Wymagający czas Dawida Kubackiego. „Mamy pomoc ze wszystkich stron"
Biały kask i czerwone narty – Dawid Kubacki pokazał się podczas Memoriału Olimpijczyków w Szczyrku bez charakterystycznego różu, z którym przez lata był kojarzony na skoczni. 36-letni reprezentant Polski wyjaśnił, jak wygląda poszukiwanie optymalnych nart przed zimą, a przy okazji opowiedział o wymagającym czasie po narodzinach syna.
Dawid Kubacki to jeden z zawodników, który po ostatniej zimie został zmuszony do poszukania nowych rozwiązań sprzętowych – wskutek wycofania się marki BWT ze świata skoków narciarskich. W Szczyrku podopieczny Macieja Maciusiaka wystartował na czerwonych nartach reklamujących markę fischer.
– Testujemy różne opcje. Mam jeszcze inne narty do testowania. W ostatnim czasie skakałem na tych i spisywały się całkiem dobrze. To nie znaczy, że inne spisywały się źle. Myślę, że przed finalną decyzją potrzebuję poskakać na dużym obiekcie i wtedy będziemy mieli pełny obraz – analizuje brązowy medalista olimpijski z Pekinu.
Przeczytaj także: Nowa odsłona nart Fischera. Umowa do 2030 roku
– Narty różnią się od siebie troszeczkę. Każdy producent ma nieco inny styl robienia nart, a każdy zawodnik potrzebuje czegoś innego. W nartach danego producenta można wprowadzać pewne zmiany, jeżeli chodzi o wyważenie, rozwarcie itp. Dużo zależy od tego, jak skacze dany zawodnik. Niektóre narty są takie, że zaraz za progiem idą bardzo płasko, a w drugiej fazie troszkę lepiej pracują, przez co ma się nieco więcej prędkości. W moim przypadku, kiedy ja za progiem tych nart kompletnie nie czuję i one wiszą, to zostaję zastawiony. Zanim one przyjdą, to jestem już zastawiony w powietrzu i to nie działa tak fajnie. Dla każdego znajdzie się jednak jakieś rozwiązanie w kontekście nart – dodaje, wyjaśniając specyfikę sprzętu skoczka narciarskiego.
Kubacki wystartował w Szczyrku zaledwie kilka dni po narodzinach syna. Memoriał Olimpijczyków zakończył na ósmej pozycji po skokach na odległość 100 i 100,5 metra. Jak sam przyznaje, ostatni czas jest wymagający organizacyjnie, ale jednocześnie widzi pozytywne sygnały w swojej dyspozycji na skoczni.
– W ostatnim czasie jest zamieszanie, ale pracuję w takich warunkach, w jakich jest mi dane pracować. Robię wszystko, żeby przygotować się do zimy najlepiej, jak tylko mogę. To, co zrobiliśmy do tej pory, zaczyna procentować i skoki zaczynają wyglądać coraz lepiej. Wiem, że do naprawdę dobrych jest jeszcze kawałek i trochę pracy. Najbardziej buduje mnie to, że widzę postęp i fakt, że skoki zaczynają coraz lepiej wyglądać. Energia z progu kierunkuje się coraz lepiej, ale przede mną na pewno jeszcze trochę pracy – podkreśla.
W pierwszej połowie lipca na świat przyszedł syn Dawida i Marty Kubackich, Mikołaj. Chłopiec urodził się przed terminem, dlatego przez jakiś czas musi pozostać pod opieką lekarzy. To właśnie z tym wiążą się logistyczne zawirowania, o których mówił skoczek.
– Najbliższy czas nie będzie najlżejszy, ale jakoś to trzeba ogarnąć. Jest w porządku, jest stabilnie, ale mały jeszcze przez jakiś czas zostanie w szpitalu. Stąd te lekkie zawirowania, bo trzeba ogarnąć logistykę, ale mamy pomoc ze wszystkich stron, więc myślę, że damy radę – podkreśla mistrz świata z 2019 roku.
Korespondencja ze Szczyrku, Dominik Formela