„Praca idzie pełną parą”. Maciusiak o współpracy z Horngacherem
Po trudnym finiszu olimpijskiego sezonu w polskiej kadrze znów widać energię i uśmiechy. Biało-Czerwoni mają za sobą pierwsze zgrupowania na igelicie, testują nowe rozwiązania sprzętowe i pracują w rozszerzonym sztabie ze Stefanem Horngacherem. – Motywacja jest bardzo duża – podkreśla trener Maciej Maciusiak w rozmowie ze Skijumping.pl, opowiadając o kulisach wiosennych treningów, zmianach w funkcjonowaniu kadry i pierwszych tygodniach współpracy z austriackim fachowcem.
Skijumping.pl: Na jakim etapie przygotowań do zimy jest reprezentacja Polski na przełomie maja i czerwca?
Maciej Maciusiak: Jesteśmy już po trzech zgrupowaniach. Pierwszy obóz był organizacyjny – w Krakowie i Zakopanem. Towarzyszył temu trening motoryczny. Tam dołączył do nas Stefan Horngacher, który jest z nami przez cały czas. Drugie zgrupowanie odbyło się w Szczyrku, gdzie zawodnicy oddali pierwsze skoki tej wiosny. W ostatni czwartek maja zakończyliśmy obóz treningowy w austriackim Hinzenbach. Praca idzie pełną parą. Dużym pozytywem jest to, że jeździmy liczną grupą. Razem z nami były kadra B i kobieca. Jest wielu zawodników i wszyscy tworzymy trenerską jedność.
Czym najbardziej zaskoczyliście kadrowiczów przy okazji powrotu na skocznię?
W Szczyrku przez cały obóz zawodnicy skakali w strojach biegowych. Niektórzy robili to po raz pierwszy w karierze, ale to też pokazało im, że bez kombinezonu da się normalnie skakać, choć trzeba mieć trochę dłuższy rozbieg i więcej prędkości. Na początku niektórzy mieli może trochę obaw, ale od drugiej próby wszyscy skakali już normalnie.
Co do kombinezonów – czy tej wiosny Międzynarodowa Federacja Narciarska i Snowboardowa (FIS) ponownie zaserwowała wam odczuwalne korekty w regulacjach sprzętowych?
Znów musimy dopasować kombinezony do nowych przepisów, więc praca nad sprzętem trwa. Zmian nie jest dużo, dla większości widzów będą one niezauważalne gołym okiem. Jest może nawet troszeczkę prościej, w tym kierunku powinniśmy iść. Niektórzy zawodnicy będą też musieli zmienić narty i powoli się to dzieje. Lato i pierwsze skoki są też od tego, aby dopasować najlepszy sprzęt i tyle w temacie. Nie jest powiedziane, że sprzęt używany dziś zostanie na zimę.
Europę zalała fala wyjątkowo wysokich temperatur, jak na tę porę roku. Jak trenowało wam się w Górnej Austrii?
W Hinzenbach było bardzo gorąco, około 30 stopni Celsjusza, ale wysokie temperatury nie doskwierały nam przesadnie. Dało się normalnie trenować, a warunki na skoczni były bardzo dobre. Przez większość zgrupowania byliśmy sami, dopiero ostatniego dnia pojawiła się grupka młodszych Austriaków. Zrealizowaliśmy wszystkie założenia treningowe na skoczni, które zaplanowaliśmy. Tego dnia, kiedy mieliśmy w planie dwie sesje, zaczęliśmy wcześnie rano i wróciliśmy późnym popołudniem.
W mediach społecznościowych możemy zauważyć odmienionych zawodników, z uśmiechami od ucha do ucha. To zupełnie inny obraz od tego, który pamiętam z finiszu olimpijskiej zimy.
Końcówka sezonu była bardzo trudna. Niektórym udało się wyjechać na krótkie urlopy. Na pewno od siebie odpoczęliśmy i następnie wróciliśmy do pracy. To są pierwsze skoki na igelicie, ale chłopaki trenują już od dłuższego czasu. Motywacja jest bardzo duża, a na twarzach zawodników faktycznie są uśmiechy. Taki też jest cel, by z radością, wiarą i czystą wizją wracać z każdego zgrupowania. Na razie tak jest.
Nowością jest też przechodni plastron, o który nasi skoczkowie walczą podczas wiosennych zgrupowań.
Plastron „Man of the Day” jest przyznawany zawodnikowi, w którego kontekście trenerzy uznali, że wykonał najlepszą robotę danego dnia. Czy najlepiej prezentował się na skoczni, czy wykonał dane zadanie, czy za całokształt dnia – to zależy od nas. W kadrze B jest drugi taki plastron. Trenerzy wspólnie decydują, kto będzie w nim występował nazajutrz. Niekoniecznie musi być to ten zawodnik, który skakał najdalej, ale dzięki temu jest dodatkowa walka między kadrowiczami, która sprawia im sporo frajdy.
Wspólne treningi z kobiecą reprezentacją staną się standardem?
Przed sezonem dogadaliśmy z Marcinem Bachledą i Stefanem Hulą, że w miarę możliwości będziemy jeździć na zgrupowania razem z żeńską kadrą. To będzie z korzyścią dla obu stron. Zimą też czeka nas wiele wspólnych zawodów, w tym konkursy drużyn mieszanych. Robimy wszystko, aby w Polsce naprzód poszły nie tylko męskie, ale i kobiece skoki.
W kadrze A na sezon 2026/27 znalazło się sześciu zawodników. Klemens Joniak, Maciej Kot, Dawid Kubacki, Paweł Wąsek i Piotr Żyła oddali ostatnie skoki na śniegu przy okazji kwietniowej imprezy Red Bulla w Zakopanem. Inaczej wyglądało to w przypadku Kacpra Tomasiaka, który w marcu zaliczył bolesną wywrotkę przy okazji pierwszych w życiu lotów narciarskich i przedwcześnie zakończył sezon, odpuszczając finał Pucharu Świata w Planicy oraz zakopiańskie skoki do celu. Jak przebiegł jego powrót na rozbieg?
Nie działo się nic szczególnego. Kacper wrócił normalnie na skocznię, w psychice nie został żaden ślad po upadku w Vikersund. Tak, jakby nic się nie wydarzyło.
Mówimy o sportowym liderze naszej reprezentacji. Jak wpłynęło na niego zdobycie trzech medali olimpijskich? Tego przedtem nie dokonał żaden polski skoczek.
Dla mnie Kacper po sukcesach z ostatniej zimy w ogóle się nie zmienił. W pełni jest sobą, jak przed zdobyciem medali.
W reprezentacji nie ma już Kamila Stocha, który zakończył karierę pod koniec marca w Planicy. Da się odczuć jego brak podczas pierwszych wyjazdów kadrowych?
Musimy się przyzwyczajać, że Kamila nie ma już z nami na zgrupowaniach. Mam nadzieję, że od czasu do czasu będzie nas odwiedzał i serdecznie go zapraszamy na skocznię.
Jak do zespołu wkomponował się Stefan Horngacher? Austriak wrócił do Polski po siedmiu latach pracy w Niemczech.
Bardzo się cieszę, podobnie jak reszta sztabu i zawodnicy, że Stefan dołączył do polskiej ekipy. Wszyscy pozytywnie odebrali jego przyjście. Stefan zna się z większością zawodników czy trenerów. To nie jest obca osoba z zewnątrz, którą trzeba obserwować. Taki człowiek tylko może pomóc. Stefan uczestniczy we wszystkich zajęciach. Nie mam nic przeciwko, jeśli wnosi swoje uwagi czy proponuje zmiany. Po to tutaj jest, tak to działa. Czasem możemy się nie zgadzać, ale potem dyskutujemy, aby dojść do porozumienia. Nie walczymy ze sobą. Wspólnymi siłami robimy wszystko, żeby dopasować każdemu zawodnikowi trening czy technikę.
Co stanowi priorytet w początkowej fazie waszej współpracy?
Chcemy scalić wszystkie osoby funkcjonujące w tym systemie. Oprócz mnie czy Stefana są również Michal Doležal, Krzysztof Miętus, Krzysztof Biegun czy Kamil Skrobot. Musimy pamiętać, że zawodnicy ćwiczą nie tylko na zgrupowaniach. To też codzienny trening w regionalnych grupach bazowych. Do tego są szkoleniowcy z kadry B. Zabezpieczenie trenerskie jest zatem zapewnione nie tylko na zgrupowaniach, ale i pomiędzy nimi. Wszyscy razem pracujemy na sukcesy zawodników. Konkretny trener podczas danej sesji na skoczni ma pod sobą dwóch-trzech zawodników, ale potem wszyscy wspólnie to analizujemy. Mamy wspólny cel. Zawodnik może przyjść do obojętnie którego trenera, ponieważ mamy tę samą wizję.
Czy przed Letnim Grand Prix, które ruszy w pierwszy weekend sierpnia w Wiśle, planujecie występ w jakichś zawodach?
Pierwszy start kontrolny planujemy przy okazji Memoriału Olimpijczyków w Szczyrku (15 lipca – przyp. red.). Podejdziemy z marszu do tych zawodów, przy okazji treningów. Czy wszyscy skoczkowie? Na pewno większość będzie startować.
Ubiegłoroczne lato minęło po znakiem walki o olimpijską kwotę startową. Teraz będzie spokojniej?
W kontekście Letniego Grand Prix nie będziemy napinać muskułów czy startować najmocniejszym składem we wszystkich konkursach, ale to lato też jest ważne. Dobrze wiemy, że później punkty zdobyte na igelicie liczą się zimą do kwot startowych. Będziemy podchodzić do tego strategicznie. Na pewno nie będzie takiego napięcia, jak przed rokiem. Pod tym względem będzie troszeczkę łatwiej.
Już 13 czerwca w Krakowie odbędą się wybory na prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Ze stanowiska rezygnuje Adam Małysz, a jedynym kandydatem na jego następcę jest Apoloniusz Tajner. Był Pan zaskoczony ruchem Małysza?
W pełni go rozumiem. Zawsze podejmował dobre decyzje. Nie ukrywam, że przyjaźnię się z Adamem i na pewno tak pozostanie. Z Apoloniuszem Tajnerem też łączą mnie dobre relacje. Przez wiele lat był prezesem Polskiego Związku Narciarskiego i w większości wiemy, czego spodziewać się po nowym-starym prezesie. Zobaczymy, jak to wszystko się ułoży, ale jestem dobrej myśli.
Z Maciejem Maciusiakiem rozmawiał Dominik Formela