Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

"To podrzucanie kukułczego jaja" - działacze PZN o zatrudnieniu Horngachera

Nie milkną echa decyzji zarządu Polskiego Związku Narciarskiego, który zablokował planowane przez prezesa Adama Małysza zakontraktowanie zagranicznego specjalisty. Nie jest już tajemnicą, że chodzi o byłego trenera reprezentacji Polski Austriaka Stefana Horngachera. Głos w tej sprawie zabrali przedstawiciele naszej narciarskiej centrali odpowiedzialni za taki a nie inny obrót spraw.

- Powiem tak: w każdej porządnej, małej czy dużej firmie nikt nie będzie podejmował ważnych decyzji przed zmianą zarządu, a to jest przecież ważna decyzja. Adam Małysz też to całkowicie akceptuje – razem z oceną, żeby zajął się tym nowy zarząd. Uważam więc, że skoro tak powiedział, to nie będzie kandydował na prezesa. Tak domniemywam - mówi w rozmowie ze Sport.tvp.pl przedstawiciel zarządu PZN Wojciech Fickowski, który dodaje, że jemu osobiście nie jest po drodze z Horngacherem, ale w odpowiednich okolicznościach będzie w stanie zaakceptować jego osobę w PZN.

-  W latach 2016–2019 wszyscy byli młodsi. To był dobry czas, ale pozostały z tego zgliszcza. Krzysztofa Bieguna wywalił, Bartłomieja Kłuska wywalił, Andrzej Stękała też nie miał łatwo. Wyszły różne numery z tego chaosu. Ja nie mam zaufania do tego specjalisty, ale wcale nie twierdzę, że jeśli zarząd go przyjmie, to będzie to zły ruch. Tego nie powiedziałem - zaznacza działacz. - Jeżeli faktycznie specjalista z zagranicy ma przyjść i nam pomóc, to nie mówię, że nie zmienię zdania, gdy zobaczę jego wizję i plan działania. Człowiek zmiennym jest. Mam swoje złe skojarzenia, ale to nie znaczy, że bym go nie zaakceptował. Nie będę się boksował z całym światem, prawda?

W podobnym tonie wypowiada się wiceprezes PZN, Wojciech Gumny: – Wszyscy wiemy, że jest nam potrzebny specjalista. Jest jednak taka nieformalna umowa zarówno w polityce, jak i w sporcie: nie można zostawiać kolejnemu zarządowi podpisanych kontraktów i całej reszty. Wydaje mi się, że nic się nie stanie, jak ten specjalista poczeka dwa miesiące. Jeżeli ten człowiek przez dwa miesiące zniechęci się i zrezygnuje z ofert PZN, to wtedy należy zadać sobie pytanie, czy jest jedynym specjalistą.

Inny z przedstawicieli Polskiego Związku Narciarskiego, Rafał Kot w rozmowie ze Sport.interia.pl informuje, że cały zarząd mówi w tej sprawie jednym głosem, nie ma żadnych rozdźwięków między jego poszczególnymi członkami:Jako zarząd jesteśmy naprawdę jednomyślni. Kontaktowaliśmy się, rozmawialiśmy między sobą i tutaj jesteśmy jednomyślni. Tylko trzeba rozróżnić dwie sprawy. Jeżeli mamy mieć w czerwcu wybory, to jeszcze nie wiemy, kto będzie startował na prezesa, ani kto dokładnie będzie kandydował do zarządu. I to jest takie podrzucanie kukułczego jaja.

Kot bierze pod uwagę, że Horngacher do czerwca może związać się z inną federacją, podkreśla jednak, że według jego wiedzy Austriakowi wciąż zależy na objęciu posady w PZN. - No jest takie ryzyko, bo przecież nikt Stefana nie zmusi, żeby poczekał do czerwca. Natomiast myślę, że jeżeli mu zależy, żeby przyjść, a z tego co wiem, to jemu na tym zależy, to dla niego te półtora miesiąca nie robi różnicy. Tak nam się przynajmniej wydaje.