„Stoczyłem batalię sam ze sobą” – Stoch o ostatnim dniu kariery
Przed tygodniem Kamil Stoch po raz ostatni zaprezentował się kibicom jako uczestnik Pucharu Świata i oddał skok zamykający jego bogatą karierę. Trzykrotny mistrz olimpijski w pożegnalnych zawodach zajął 30. miejsce w stawce 31 skoczków i do końca musiał drżeć o obecność w serii finałowej.
– Ze sportowego punktu widzenia miałem pewne marzenia, jak chciałbym, żeby wyglądał ten dzień. To miały być loty po rekord skoczni i wznoszenie do góry Kryształowej Kuli, ale rzeczywistość okazała się inna. Od jakiegoś czasu wiedziałem, że o Kryształowej Kuli mogę dawno zapomnieć, jednej i drugiej. O rekordach tym bardziej. W niedzielę w Planicy największą batalię stoczyłem sam ze sobą. Kto by pomyślał, że będzie tak trudno wejść do drugiej serii, choć trzeba było wyprzedzić tylko jednego zawodnika? – mówi nam Kamil Stoch.
Stoch w pierwszej serii konkursowej doleciał do 193. metra i długo pozostawał na ostatnim miejscu. Wszystko zmieniła próba Felixa Hoffmanna z Niemiec, który zepsuł skok i wylądował za reprezentantem Polski. W finale Stoch skoczył 190 metrów, po czym pożegnał się z kibicami zgromadzonymi pod Letalnicą i przed teleodbiornikami.
– Koniec końców cieszę się, że byłem w drugiej serii i oddałem ostatni skok w finale sezonu. Jakiś czas temu byłem zawiedziony tym, jak to wszystko wygląda. W niedzielę zdałem sobie sprawę, że prawa do tego startu nikt nie dał mi za darmo. Wypracowałem to sobie przez cały sezon, a tym bardziej wywalczyłem ten skok finałowy. Po pierwszej próbie przyszedłem załamany do szatni, że to się zakończyło w tak beznadziejny sposób. Później ktoś mi powiedział, że dadzą mi skoczyć przed drugą serią, bądź przed najlepszą „10”. Potem okazało się, że jestem jednak w finale i będę skakał jako zawodnik rywalizujący w konkursie. To było takie… super. Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym, że tak będę się cieszył z awansu do drugiej serii, a tym razem było to czymś naprawdę wyjątkowym. Cieszyłem się, że mogłem w taki sposób zakończyć karierę, oddając skok w ostatniej możliwej serii sezonu – nie ukrywa dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli.
Koniec sportowej kariery Kamila Stocha był jednym z głównych tematów tegorocznych lotów w Planicy, także dla organizatorów wydarzenia.
– Starałem się być świadomy całego tego weekendu, zwłaszcza finałowego dnia. Łapałem każdą chwilę i starałem się zachować ją w pamięci, żeby za jakiś czas do tego wrócić i powspominać. To nie był dla mnie dzień, o jakim marzyłem, ale i tak to był wyjątkowy dzień pod wieloma względami. Choćby pod tym względem, że mogłem być i rywalizować do ostatniego skoku – dodaje mistrz świata z 2013 roku.
Stoch po konkursie jeszcze przez kilka godzin rozdawał autografy i pozował do zdjęć z kibicami.
– Ci wszyscy ludzie, którzy byli w Planicy, nie oczekiwali ode mnie zwycięstwa. Przyjechali, żeby ze mną być. Po to, żebym poczuł, że są ze mną. No i ta symbolika ostatniego skoku… Żona dała mi sygnał do oddania ostatniego skoku, o czym dowiedziałem się już po skoku, oglądając powtórkę na telebimie. Do tego dzieciaki z Klubu Sportowego Eve-nement Zakopane, cała moja rodzina, sztab szkoleniowy i wszyscy ludzie, którym jestem wdzięczny. Szczególnie trenerom, zwłaszcza Michalowi Doležalowi, który był ze mną do końca i wierzył we mnie. Nawet wtedy, kiedy ja już przestałem wierzyć i oszukiwać sam siebie. Trwał przy tym i dodawał mi otuchy. Za to jestem wdzięczny. Może tak miało być? W życiu nie zawsze dostaje się coś świecącego i błyszczącego. Czasem dostaje się coś innego, co ma pomóc w tym momencie, w przyszłości lub w zrozumieniu istoty życia – kontynuuje.
Sześciokrotny olimpijczyk ze szczegółowym podsumowaniem ostatnich miesięcy kariery chce się wstrzymać, aby nabrać szerszej perspektywy do ostatnich wydarzeń.
– Na tę chwilę jestem dumny z tego, że wytrwałem do samego końca. W pewnym sensie nie poddałem się i walczyłem do ostatniego skoku o występ w finale. Jestem dumny z relacji, jakie zbudowałem ze swoimi najbliższymi, ze swoim otoczeniem i ludźmi, którzy byli ze mną do samego końca. Wspierali mnie i nigdy nie dali mi odczuć, że mnie tutaj nie chcą. Do tego relacje z kibicami, którzy nie przyjechali oglądać Kamila Stocha wznoszącego trofeum, ale chcieli być świadkami ostatniego skoku, co jest piękne. Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali ze mną i znosili moje humory. Czasem lepiej być szczerym niż udawać kogoś, kim się nie jest – kończy Kamil Stoch.
Z Kamilem Stochem – w Planicy – rozmawiał Dominik Formela