Wellinger o Horngacherze i jego następcy. „Nie nazwałbym tego rewolucją”
Finał Letniego Grand Prix w Klingenthal pozostawił Andreasowi Wellingerowi więcej pytań o formę niż powodów do zadowolenia. Bawarczyk nie ukrywa konieczności doszlifowania dyspozycji przed nadchodzącą zimą i opowiada o pracy pod okiem Andreasa Mittera. Wyjaśnia też, dlaczego ponowny widok Stefana Horngachera w stroju reprezentacji Polski nie był dla niego zaskoczeniem.
Skijumping.pl: Jak oceniasz miniony weekend w Klingenthal? Czujesz rozczarowanie czy raczej myślisz: „Teraz wiem, w którym miejscu jestem”?
Andreas Wellinger: Powiedziałbym, że jedno i drugie. Przede wszystkim dużo padało i momentami pojawiały się trudności z rozbiegiem. Teraz wiemy, gdzie jesteśmy, a przynajmniej ja wiem, gdzie jestem. Mam sporo pracy do wykonania. Poziom międzynarodowej rywalizacji jest naprawdę bardzo wysoki. Żeby walczyć o podium, nie można sobie pozwolić na żadne błędy. Do inauguracji w Lillehammer pozostaje więc wiele do zrobienia.
Trzy–cztery tygodnie wystarczą, żeby poprawić nawet te poważniejsze problemy?
Zobaczymy. W skokach narciarskich trzy dni mogą wystarczyć, a czasami trzy miesiące to za mało. Wszystko jest możliwe.
Co powiedziałbyś o kończącym się okresie przygotowawczym?
Ogólnie było całkiem w porządku. Fizycznie czułem się dobrze, a to najważniejsze. Z formą na skoczni było natomiast raz lepiej, raz gorzej. Właśnie to muszę poprawić przed rozpoczęciem rywalizacji w Pucharze Świata.
Przeczytaj także: Niemcy bez błysku w Klingenthal. „Powinniśmy skakać lepiej”
W tym roku skończyłeś 31 lat i siłą rzeczy stajesz się jednym z bardziej doświadczonych skoczków w stawce. Do głosu coraz śmielej dochodzi wielu młodych zawodników, w Klingenthal byli to między innymi Klemens Joniak, Henry Loher czy Kacper Tomasiak. Coraz trudniej z nimi rywalizować?
Powiedziałbym, że z wiekiem nie robi się łatwiej.
Praca z nowym trenerem – Andreasem Mitterem – to na razie ewolucja czy rewolucja?
Nie nazwałbym tego rewolucją, bo Andi jest w zespole już od trzech lat. Teraz po prostu przeszedł z roli trenera pracującego u boku głównego szkoleniowca do roli pierwszego trenera. Znam go dość dobrze, odpowiada mi jego charakter. Dużo z nami rozmawia. Wszyscy staramy się robić postępy, żeby znaleźć się na szczycie, choć kilku metrów jeszcze do niego brakuje.
Dziwnie było znów zobaczyć swojego byłego trenera w polskiej kurtce?
Niespecjalnie.
A zaskoczyło cię, że Stefan Horngacher ponownie wybrał pracę w Polsce?
Nie, bo słyszeliśmy o tym jeszcze przed zakończeniem jego pracy w Niemczech. Wszyscy wiedzą, że Stefan pracował już wcześniej w Polsce.
W latach 2016–2019 jako główny trener, a lata temu również w kadrze B.
Właśnie. Ma więc bardzo dobre relacje z Polską. Życzę mu wszystkiego najlepszego.
Korespondencja z Klingenthal, Dominik Formela