Marit Stub Nybelius - kobieta, która chce zmieniać skoki narciarskie
Jest jedną z nielicznych kobiet w gronie międzynarodowych sędziów skoków narciarskich, a na swoim koncie ma pracę przy najważniejszych imprezach, w tym igrzyskach olimpijskich. Dziś nie tylko ocenia skoki, ale także komentuje zawody, działa w strukturach FIS i walczy o przyszłość dyscypliny. W rozmowie ze Skijumping.pl Marit Stub Nybelius opowiada o kulisach sędziowania, odbudowie skoków w Szwecji, współpracy z mniej liczącymi się nacjami oraz inicjatywie, która ma pomóc im wspólnie wspiąć się na wyższy poziom.
- Jesteś jedną z niewielu kobiet sędziujących skoki narciarskie. Jakie to uczucie?
- Zaczynałam w 1991 roku jako sędzia krajowa, w Szwecji były wtedy co najmniej trzy kobiety-sędzie. W grudniu 1997 roku zdobyłam licencję FIS, nie zastanawiałam się zbytnio nad tym, ile jest kobiet w tym gronie. Okazało się, że w tamtym czasie byłam jedyną. Wydaje mi się, że wcześniej, w latach 70. lub 80., była jeszcze jedna kobieta. Oprócz tego, że byłam jedyną kobietą, mając zaledwie 25 lat – byłam często także najmłodszą osobą w składzie sędziowskim. Zwracano na mnie uwagę. Mogłam liczyć na ogromne wsparcie ze strony pozostałych sędziów – zwłaszcza Norwegów, którzy byli ode mnie znacznie starsi, ale zawsze dbali o to, bym czuła się częścią grupy, miała odpowiednie wsparcie i dobrze się bawiła.
- A skąd w ogóle wzięło się u Ciebie zainteresowanie skokami?
- Mój ojciec pracował przy Mistrzostwach Świata w Falun w 1974 roku, a później, w latach 80. i na początku 90., pełnił funkcję sekretarza generalnego zawodów „Swedish Ski Games”, obejmujących biegi narciarskie, kombinację norweską oraz skoki narciarskie. Uważał, że skoki i kombinacja to niezwykle interesujące dyscypliny, więc zaangażował w to całą naszą rodzinę. Głównym powodem był jednak fakt, że moja młodsza siostra zaczęła skakać – jeździłam z nią na treningi, coraz bardziej się w to wciągałam i w 1991 roku, jak już mówiłam, zostałam sędzią krajową. W 1995 roku otrzymałam propozycję pracy w Eurosporcie jako komentatorka; przez kolejne 15 lat zajmowałam się głównie komentowaniem oraz sędziowaniem. Około 2012–2013 roku poproszono mnie o większe zaangażowanie w szwedzkie skoki narciarskie oraz w mój klub w Falun. Zgodziłam się i od tamtej pory intensywnie działam w tej dyscyplinie – na szczeblu regionalnym, krajowym oraz międzynarodowym.
- Sędzia, komentatorka, działaczka... Sporo tego. Czy jeszcze w jakimś innym charakterze pracowałaś przy skokach?
Podsumujmy, Jestem sędzią FIS od 1 stycznia 1998 roku. Od 1995 roku pracuję w Eurosporcie, a od 2024 roku pełnię funkcję eksperta i komentatora kombinacji norweskiej w stacji TNT w języku angielskim. Od 2022 roku pracuję dodatkowo jako komentator w Viaplay. Brałam udział w organizacji Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym w 1991 roku (Val di Fiemme), 1993 roku (Falun) oraz 1997 roku (Trondheim). Uzyskałam doktorat z nauk o sporcie ze specjalizacją w mediach; tytuł mojej rozprawy doktorskiej brzmi: „Negocjacje w toku – studium mediatyzacji Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS)”. Pełnię funkcję przedstawiciela Szwecji i zasiadam w różnych komisjach FIS. Od 2015 roku jestem delegatem technicznym FIS w kombinacji norweskiej, od 2022 roku w skokach narciarskich. Od 2024 roku zajmuję stanowisko koordynatora ds. skoków narciarskich w Szwedzkim Związku Narciarskim w wymiarze 20% etatu.
- Jakie były najważniejsze zawody, w których pełniłaś rolę sędziego lub delegata?
Przez lata pracowałam przy wielu zawodach Pucharu Świata, ale najbardziej pamiętne było Zakopane w 2016 roku – co za atmosfera, co za przeżycie! Z innych ważnych wydarzeń wymieniłabym< Mistrzostwa Świata Juniorów w 2004 roku w Stryn, Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym w 2023 roku w Planicy, Mistrzostwa Świata w Lotach Narciarskich w 2024 roku no i przede wszystkim Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026.
- Jak oceniasz obecny stan skoków narciarskich w Szwecji?
- Jesteśmy na drodze do odbudowy; mamy za sobą – i przed sobą – kilka świetnych momentów. Warto wspomnieć o 4. miejscu Fridy Westman na igrzyskach olimpijskich oraz jej rekordzie Szwecji w lotach narciarskich. Bardzo dobrze układa się współpraca z norweskim klubem Trönderhopp – obecnie trenuje tam trzech naszych reprezentantów, a wkrótce dołączą kolejni. Mamy niewiele klubów, dlatego tak ważne jest, aby każdy czuł się częścią wspólnoty i abyśmy budowali wiedzę, którą możemy się nawzajem dzielić. W ciągu ostatnich dwóch lat sekcja skoków narciarskich w ramach federacji przeszła reorganizację i obecnie funkcjonuje znacznie bardziej profesjonalnie niż wcześniej. To bardzo istotne. Teraz, dzięki Fridzie oraz Mistrzostwom Świata w Falun, mamy doskonałą okazję, by wypromować skoki narciarskie – zarówno w Szwecji, jak i na świecie – i zamierzamy w pełni to wykorzystać.
- Mistrzostwa świata mieliście w 2015 roku i sytuacja skoków się nie poprawiła. Skąd nadzieja, że tym razem będzie inaczej?
- Wierzę, że dzięki wspólnemu wysiłkowi możemy wzmocnić nasze kluby i przyciągnąć więcej osób. Pojawiają się sygnały z kilku miejsc, gdzie istnieje zainteresowanie założeniem lub reaktywacją sekcji skoków narciarskich – to bardzo pozytywny znak. Dobra współpraca z innymi krajami pozwoli nam wzajemnie się wspierać i stawać silniejszymi. Liczymy oczywiście na to, że nasza praca zostanie dostrzeżona przez kolejnych sponsorów, którzy zechcą nas wesprzeć – zarówno w obszarze rozwoju dyscypliny, jak i w kontekście naszych najlepszych zawodników.
- Jakie konkretnie kroki podejmujecie, aby zapewnić lepszą przyszłość tej dyscyplinie?
- Stawiamy na wspólny wysiłek wszystkich klubów, lepszą promocję oraz kontynuację obranej profesjonalnej ścieżki. Rozwijamy również nasze działania wspierające kluby i zawodników. Co roku organizujemy wydarzenie pod nazwą „Dzień Skoków Narciarskich” – spotykamy się na jednym z obiektów, wspólnie trenujemy, a także oferujemy uczestnikom szereg innych atrakcji na terenie kompleksu, by każdy mógł czerpać z tego radość. Pracujemy również nad pozyskaniem nowych sponsorów; jeśli ktoś jest zainteresowany współpracą, zapraszam do kontaktu.
- Jakie cele sportowe wyznaczyliście swoim zawodnikom w kontekście Mistrzostw Świata w Falun?
- Mamy nadzieję, że Frida Westman będzie rywalizować z najlepszymi, zwłaszcza na dużej skoczni – tak jak to miało miejsce podczas igrzysk olimpijskich. Liczymy również na obecność zawodnika w kategorii mężczyzn, choć w jego przypadku chodziłoby przede wszystkim o naukę i zdobywanie doświadczenia. Jego cele wybiegają w przyszłość; jest jeszcze młody i znajduje się na drodze do stania się skoczkiem wysokiej klasy.
- Czy istnieje szansa, że Szwecja wystartuje w konkursie drużyn mieszanych?
- Nie, nawet jeżeli wystawilibyśmy jakimś cudem dwóch zawodników, to druga zawodniczka (Jenny Forsberg - przyp. red.), która mogłaby zasilić zespół, jest kontuzjowana i nie wróci na skocznię do czasu mistrzostw.
- Jakie jest Twoje stanowisko w kwestii ewentualnego udziału rosyjskich sportowców w zawodach w Falun? Wiemy, że Szwedzki Związek Narciarski ma zamiar zrobić wszystko, by nie dopuścić ich do startu. W sprawę zaangażowała się Szwedzka Konfederacja Sportu oraz rząd. Pojawiła się również inicjatywa dotycząca zaostrzenia przepisów na poziomie Unii Europejskiej.
- Popieram stanowisko naszego związku narciarskiego.
- Przejdźmy do kolejnej kwestii. Odpowiadasz za inicjatywę „Cooperating Nations”, czyli obozów dla przedstawicieli słabszych nacji.
- Nie tyle za nią odpowiadam, co jestem w nią bardzo mocno zaangażowana.
- Jak wyglądały kulisy prac nad tą inicjatywą?
- Wszystko zaczęło się dzięki Rexowi Bellowi ze Stanów Zjednoczonych. Jesienią 2020 roku skontaktował się on z przedstawicielami różnych krajów, pytając, czy chcieliby dołączyć do projektu. Początkowo nie wiedzieliśmy, w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Już na pierwszym spotkaniu zaznaczyłam, że nie chcę tworzyć grupy, która ogranicza się jedynie do dyskusji – zależało mi na konkretnej pracy. Zaproponowałem zorganizowanie wspólnego zgrupowania w Planicy, a pozostali uczestnicy powierzyli mi koordynację tych działań. Powołaliśmy zespół, w skład którego weszli: ja, Rex, Jerome Laheurt oraz Zaharij Sotirow z Bułgarii.
- Z jakim odbiorem spotkały się Wasze działania?
- Z fantastycznym. W 2021 roku zorganizowaliśmy świetne zgrupowanie – poza treningami na skoczniach prowadziliśmy też zajęcia uzupełniające, a wśród naszych gości znaleźli się m.in. Alex Stöckl, Bine Norcic i wielu innych. Odwiedził nas również Sandro Pertile, który spotkał się z trenerami – robi to regularnie każdego roku, co bardzo sobie cenimy. Wszyscy byli zachwyceni, atmosfera była wspaniała, a zawodnicy poczynili wyraźne postępy. W tym roku zorganizowaliśmy nasz szósty obóz, utrzymując niezmiennie świetną atmosferę i goszcząc znakomitych uczestników. Od 2024 roku współpracujemy z działem rozwoju FIS oraz Bernim Schödlerem, a w obszarze kombinacji norweskiej naszymi gośćmi i partnerami byli Jan Rune Grave oraz Günther Csar. Na tym właśnie polega idea „współpracujących narodów”. Około osiem razy w roku odbywamy spotkania, które prowadzą Rex Bell i Berni Schödler. Dyskutujemy o kwestiach sprzyjających rozwojowi i współpracy, starając się poruszać tematy, które są dla wszystkich interesujące. W najbliższy poniedziałek Harald Haim z Austrii, wraz z menedżerem ds. naboru zawodników Michaelem Grubingerem, zaprezentuje austriacki model pozyskiwania nowych sportowców.
- Co uważasz za najważniejszy cel tej inicjatywy?
- Założenie jest takie, że kraje napotykające trudności powinny ze sobą współpracować, a do tej współpracy warto angażować również większe nacje. Dzięki wspólnym działaniom możemy wzajemnie się wzmacniać – a im silniejsze stają się poszczególne kraje, tym bardziej zyskuje na tym cała dyscyplina.
- Czy dostrzegacie już jakieś wymierne efekty tych działań?
- Tak, widać, że ta współpraca przynosi korzyści. Oczywiście to codzienna praca wykonywana w poszczególnych krajach ma największe znaczenie dla rozwoju skoczków, ale można wskazać konkretne przykłady: inicjatywa „współpracujących narodów” oraz organizowane obozy miały pozytywny wpływ na Szwecję, gdzie zwiększyła się motywacja do osiągania lepszych wyników, dążenia do bycia najlepszymi, wyjazdów do Trondheim itd. Podobnie jest w przypadku Słowacji – ich reprezentanci regularnie uczestniczyli w obozach, aktywnie włączali się w zajęcia i sami podkreślali, jak duży wpływ miała na nich ta sieć współpracy oraz wspólne zgrupowania. Warto również wspomnieć o atmosferze panującej między krajami, które na co dzień ze sobą rywalizują. Kiedy zawodnicy jadą na swoje pierwsze międzynarodowe zawody, znają już swoich rywali – a to bardzo pomaga, gdy przychodzi czas na rywalizację na najwyższym poziomie. Często powtarzam, że nie rywalizujemy przeciwko sobie, lecz wspólnie – choć oczywiście każdy chce być najlepszy.