Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

„Nie będzie innego zakończenia” – Kamil Stoch o pożegnalnym skoku i planach na przyszłość

W minioną sobotę Kamil Stoch dołączył do grona sportowców uhonorowanych w słynnej Alei Gwiazd we Władysławowie. Przy okazji odsłonięcia swojej gwiazdy trzykrotny mistrz olimpijski opowiedział o pierwszych miesiącach po zakończeniu kariery, nowej codzienności i ostrożnym podejściu do kolejnych wyzwań. Wyjaśnił też, że choć sam rozważał kiedyś symboliczne pożegnanie na skoczni – w formie pokazowych zawodów z udziałem zaproszonych gości – ostatecznie uznał marcowy skok w Planicy za najlepsze możliwe zakończenie sportowej drogi.

Tegoroczne lato jest dla Kamila Stocha pierwszym od lat, którego rytmu nie wyznaczają kolejne zgrupowania, testy sprzętu i przygotowania do sezonu. Niespełna cztery miesiące po pożegnaniu z pucharową stawką na słoweńskiej Letalnicy trzykrotny mistrz olimpijski przyznaje, że uczy się codzienności, na którą przez lata brakowało miejsca w życiu profesjonalnego sportowca.

– Staram się robić to, na co nie miałem czasu do tej pory. Tak sobie zawsze odkładałem te wszystkie rzeczy, takie proste, po prostu życiowe. Jakieś wyjazdy, koncerty, spotkania towarzyskie, zwiedzanie, podróżowanie w innym charakterze. Nie tylko hotel, środek transportu i obiekt sportowy, ale właśnie zobaczyć coś dookoła, poznać kulturę, zasmakować trochę różnorodnego jedzenia – opowiada mistrz świata w skokach narciarskich z 2013 roku.

– Kiedy zacząłem to wszystko robić, to okazuje się, że teraz już w ogóle nie mam czasu <śmiech>… Dni mijają bardzo szybko, ale pasuje mi to. Powiem szczerze, że cenię sobie ten czas, który spędzam obecnie w domu. Nie muszę myśleć, że kolejnego dnia jest wyjazd, że trzeba spakować torby, przygotować się do tego wyjazdu, opuścić dom na kilka dni, żeby wrócić i żyć takim schematem – dodaje.

– Dzisiaj tak naprawdę to życie pisze mi scenariusz, życie pisze mi schemat. Codzienność jest takim moim planem. Bardzo mi to odpowiada i cieszę się tym czasem – zaznacza.

Kwestia symbolicznego pożegnania na skoczni wracała po zakończeniu kariery Stocha w różnych rozmowach i spekulacjach. Sam zawodnik przyznaje, że kiedyś wyobrażał sobie jeszcze pokazowe zawody z udziałem zaproszonych gości, ale dziś nie ma już takich planów. Ostatnim akcentem jego sportowej drogi ma pozostać marcowy lot w Planicy.

– Dla mnie ostatni skok, jaki oddałem zimą w słoweńskiej Planicy, był magicznym zakończeniem kariery, gdzie przyjechało bardzo dużo polskich kibiców, gdzie w taki piękny sposób mogłem się pożegnać z zawodowym sportem, i z samymi skokami – oświadcza Stoch.

– Kiedyś myślałem sobie, że może zrobimy takie zakończenie i zorganizujemy jakieś takie zawody, powiedzmy podwórkowe, na które zaproszę gości albo kibiców, którzy zawsze ze mną jeździli. Dzisiaj wiem, że skoki to nie jest, oczywiście bez urazy, pływanie, to nie jest jazda na rowerze ani gra w piłkę nożną. Tutaj nie można sobie tak wyjść i po prostu kopnąć piłkę albo przepłynąć kilkaset czy kilkadziesiąt metrów. Tutaj trzeba się bardzo dobrze do tego przygotować, przede wszystkim fizycznie. Trzeba być w rytmie treningowym, żeby skakać na nartach, a ja zawsze chciałem być najlepszy, zapinając narty. Nigdy dla mnie nie było półśrodków i obawiam się, że gdybym teraz zapiął narty i poszedł skakać, mogłoby się to skończyć różnie – kontynuuje trzykrotny triumfator Turnieju Czterech Skoczni.

– Dlatego postanowiłem, że nie będzie innego zakończenia. To, co było w Planicy, było wyjątkowe, było magiczne i dla mnie to był najlepszy możliwy sposób pożegnania się z tym sportem – podkreśla dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli.

Stefan Horngacher, który wiosną wrócił do Polskiego Związku Narciarskiego w roli koordynatora szkolenia, w niedawnym wywiadzie udzielonym naszemu serwisowi zasugerował, że reprezentacja mogłaby w przyszłości nadal korzystać z wiedzy i doświadczenia Kamila Stocha.

– Pracujemy nad tym, żeby może nieco częściej odwiedzał naszą drużynę albo był bardziej wewnątrz zespołu. Może pomoże nam w niektórych sprawach zimą – usłyszeliśmy od Austriaka przy okazji Memoriału Olimpijczyków w Szczyrku, który był pierwszym sprawdzianem Biało-Czerwonych w ramach przygotowań do zimy 2026/27.

Jak sam Stoch zapatruje się na możliwość obecności przy kadrze już po zakończeniu sportowej kariery? O to zapytaliśmy 39-krotnego zwycięzcę zawodów Pucharu Świata podczas sobotniej konferencji prasowej we Władysławowie.

– Na razie jest trochę za wcześnie, żeby tutaj składać jakiekolwiek deklaracje. Dałem sobie przynajmniej takie pół roku na ograniczenie jakiejkolwiek aktywności, ale też podejmowania jakichkolwiek decyzji odnośnie przyszłości. Oczywiście propozycje jak najbardziej można składać, one będą do rozważenia, natomiast przynajmniej do końca września na razie chcę pożyć trochę innym życiem, też zobaczyć, jak to jest, zaadaptować się do czegoś innego i wtedy będę mógł myśleć o kolejnych wyzwaniach. Ale nie mówię tak, nie mówię nie – odpowiada Stoch.

Tegoroczne spotkanie było 24. edycją Sportowych Mistrzów Na Alei Gwiazd Sportu we Władysławowie. W tym roku do uhonorowanych osób dołączyli Jarosław Hampel (żużel), Iwona Guzowska (kickboxing), Sebastian Świderski (siatkówka), Stanisław Krzesiński (trener zapasów) i Kamil Stoch.

– Moja relacja z Władysławowem nie jest dosyć silna, ponieważ skoczkowie narciarscy potrzebują obiektu do skoków narciarskich nad morzem. Jest to trudne, aczkolwiek wiem, że była taka skocznia chyba w Gdańsku, prawda? Kto wie, może się uda ją reaktywować… – rzucił w kierunku dziennikarzy i gości obecnych na konferencji prasowej.

– Natomiast jeśli chodzi o zgrupowanie, owszem, odbyłem tutaj jedno zgrupowanie w Cetniewie kilkanaście lat temu. Zresztą nawet panie z recepcji ostatnio jeszcze to wspominały. I cóż, to był taki jednorazowy przypadek, kiedy przyjechałem tutaj na treningi. To był bardziej taki obóz treningowo-rekreacyjny, bo też skorzystaliśmy z dobrej pogody, z plaży, żeby trochę jodem pooddychać. Podsumowując, mam nadzieję, że ta moja relacja dopiero się zacznie dzięki zaproszeniu do Alei Gwiazd Sportu i odsłonięciu gwiazdy. Mam nadzieję, że ta moja relacja dopiero teraz nabierze innego kształtu i częściej będę odwiedzał to miejsce. Bo jest co odwiedzać – zaznaczył przy okazji pobytu nad Bałtykiem.

Organizatorzy wydarzenia przez lata próbowali namówić Kamila Stocha na przyjazd do Władysławowa i odsłonięcie własnej gwiazdy w słynnej alei. Udało się to dopiero w 2026 roku, już po zakończeniu kariery przez jednego z najbardziej utytułowanych skoczków narciarskich w historii.

– Powiem szczerze, że troszkę to był taki celowy zabieg z mojej strony, ponieważ zawsze byłem zdania, że takie rzeczy jak właśnie odsłanianie gwiazd, celebracja w taki sposób swoich osiągnięć, powinny mieć swój czas na mapie naszego życia. Uważam, że to jest właśnie odpowiedni czas, kiedy jest zakończenie kariery, kiedy ja też inaczej mogę na to wszystko popatrzeć, z dystansu, i mogę też w inny sposób celebrować taką chwilę. Dlatego cieszę się, że tak to się wszystko ułożyło i że to jest, uważam, odpowiedni moment – podsumował sześciokrotny olimpijczyk.

Korespondencja z Władysławowa, Dominik Formela