Loutitt i Pinkelnig walczą o powrót na skocznię
Annika Sieff jest kolejną zawodniczką, dla której letnie skoki na olimpijskim kompleksie w Predazzo zakończyły się poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Reprezentantka Włoch dołączyła do grona skoczkiń, które w ostatnich miesiącach opuszczały obiekt w Trydencie z kontuzjami. Minionego lata, podczas przedolimpijskiej próby w ramach Letniego Grand Prix, bolesnej strony sportu doświadczyły tam Eva Pinkelnig i Alexandria Loutitt. Austriaczka i Kanadyjka w ostatnim czasie zrobiły jednak wyraźne postępy w drodze powrotnej na rozbieg.
Ubiegłoroczny test zmodernizowanych skoczni w Predazzo zebrał żniwo w czołówce stawki kobiecego Pucharu Świata. Na normalnym obiekcie poważnej kontuzji kolana nabawiła się Eva Pinkelnig, a dwa dni później jej los podzieliła Alexandria Loutitt. W efekcie obie straciły całą olimpijską zimę. Co dziś słychać u reprezentantek Austrii oraz Kanady?
– Wreszcie widzę światełko na końcu tunelu. To było naprawdę długie dziewięć miesięcy. Jestem ogromnie wdzięczna za wsparcie, które otrzymałam po drodze. Szczerze mówiąc, czuję się jak nowa osoba, a jednocześnie w pełni jak ja sama. Choć moja kontuzja nie jest czymś, co chciałabym, żeby się wydarzyło, przez cały okres rehabilitacji moim celem był rozwój nie tylko jako zawodniczki, ale też jako człowieka – napisała Alexandria Loutitt na początku lipca na Instagramie.
– Ciężko pracowałam, ale czasami sama ciężka praca po prostu nie wystarcza. Kilka tygodni temu musiałam przejść drugi, bardzo niewielki zabieg, żeby oczyścić tkanki w kolanie. Na szczęście operacja przebiegła bardzo dobrze i tylko trochę wydłuży cały proces mojego powrotu do zdrowia. Na ten moment wygląda na to, że wrócę do skakania pod koniec lata. Dążę do tego – kontynuuje mistrzyni świata z 2023 roku.
– Ne wrócę do rywalizacji, dopóki na skoczni nie będę czuła się sobą. Chcę móc pojawić się tam jako najlepsza wersja siebie, niezależnie od tego, jakie wyniki za tym przyjdą, bo to nie jest najważniejsze. Dopóki nie będę w stanie zrobić tego z pełnym komfortem, nie wrócę do zawodów, a już na pewno nie do żadnych letnich startów – pisze medalistka olimpijska z 2022 roku.
– Dziękuję wam wszystkim za miłość i wsparcie w tym trudnym rozdziale. Szczególnie tym, którzy byli przy mnie w najtrudniejszych momentach i znosili moje emocje – podsumowuje 22-letnia Kanadyjka.
Coraz bliżej powrotu do pełni sprawności i treningów na pełnych obrotach jest też Eva Pinkelnig – zdobywczyni Kryształowej Kuli za sezon 2022/23. Austriaczka w ostatnich tygodniach nareszcie mogła oddać się wyprawom górskim, za którymi zdążyła zatęsknić w trakcie żmudnej rehabilitacji.
– Dziewięć miesięcy po operacji kolana. Dziewięć miesięcy nadziei, walki, zwątpienia i zaufania. Dziś wreszcie znów stanęłam na szczycie: podczas mojej pierwszej via ferraty od czasu operacji. Był pełen wachlarz emocji: radość, wdzięczność, wolność. I kilka łez szczęścia. Dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące mnie wspierali, towarzyszyli mi, motywowali i nieśli, gdy było trzeba. Bo czasem „powrót do zdrowia” oznacza nie tylko to, że coś się goi. Oznacza też odzyskanie kawałka samego siebie. Moją ojczyzną są góry. I dziś wreszcie mogłam wrócić do domu – pisała na Instagramie uradowana Pinkelnig.
Potwierdzeniem postępów czynionych przez 38-letnią Austriaczkę jest nagranie opublikowane w mediach społecznościowych, na którym widzimy Pinkelnig trenującą już w kombinezonie i z nartami, choć na razie tylko w tunelu aerodynamicznym.
– Pierwsze loty od czasu mojej kontuzji kolana – poinformowała z dumą.
Przeczytaj także: Annika Sieff poważnie kontuzjowana