Wyjątkowe, rewolucyjne, rekordowe. Takie były zakopiańskie mistrzostwa w 1962 roku

  • 2021-03-09 05:55

Zakopane czterokrotnie w XXI wieku starało się o organizację Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym. Dwukrotnie w ciągu ostatnich dwóch dekad chciało gościć igrzyska olimpijskie, a przynajmniej część rozgrywanych w ich ramach konkurencji. Wszystko wskazuje na to, że stolica naszych Tatr ponownie będzie się bić o czempionat zaplanowany na rok 2027, takie sygnały płyną od jakiegoś czasu z Zakopanego. Wróćmy zatem do czasów, gdy po raz ostatni pod Giewontem odbywała się największa Fis-owska impreza, której 40. edycja zakończyła się  właśnie w Oberstdorfie. Większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy jak wielkim wydarzeniem dla Polski i narciarskiego świata była tamta impreza. Przypomnijmy sobie zatem to co działo się przed blisko półwieczem, ale nie w formie kronikarskiej relacji, a przez pryzmat ciekawostek i zakulisowych wydarzeń.

Przed wojną mistrzostwa świata odbywały się w Zakopanem dwukrotnie. Decyzja dotycząca przyznania Zakopanemu tej imprezy po raz trzeci zapadła w czerwcu 1959 roku. Starania Podhalan miały być trzymane w tajemnicy tak długo jak to tylko możliwe. Polscy działacze zamierzali osiągnąć swój cel poprzez efekt zaskoczenia i w tym upatrywali swoich szans na wyprzedzenie w wyścigu o imprezę Francuzów i Szwajcarów. Jednak już początkiem czerwca 1958 roku wieści wyciekły do prasy. Ktoś ze środowiska PZN-u dał się pociągnąć za język i tyle zostało ze skrzętnie skrywanej tajemnicy. Starania Zakopanego tak naprawdę mogły się zakończyć zanim jeszcze się zaczęły. Przewodniczący komitetu organizacyjnego Wiktor Pękala (zbieżność nazwisk z aktualnym polskim skoczkiem narciarskim przypadkowa) miał ogromny problem z otrzymaniem paszportu, bez którego nie mógł odbyć podróży celem złożenia polskiej aplikacji. Jego wniosek został zagubiony, a wszystko ostatecznie udało się załatwić „za pięć dwunasta”. „Chcemy organizować mistrzostwa świata, a tymczasem nie umiemy załatwić wyjazdu człowiekowi, który ma być gospodarzem tej imprezy” - pisał zdegustowany redaktor Marian Matzenauer na łamach dziennika Echo Krakowa. Ostatecznie jednak misja 'mistrzostwa świata w Zakopanem' zakończyła się sukcesem.

Mistrzostwom Świata FIS z 1962 roku zawdzięczamy powstanie Średniej Krokwi. Międzynarodowy Komitet Olimpijski w porozumieniu ze światową narciarską centralą podjął decyzję, że podczas igrzysk olimpijskich w Innsbrucku po raz pierwszy zostaną rozegrane dwa konkursy skoków, na dużej i normalnej skoczni. Najpierw jednak konkurencja taka musiała zostać przetestowana w zawodach rangi mistrzostw świata. Stąd padło na Zakopane. Władze FIS już wcześniej zażądały  wybudowania drugiej areny dla rywalizacji dwuboistów, ale dopiero, kiedy okazało się, że ma tam zostać przeprowadzony również konkurs skoków zaczęto gorączkowo pracować nad nowym wyglądem skoczni.  Autorem projektu skoczni był inżynier Mieczysław Samka. Komitet organizacyjny mistrzostw miał sporo problemów ze znalezieniem wykonawcy projektu, bo zadanie nie należało do najłatwiejszych, a czasu nie było szczególnie dużo. Termin oddania skoczni zbliżał się nieubłaganie, a żadne z miejscowych przedsiębiorstw budowlanych nie chciało podjąć się realizacji projektu. Ostatecznie obiekt powstał na czas dzięki mobilizacji okolicznych sympatyków narciarstwa. Nadzór nad budową objął sam Stanisław Marusarz, a wśród jego najbliższych współpracowników znaleźli się m.in: olimpijczyk z Ga-Pa, główny inżynier PPIS Michał Górski, eks-zawodnik, technik budowlany, Władysław Staszel-Polankowy oraz doskonały organizator Tadeusz Sztromajer.

Koniec końców fakt rozegrania rywalizacji o medale także na mniejszej skoczni okazał się dla Polski bardzo pozytywny. Antoni Łaciak nawiązał do sukcesu Stanisława Marusarza z 1938 roku i wywalczył dla biało-czerwonych barw drugi tytuł wicemistrza świata. Medalista z Lahti był pierwszym, który pogratulował Łaciakowi sukcesu. Zapowiadało się nawet, że będzie jeszcze lepiej. Łaciak wygrał dwa pierwsze treningi, skacząc 70 i 71 metrów. Ostatecznie w trakcie walki o medale zabrakło mu 1,1 punktu do zwycięzcy, Toralfa Engana, z kolei o blisko trzy punkty wyprzedził wielkiego Helmuta Recknagla. Co ciekawe występ Engana do samego końca stał pod znakiem zapytania. U Norwega dzień przed rywalizacją zdiagnozowano zatrucie pokarmowe. Miał przez całą noc nie zmrużyć oka, toteż kierownictwo skandynawskiej ekipy podjęło decyzję o wycofaniu go z zawodów. Ostatecznie Engan przystąpił do rywalizacji na własną prośbę i zwyciężył. Jego ewentualna absencja mogła oznaczać pierwszy złoty medal mistrzostw świata w skokach dla Polski.

Zakopiańska impreza dla srebrnego medalisty niemal zakończyła się tragicznie. Podczas pierwszych treningów na Wielkiej Krokwi doszło z jego udziałem do sytuacji, którą my znamy z przypadków Wolfganga Loitzla i Daikiego Ito. Tyle, że ten miał wyglądać znacznie groźniej. Łaciak po przybraniu pozycji najazdowej przewrócił się i zaczął na rozbiegu fikać koziołki. Niechybnie zbliżał się w kierunku progu, wykonując rozpaczliwie ruchy, udało mu się jednak zatrzymać, głównie dzięki temu, że akurat tego dnia rozbieg nie był mocno oblodzony. Okazało się, że podczas startu zaczepił o za bardzo wysuniętą nogę jednego z zawodników. Ostatecznie Łaciak zakończył tę niefortunną przygodę cały i zdrowy. Żałował tylko złamanej narty, na której wyskakał sobie srebrny medal i która zaczęła mieć dla niego duże znaczenie emocjonalne.

Przypadek Łaciaka pokazał też na jak pstrym koniu jeździ łaska kibica. Apetyt widzów rósł w miarę jedzenia. Po tym jak na dużej skoczni zajął „tylko” szóste miejsce na trybunach dało się zauważyć duże oznaki rozczarowania. „Tymczasem brawa dla Łaciaka były w niedzielę skąpe, bardzo skąpe. Jakby z nutką żalu, że i tym razem na jego szyi nie zawisł medal” - pisała prasa. Podobno po ogłoszeniu wyników słychać było nawet pojedyncze gwizdy. To jednak nic w porównaniu z tym, co spotkało polską faworytkę do medalu w biegach, Stefanię Biegun. Po swoich słabych występach została przez kibiców obrzucona stekiem wyzwisk.

Na czas zakopiańskiej imprezy Łaciak stał się postacią maksymalnie elektryzującą kibiców i dziennikarzy. Dobrze obrazuje to anegdotka, którą opisał Dziennik Bałtycki: „W restauracji, w której spożywają posiłki akredytowani dziennikarze tłok był niesamowity. Nie było ani jednego wolnego miejsca. Większość kolegów zjadła już zresztą obiad i teraz okupowali stoliki sącząc żywieckie piwo. Red. Wojciech Szkiela z „Dziennika Ludowego" wrócił przed chwilą z zawodów i chciał szybko zjeść obiad, by zaraz gnać pod Krokiew na wywiad z Enganem. Ala jak znaleźć wolne miejsce? Fortel był godny Zagłoby. Red. Szkiela podszedł do jednego ze stolików i szepnął w zaufaniu, że właśnie przed chwilą na treningu Łaciak skoczył 110 m. Efekt był piorunujący. Czwórka dziennikarzy w błyskawicznym tempie opuściła stolik pozostawiając nawet niedopite piwo..."

Zanim jednak możliwa stała się sportowa rywalizacja pod Giewontem całe Zakopane było blade ze strachu. Organizatorzy patrzyli w niebo tęskno wypatrując białych płatków. Jeszcze na dwa dni przed rozpoczęciem imprezy w Zakopanem nie było podobno ani grama śniegu. Aż w końcu w piątek, w przeddzień rozpoczęcia rywalizacji całe Podhale utonęło w białym puchu. Najstarsi górale nie pamiętali tak obfitych opadów. Na ulicach miasta pracowały liczne spychacze, by uczynić drogi przejezdnymi. Z powodu nadmiaru śniegu trzeba było przesuwać rozegranie treningów czy niektórych konkurencji. Odpowiedzialny za przygotowanie skoczni Stanisław Marusarz spał na toboganie pod Krokwią po kilka ledwie godzin na dobę i robił wszystko, by obiekty mogły być dostępne dla zawodników. W pewnym momencie nie wytrzymał już biernego przyglądania się latającym narciarzom i sam przypiął narty, mimo że dobijał już powoli do pięćdziesiątki. Oddał piękny stylowo skok na 66 metrów.

Zakopiański FIS 1962 okazał się imprezą rekordową pod niemal wszystkimi względami. Wzięło w niej udział 350 zawodników, jak wyliczyła wówczas Gazeta Krakowska była to większa liczba niż podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1960 i 1956 roku oraz, co oczywiste, niż podczas jakichkolwiek rozegranych wcześniej "klasycznych" mistrzostw świata. Rekordowa była też liczba dziennikarzy obsługujących mistrzostwa. Pojawiło ich się w sumie 554, w tym 258 zagranicznych z 23 krajów. Ich praca stała się wygodniejsza niż kiedykolwiek dotąd. Rozbudowana sieć urządzeń pocztowo-telekomunikacyjnych pozwalała na szybkie i sprawne uzyskiwanie połączeń międzymiastowych i zagranicznych. Mistrzostwom towarzyszyło ponadto multum imprez kulturalnych, rozrywkowych i estradowych, naliczono ich łącznie 50. Zagraniczni goście rozpływali się w zachwytach nad naszą Wielką Krokwią. Mistrzostwa po raz pierwszy odbywały się na obiekcie, który pozwalał na przekraczanie stu metrów. Szwedzki działacz Pelle Oechman mówił: - "Nie można wymyślić już nic lepszego. Ten profil, usytuowanie, wyposażenie to wprost ideał." A fiński członek rady FIS Rolf Hohenthal wypalił: - "Wielka Krokiew ma tylko jedną, ale za to olbrzymią wadę. Mianowicie taką, że nie znajduje się w Finlandii".

Konkurs  na dużej skoczni wygrany przez Helmuta Recknagla, który mogło obserwować nawet 125 tysięcy widzów, został uznany za jeden z najpiękniejszych w historii. I tylko jedna rysa pojawiła się na tym szkle. Tuż po zawodach ogłoszono wyniki. Co do zwycięzcy i drugiego w zawodach Nikołaja Kamieńskiego nie było wątpliwości. Ale trzecie miejsce przyznano reprezentantowi NRD, Peterowi Lesserowi. Po wydaniu werdyktu komisja sędziowska postanowiła jednak raz jeszcze przeliczyć wyniki i wtedy okazało się, że doszło do dużej i karygodnej pomyłki, bo to Niilo Halonen z Finlandii powinien otrzymać brąz. Ludwik Fischer, Józef Podstolski i Stanisław Węgrzyniak, przedstawiciele Komitetu Organizacyjnego tłumaczyli, że błąd polegał na pominięciu najdłuższego skoku trzeciej serii przy obliczaniu not za odległość (bazową notę za odległość obliczano ze średniej pięciu najdłuższych prób w każdej serii). Jak widać sposób obliczania końcowych wyników był wówczas bardzo skomplikowany i nie ułatwiał zadania organizatorom.


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (4317) komentarze: (8)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Wojciechowski profesor
    @Wojciechowski

    Wyszperałem cokolwiek więcej, głosowanie w sprawie kandydatury Zakopanego było 12 czerwca 1959. Jeśli chodzi o „PS”, więcej szczegółów podali w wydaniach z 13 i 18 czerwca. Trudno mi powiedzieć, skąd gdzieś w innych źródłach mógł znaleźć się październik 1958, skoro a) w tamtych czasach gospodarzy MŚ wybierano na kongresach FIS z trzyletnim wyprzedzeniem, b) w tymże październiku obradował Zarząd Główny PZN i nie trafiłem na wzmiankę o mistrzostwach w tym kontekście.

    Chyba że było tak, że jakoś tam wstępnie ktoś Zakopanemu te mistrzostwa wcześniej obiecał. Ale też późniejsze zdarzenia raczej by temu przeczyły, bo Zakopane musiało konkurować o ten tytuł z Oslo, a do tego w 1958 nie było nawet pewne, czy mistrzostwa w narciarstwie klasycznym i alpejskim odbędą się razem czy osobno.

  • Wojciechowski profesor
    @Adrian D.

    Kongres FIS w Sztokholmie, gdy wybierano gospodarzy alpejskich i klasycznych MŚ 1962, był w czerwcu 1959. Na pewno pisał o tym „PS”, „Dziennik Polski” czy „Echo Krakowa” w okolicach 10 czerwca.

    Później rzeczywiście były jakieś targi o dokładny termin mistrzostw z Chamonix, być może jesienią padła dokładna data. Dam znać, gdy znajdę źródła w swoim „archiwum”.

  • hololomat bywalec
    @naczelny.ironista

    Drogi kolego, tą stronę znam i tam nie ma ani jednej wzmianki na temat skoków, ponieważ Pacific Rim Cup obecnie opiera się wyłącznie na piłce nożnej. A mi chodzi choćby o jakąś historię i szczątkowe wyniki. Polecam poświęcić trochę czasu i poszukać w internecie a gwarantuję, że nie znajdziesz nic więcej poza wynikami konkursów w Zao na stronie pana Adama Kwiecińskiego.
    Pozdrawiam :)

  • Adrian D. redaktor
    @Wojciechowski

    Dzięki, po weryfikacji wprowadziłem poprawki co do Średniej Krokwi. Jeżeli chodzi o miesiąc przyznania Zakopanemu mistrzostw to źródła, do których dotarłem wskazywały jednoznacznie na październik...

  • Wojciechowski profesor
    @naczelny.ironista

    I co ta strona ma wspólnego z Pacific Rim Cup, o który pytał @hololomat? Przepraszam, że tak wprost, ale... poważny jesteś?

  • Wojciechowski profesor

    Świetny tekst, gratuluję!

    Chociaż ze Średnią Krokwią było trochę inaczej. Ona istniała już kilka lat przed mistrzostwami i gdy Zakopane otrzymało prawo goszczenia MŚ (w czerwcu, a nie w październiku 1958), Średnia Krokiew była przewidywana na zmagania dwuboistów. Problem zaczął się faktycznie po bardzo późnym włączeniu do programu drugiego konkursu skoków, o czym FIS zdecydował dopiero w czerwcu 1961, czyli na... osiem miesięcy przed mistrzostwami (!). Pod rywalizację dwuboistów nikt nie planował większych prac na Średniej Krokwi, ale po dołożeniu na nią zawodów skoczków pospiesznie zdecydowano o gruntownej przebudowie, bo inaczej nie spełniałaby nowych wymogów FIS.

  • naczelny.ironista bywalec
    @hololomat

    I serio nie potrafiłeś w google to wpisać w sekundę? pacificrimcup.com - masz tam wszystko. Rewelacja, niedługo to pokolenie nie trafi do WC we własnym (czyli "mamusim" lub babcinym) domu bez GPS-u w smarkfoniku.

  • hololomat bywalec
    Pacific Rim Cup

    Świetny artykuł. Jestem ciekawy, czy redakcja ma jakieś większe informacje ze swoich tajnych źrodeł na temat cyklu Pacific Rim Cup? Chętnie też bym o nim poczytał oraz zobaczył jakieś wyniki. Sam próbowałem szukać w internecie jakichś choćby wyników ale albo nie umiem szukać albo nie ma właściwie nic poza szczątkowymi wzmiankami o zwycięzcach jakichś pojedynczych konkursów.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl