Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Loty w Vikersund bez Kubackiego? Trener Maciusiak kreśli możliwy plan

Trzeci konkurs duetów zimy nie okazał się dla Polaków tak szczęśliwe, jak pucharowy w Zakopanem czy olimpijski w Predazzo. Kamil Stoch i Kacper Tomasiak nie włączyli się do walki o podium, a w końcowym rozrachunku zajęli siódme miejsce w stawce piętnastu ekip. Trener Maciej Maciusiak po weekendzie w Lahti zdecydował, że do Oslo poleci ta sama szóstka zawodników. Co najmniej jednej roszady w składzie należy się spodziewać przy okazji przedostatniego weekendu tej zimy – w Vikersund.

Niedzielne zmagania duetów nie były udanym występem Kacpra Tomasiaka, dla którego był to piąty dzień z rzędu ze skokami narciarskimi – na dodatek w dwóch krajach. Świeżo upieczony wicemistrz świata juniorów na Salpausselce dwa 116-metrowe loty rozdzielił próbą 123-metrową próbą. 

– Nie jest robotem, nie jest maszyną. Jest tylko człowiekiem. Mentalnie i fizycznie nie czuje się źle, ale na skoczni to dziś nie funkcjonowało. Z drugiej strony, w sobotę indywidualnie zajął dziesiąte miejsce, a dziś siódme w duetach. Na pewno nie był to super weekend, ale udany dla Kacpra – uważa trener Maciej Maciusiak.

Bardzo mieszane uczucia po tym weekendzie miał Kamil Stoch, który w piątek po raz pierwszy od prawie trzech lat wskoczył do czołowej „10” Pucharu Świata, w sobotę nie zdobył choćby punktu, a w niedzielę uzyskał 121,5, 122,5 oraz 122 metry. Sam skoczek uważa, że jego próby nie różnią się od siebie diametralnie.

– Nie zgodzę się, że Kamil cały czas skacze tak samo, bo na treningach w Zakopanem prezentował już całkiem fajne skoki. Było więcej luzu, próg lepiej oddawał. Tutaj pokazywał dobre próby, oprócz sobotnich zawodów. Wszyscy są już troszeczkę zmęczeni tym ciągłym podróżowaniem. Każdemu daje się to we znaki, ale nie poddajemy się i Kamil też się nie poddaje. W niedzielę zadebiutował w duetach w Pucharze Świata, a w piątek był dziesiąty, co był jego najlepszym miejscem w sezonie. Do najlepszych skoków brakuje, ale powiedziałbym, że zaliczył bardzo solidny występ w Lahti – ocenia główny szkoleniowiec reprezentacji.

Dlaczego to Stoch dostał szansę w duetach po nieudanej sobocie?

– Prezentował się tu najlepiej, z pominięciem skoku z pierwszej serii sobotniego konkursu, o którym wspominałem. Wybór był dla mnie prosty i jak najbardziej sprawiedliwy – ucina Maciusiak.

Podobnie jak w Willingen i Bad Mitterndorf, Piotr Żyła punktował tylko w drugim z konkursów indywidualnych.

– Widzieliśmy, że pozycja najazdowa była za wysoka, przelatywał do przodu i w pierwszej fazie leciał „bez nart” oraz bez wysokości. Pozbierał się na sobotni konkurs, to były jego dwa najlepsze skoki w ten weekend. Były to dwa przyzwoite skoki. Oby to kontynuował, bo przed nim skocznia w Oslo, a następnie loty narciarskie. Wiemy, jak Piotrek sobie radzi na mamutach, pomimo słabszej dyspozycji – przypomina 43-letni trener.

W ostatniej chwili do Lahti doleciał Maciej Kot, za sprawą dodatkowego miejsca startowego wywalczonego przez Kacpra Tomasiaka. Dwukrotny triumfator zawodów z cyklu Pucharu Świata w sobotę dostał się do punktowanej „30”, co w ten weekend ani razu nie udało się Dawidowi Kubackiemu i Pawłowi Wąskowi.

– Myślę, że spisał się bardzo fajnie. Szczególnie skok w sobotniej pierwszej serii konkursowej był bardzo solidny. W drugiej chciał trochę zaryzykować, dać więcej mocy. Dopakował do nart, próg tak nie oddał, ale Maciek też odczuł, że warto było tu przyjechać. Powalczył, zdobył kolejne punkty Pucharu Świata i leci z nami do Oslo – komentuje Maciusiak, który zakomunikował, że skład na konkursy w stolicy Norwegii pozostanie ten sam.

– Dawid poleci do Oslo, a później raczej na pewno odpuścimy Vikersund w jego przypadku. Paweł? Wielka szkoda, że w zawodach chce dodać troszkę więcej. Brakuje pewności siebie, a w ostatnim czasie musiał wrócić do swoich poprzednich nart. Te z igrzysk naszym zdaniem były zdecydowanie lepsze. Czuł je za progiem. Teraz musi skoczyć może nie perfekcyjnie, ale bardzo dobrze, żeby wszystko zagrało. Pokazywał takie próby w treningach czy kwalifikacjach, ale w zawodach nie poszło to po naszej myśli. Pawła było tutaj stać na wiele więcej. Wyjeżdża z Lahti bez punktów, ale walczymy dalej. Przed nim jeszcze trzy weekendy i zrobimy wszystko, żeby ta końcówka sezonu była dla niego niezła – zapewnia trener Biało-Czerwonych.

Nasi skoczkowie w Lahti nie rzucili wyzwania najlepszym. Co zdaniem trenera przemawia za tym, że końcówka sezonu może przynieść jeszcze coś pozytywnego dla polskich kibiców?

– Tak nam idzie od początku, ale w ostatnich trzech konkursach cały czas ktoś plasuje się w czołowej „10”. W Bad Mitterndorf był to Piotrek Żyła, a w Lahti Kamil Stoch i Kacper Tomasiak. Resztę też na to stać, jeśli wszystko się poskłada. W przypadku oddawania najlepszych prób w zawodach wyglądałoby to całkiem nieźle. Niestety, na razie tak nie jest, ale walczymy i dajemy z siebie wszystko – przypomina Maciusiak.

Wydarzeniem niedzielnego popołudnia w Lahti było podium Finów w Pucharze Świata – pierwsze od dwunastu lat i triumfu Anssiego Koivuranty na Bergisel w Innsbrucku.

– To bardzo dobrze dla nas wszystkich, że nie tylko kilka nacji skacze bardzo dobrze. Stawka zrobiła się bardzo wyrównana. Finlandia? Nie pamiętam ich ostatniego podium. W Lahti widzieliśmy, że wraca zainteresowanie skokami narciarskimi. To bardzo cieszy. Cały świat trenuje, wielu szkoleniowców współpracuje i nie jest to sport dla elitarnych. Zmieniły się nieco przepisy, trochę wyrównały stawkę, ale to ważne, że jest rywalizacja. Patrząc na format duetów, wszystkie te konkursy są bardzo ciekawe i błyskawicznie przez jeden skok można spaść z drugiej na siódmą pozycję. Dla widzów to bardzo dobrze – podsumowuje trener Polaków.

Korespondencja z Lahti, Dominik Formela