Jan Mazoch: Mam sentyment do Zakopanego

  • 2021-01-12 22:42

Blisko stuletnia Wielka Krokiew była świadkiem setek, a być może i tysięcy upadków. Jedne były kuriozalne, jak choćby ten Wolfganga Loitzla zaliczony już na najeździe, inne wyglądały groźnie, ale finalnie nie niosły ze sobą poważniejszych konsekwencji, jak ten Adama Małysza w 2011 roku. Ale był też upadek, którego temat wraca co roku w kontekście zawodów Pucharu Świata w Zakopanem. Wypadek, po którym cały świat skoków narciarskich nagle wstrzymał oddech.

W 2007 roku Jan Mazoch był brązowym medalistą mistrzostw świata juniorów sprzed czterech lat i skoczkiem uważanym za drzemiący duży talent, który nie może się przebudzić. Do czasu feralnego dnia na Wielkiej Krokwi ledwie cztery razy zdobywał pucharowe punkty. Ale tamtej zimy coś drgnęło. Reprezentant Dukli Frensztat rozpoczął sezon od startów w Pucharze Kontynentalnym. Z każdym weekendem szło mu coraz lepiej, najpierw zaczął wskakiwać do "10", w końcu doskoczył nawet do podium na Okurayamie w Sapporo. W nagrodę dostał powołanie na wyjazd do Zakopanego. To był jego powrót do Pucharu Świata po rocznej przerwie. Zaczęło się obiecująco. W kwalifikacjach zajął 22 lokatę, a wietrzną pierwszą serię ukończył na rekordowej dla siebie piętnastej pozycji. Tego, co zdarzyło się później, przypominać już nie trzeba. Paradoks polega na tym, że po odwołanej drugiej serii ta stosunkowo wysoka lokata stała się jego życiowym osiągnięciem. 

Minęło czternaście lat od tego wydarzenia, a upadek po każdym obejrzeniu jego zapisu robi takie samo, przejmujące wrażenie. Dla Mazocha był początkiem końca przygody ze skokami i marzeń o dorównaniu swojemu dziadkowi, legendarnemu Jiriemu Raszce. Nigdy nie zrzucał winy na warunki, jakie tego dnia panowały na skoczni. - To był mój błąd - powtarzał. Po powrocie do zdrowia, wrócił jeszcze na skocznię, ale na krótko. Nie był w stanie przełamać strachu. Dziś z perspektywy czasu patrzy na tamto wydarzenie z dużym dystansem, nie traktuje go jak dopustu Bożego, a raczej jako punkt wyjścia do nowego życiowego etapu. - Oczywiście trudno powiedzieć, co by było gdyby... Dzień 20 stycznia zapisał się dość mocno na mapie mojego przeznaczenia - mówi nam były czeski skoczek. - Może gdybym nie upadł, wszystko potoczyłoby się inaczej. Może nadchodził ten czas, kiedy zacząłbym skakać świetnie, a może nie. Może nie miałbym drugiej córki i syna. A może po prostu dalej skakałbym tak samo. I to "może" można mnożyć w nieskończoność. Wypadek w Zakopanem pokierował moim życiem i przedstawił mi nowe widoki, pokazał możliwość dokonania nowych wyborów. Zdecydowałem się skończyć ze skokami i podążyć inną ścieżką. Marzyłem od dziecka o tym, by zostać najlepszym skoczkiem na świecie. To się już nie wydarzy, ale może zostanę najlepszy w innej dziedzinie (śmiech). Takie po prostu jest życie i  nie ma sensu zawracać sobie głowy, tym co by było gdyby. Szkoda na to czasu. Życie jest krótkie i trzeba się cieszyć tym co mamy. I ja się cieszę.

Wielka Krokiew nie jest dziś obiektem, którego widok przyprawiałby Mazocha o dreszcze, stał się przyczynkiem do dramatycznych wspomnień. Szczęśliwe i stosunkowo szybkie wyjście ze zdrowotnych tarapatów sprawiło, że żadna trauma nie zakorzeniła się w głowie. Data 20 stycznia kojarzy mu się do dziś bardzo nieprzyjemnie, ale głównie z innego powodu. Tego dnia w 2012 roku, pięć lat po dramacie w Zakopanem, odszedł jego dziadek, jeden z najwybitniejszych skoczków w historii. Zakopiańskim wydarzeniem nie zaprząta sobie dziś głowy: - Mój upadek znam tylko z zapisu telewizyjnego, ja nie pamiętam z tamtego dnia absolutnie nic. W ogóle o nim nie myślę, moje córki czasem oglądają go w internecie, ale ja nie czuję takiej potrzeby (śmiech). W Zakopanem dawno nie byłem. Chciałbym się tam kiedyś pojawić, ale nie ma na razie za bardzo na to czasu i okazji. To nie jest tak, że moje jedyne skojarzenie to takie, że się tam mocno potłukłem. Zakopiańskie skocznie bardzo lubiłem i tak zostało nawet po upadku. Jeździliśmy tam na skoki już jako dzieci, to miejsce, które miło wspominam i do którego mam sentyment. Zawsze mi się tam podobało i nic tego nie zmieni. 

Gdy walczył o życie w krakowskim szpitalu jego partnerka spodziewała się dziecka. Dziś ma ich już troje. Drugą żonę poślubił 19 stycznia 2019 roku, w przeddzień 12 rocznicy wypadku w Zakopanem. Tego dnia urodziny obchodzi jego młodsza córka, a Honza, jak zdrabniają jego imię Czesi, tłumaczył żartobliwie, że nie ma pamięci do dat i w ten sposób łatwiej będzie mu zapamiętać dzień, w którym stanął na ślubnym kobiercu. Przez jakiś czas starał się upamiętnić osobę słynnego dziadka, organizując we Frensztacie memoriał jego imienia, dziś skoki ogląda tylko jako widz i kibic. Zaczął prowadzić działalność charytatywną, wspierać młodych ludzi z poważną niepełnosprawnością ruchową, kilka lat temu wystartował z powodzeniem w wyborach samorządowych i został  przewodniczącym komisji sportowej we Frensztacie pod Radhoszczem. 

Jak każdy czeski kibic skoków ubolewa nad poziomem tej dyscypliny w swoim kraju. - To trudna sprawa. W Czechach trzeba zacząć od podstaw, stworzyć bazę, system pozyskujący młodych adeptów. Może wtedy wyrósłby nam jakiś nasz Adam, Kamil czy drugi Jakub - mówi z uśmiechem. Podjął się też diagnozy sukcesu swojego rodaka, Michala Doleżala, który z powodzeniem prowadzi reprezentację Polski: - Dodo był moim kolegą z reprezentacji. Jako sportowiec wykazywał się dużym profesjonalizmem i bardzo odpowiedzialnie podchodził do treningów. Ma niesamowity dar polegający na tym, że potrafi bardzo wnikliwie słuchać drugiego człowieka, a jednocześnie czytać z niego jak z otwartej książki. To bardzo przydatna cecha dla trenera. Życzę mu jak najlepiej i jestem dumny z tego, że prowadzi najlepszą drużynę na świecie.
 


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (8555) komentarze: (19)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Arsendis doświadczony
    Skoczek legenda

    Jeden z najlepszych czeskich skoczkow

  • pb88 bywalec
    @INOFUN99

    Faktycznie podobny. ;-) Kaźmirz! Witia wierzchem jedzie! :D

  • Fan Tkaczenki i Aalto doświadczony
    @INOFUN99

    Ty no faktycznie tak wygląda xD

  • Fan Tkaczenki i Aalto doświadczony

    Hmmm... 2007... Mazoch upadek... widziałem na żywo, choć jeszcze mały wtedy byłem, ale konkurs w TV leciał więc mimowolnie się zawiesiłem na skoczkach.

  • Maranek bywalec
    Eh pamiętam ten dzień

    Jako nastolatek wtedy czekałem na święto w Zakopanem,poniewaz wtedy w super formie był Adam Małysz. A potem tylko czekanie co z Mazochem i wieści że szpitala.
    Pamiętam, że wtedy kibicowałem oprócz Polakom Arttu Lappi, który miał dobry sezon.
    Ale sam upadek straszny, groźniejszy "na żywo" widziałem chyba tylko u Morgiego w 2003 w Ruce, ale to pamiętam jak przez mgłę bo miałem wtedy ledwie 8 lat, a już Mazocha Pamiętam bardzo dobrze i to ten wypadek utkwił mi najbardziej w pamięci. Szkoda Mazocha, bo zapowiadał się na solidnego skoczka.

  • Arturion doświadczony
    @break90

    Przecież to Czech nie Słowak...

  • Blumiś weteran
    @Kolos

    A nie ciagneli?...

  • Oczy Aignera profesor
    @INOFUN99

    Z 2003 roku.

  • INOFUN99 profesor
    @Kwakuu11

    Mi przypomina Wicie z "Sami Swoi".

  • Kwakuu11 profesor

    Mazoch przypomina mi trochę Daniela Andre Tande

  • Oczy Aignera profesor
    @Kolos

    Jest to napisane. Widocznie nie zauważyłeś.
    3. akapit - 2. i 3. linijka.

  • Kolos profesor
    @Kwakuu11

    Ja pamiętam, bardzo dobrze. Czy na siłę ciągli trudno stwierdzić. Gdyby Mazoch nie upadł, szczególnie tak tragicznie to by pewnie II serię do końca dociągnęli...

  • Kwakuu11 profesor

    Pamięta ktoś te zawody?
    Wiało bardzo?
    Na siłę ciągneli?

  • INOFUN99 profesor
    Błąd

    Jan Mazoch nie był mistrzem juniorów a 3 zawodnikiem MŚJ i to z 2002 r.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl

  1. Zanim zadasz pytanie na forum - zobacz czy poniżej ktoś już nie dał na nie odpowiedzi.
  2. Redakcja serwisu Skijumping.pl zastrzega sobie prawo do usuwania oraz modyfikowania komentarzy łamiących regulamin - nie związanych z tematem newsa, zawierających obraźliwe treści, atakujących osoby publiczne (a w szczególności zawodników, trenerów, działaczy, polityków), napisanych wulgarnym językiem, spamu, powielania treści newsa itp.
  3. Zabrania się reklamowania innych stron, blogów itp.
  4. Forum to miejsce na przemyślane wypowiedzi i opinie. Do komentowania bieżących wydarzeń na skoczni oraz luźnych pogaduszek służy nasz czat. Komentarze o zerowej wartości merytorycznej typu "Ammann Słabo, Stoch - 125m, co tu tak cicho, czemu nie skaczą" - również będą usuwane.
  5. Komentarze powinny być rzeczowe, napisane poprawnie językowo i bez rażących błędów ortograficznych.
  6. Zapytania, opinie i uwagi skierowane do redaktorów serwisu Skijumping.pl, prosimy przesyłać na nasz adres email. Nasi redaktorzy nie czytają wszystkich komentarzy, często mogą więc wcale nie odpowiedzieć. Zapytania, opinie i uwagi skierowane do moderatorów forum Skijumping.pl, prosimy przesyłać na nasz adres admin@skijumping.pl.
  7. Wszystkich użytkowników forum, prosimy o kulturalną dyskusję. Do rozwiązywania wszelkich sporów i kłótni służy email, gadu-gadu lub inne środki komunikacji.
  8. Aby uniknąć bałaganu i nieporozumień, zabrania się tworzenia i korzystania użytkownikom z więcej niż jednego konta/nicka oraz podszywania się pod innych użytkowników, poprzez tworzenie bardzo podobnych nazw/nicków. W przypadku wykrycia takiego działania, konta będą kasowane, a w skrajnym przypadku (nagminne tworzenie kolejnych kont), użytkownik banowany.
  9. Wszelkie komentarze, atakujące bezpośrednio poszczególnych użytkowników (w tym także oskarżenia o pisanie pod wieloma nickami), moderatorów lub redaktorów, będą bezzwłocznie usuwane, podobnie jak spory między użytkownikami, nie mające nic wspólnego z tematem artykułu. Konta użytkowników, którzy obrażają moderatorów, administratorów, bądź atakują Redakcję Skijumping.pl, mogą być blokowane.
  10. Wszelkie narzekania na to, że komentarze są "bezpodstawnie" usuwane, będą również kasowane. Jeśli ktoś uważa, że jego komentarz był zgodny z regulaminem, a mimo to został usunięty, prosimy o kontakt emailowy na adres admin@skijumping.pl.
  11. Jeśli uważasz, że dany użytkownik nagminne łamie regulamin, wywołuje kłótnie i utrudnia dyskusję w komentarzach, prosimy o kontakt emailowy na adres admin@skijumping.pl.
  12. Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania wpisów bądź blokowania użytkowników, którzy używają niecenzuralnego języka, nagminnie wywołują konflikty, spory oraz prowokują innych uczestników forum do kłótni.
  13. Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania użytkowników, których nazwy (ksywki) zawierają wulgaryzmy lub brzmią podobnie do niecenzuralnych słów.
  14. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności, w przypadku, gdy adres IP zablokowanej osoby, jest adresem całej sieci lokalnej. Ewentualne cofnięcie blokady może nastąpić jedynie w przypadku, gdy winny użytkownik zaprzestanie szkodliwych działań na forum.
  15. Redakcja nie odpowiada za treści i opinie prezentowane przez użytkowników forum. Jeśli wypowiedzi naruszają prawo, ich autorzy mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
  16. W przypadku "bana" użytkownika, zabronione jest tworzenie nowego konta, przez 7 dni od momentu blokady konta.
  17. W przypadku nagminnego łamania regulaminu forum oraz ogólnych zasad dobrego wychowania, Redakcja zastrzega sobie prawo do powiadomienia odpowiednich służb, wraz ze wszystkimi posiadanymi danymi użytkownika (adres IP, logi, dane kontaktowe).