenia tekstem subiektywnym i wyraża osobistą opinię autora, nie stanowiąc oficjalnego stanowiska redakcji. Przed przeczytaniem tekstu zapoznaj się z treścią oświadczenia dołączonego do artykułu, bądź skonsultuj się ze słownikiem i satyrykiem, gdyż teksty z cyklu "Okiem Samozwańczego Autorytetu" stosowane bez poczucia humoru zagrażają Twojemu życiu lub zdrowiu. Podmiot odpowiedzialny - Marcin Hetnał, skijumping.pl. Przeciwwskazania - nadwrażliwość na stosowanie językowych ozdobników i żartowanie sobie z innych lub siebie. Nieumiejętność odczytywania ironii. Nadkwasota. Zrzędliwość. Złośliwość. Przewlekłe ponuractwo. Funkcjonalny i wtórny analfabetyzm. Działania niepożądane: głupie komentarze i wytykanie literówek. Działania pożądane - mądre komentarze, wytykanie błędów merytorycznych i podawanie ciekawostek zainspirowanych tekstem. Kamil Stoch ostrzega - nieczytanie felietonów Samozwańczego Autorytetu grozi poważnymi brakami wiedzy powszechnej jak i szczegółowej o skokach.
P.S. Kochani, nie karmcie mi tu trolli. Ja też się będę starał.