85 lat temu złamano granicę stu metrów

  • 2021-03-15 16:04

15 marca 1936 roku skocznia w Planicy stała się areną wydarzenia, które przeniosło skoki narciarskie w nowy wymiar. Tego dnia Josef Sepp Bradl jako pierwszy człowiek, lecąc na dwóch deskach, przekroczył magiczną na tamten czas, granicę stu metrów i zdołał ustać ten skok.

Pomimo tego, że w latach 30-tych kilku Norwegów dzierżyło rekord świata w długości skoku, szef Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, Norweg właśnie, Nikolai Oestgaard, przeforsował uchwałę zakazującą organizacji zawodów na skoczniach pozwalających na skoki powyżej 80 metra. W głębokim poważaniu mieli to jednak działacze sportowi ze Słowenii organizujący zawody w marcu 1936 roku z nadzieją na pobicie rekordu świata, który rok wcześniej ustanowił Szwajcar Fritz Kainersdorfer na skoczni w Ponte di Legno we Włoszech (Norweg Olaf Ulland uzyskał wówczas 103.5 m, ale upadł). Z udziału w rywalizacji  zrezygnowali Norwegowie i tu otworzyła się szansa dla świetnie wtedy dysponowanego młodziutkiego, 18-letniego Austriaka Josefa Bradla, który skokami na 77 i 78 metrów wygrał oficjalne zawody, a poza konkursem pofrunął na odległość 101,5 m. 

- Po perfekcyjnym wyjściu z progu powietrze zaczęło mocno naciskać na moją klatkę piersiową, położyłem się na nim i pozwoliłem, by mnie niosło. Miałem tylko jedno życzenie - lecieć w ten sposób jak najdalej. (...) Wiele tysięcy oczu wpatrywało się w wieżę sędziowską. Nie mogłem uwierzyć, kiedy pokazano odległość 101,5 m. - pisał Bradl w napisanej tuż przed śmiercią (zmarł w 1982 roku) autobiografii: Moja droga do mistrzostwa świata. Dwa lata później na Bloudkovej Velikance swój własny rekord wyśrubował do 107 metrów. W tym samym roku po Anshlussie Austrii został reprezentantem Trzeciej Rzeszy i już skacząc ze swastyką na ramieniu zdobył kolejnej zimy tytuł mistrza świata w Zakopanem. II Wojna Światowa zabrała mu najlepsze lata kariery, a tuż po niej za przynależność do SS został uwięziony w obozie w Glasenbach. Zabroniono mu występu na igrzyskach w 1948 roku w Sankt Moritz, a cztery lata później publiczność podczas rywalizacji olimpijskiej w Oslo zgotowała mu piekło, mając w pamięci jego niechlubną, nazistowską przeszłość. Zdeprymowany Austriak upadł w pierwszej serii i więcej się na skoczni nie pojawił. 

W 1953 roku został pierwszym (i do dziś jest najstarszym) zwycięzcą Turnieju Czterech Skoczni, a w kolejnych latach jeszcze dwukrotnie stawał na podium imprezy. Po zakończeniu kariery objął posadę trenera reprezentacji Austrii, później prowadził ośrodek treningowy dla skoczków i kombinatorów norweskich w Mühlbach. Do śmierci miał być zdeklarowanym sympatykiem nazizmu i Adolfa Hitlera. Jak pisze Leszek Błażyński w biografii Wojciecha Fortuny Skok do piekła, w jego sypialni wisiał portret przywódcy Trzeciej Rzeszy, a honorowe miejsce zajmował telegram otrzymany od Hitlera za zwycięstwo w Zakopanem. Pomimo kontrowersyjnego życiorysu jego imieniem nazwano stadion w Bischofshofen, którego część stanowi skocznia imienia Paula Ausserleitnera, na której wieńczony jest co roku Turniej Czterech Skoczni. 


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (5450) komentarze: (15)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Kołczan początkujący
    @W Punkt

    Nie sądzę, żeby funkcja trenera kadry narodowej w skokach była aż tak ważną publiczną funkcją. A nawet jeśli, to jest coś takiego jak wolność słowa i dyskryminowanie kogoś ze względu na poglądy jest nielegalne. A przynajmniej powinno być, bo niestety, jak pokazuje obecnie choćby przykład Hollywood, to nie tylko wyrażanie jakichś skrajnych i kontrowersyjnych poglądów ale nawet nie zgadzanie się z obecnie przyjętą linią poprawności politycznej może być powodem wykluczenia.

  • dar06_ weteran
    @Kolos

    ingerujesz nawet lata 86 temu he
    15 marca 1936 a dziś jest
    15 marca 2021......85 lata równo

  • dar06_ weteran
    @Kolos

    Masz napisane ze był w SS w artykule ...w Jugosławii
    cyt...
    Nigdy nie krył on swojej sympatii do nazizmu. Dlatego w 1952 roku, podczas Igrzysk Olimpijskich w Oslo, w czasie konkursu został wygwizdany przez kibiców. Tak go to zdeprymowało, że w pierwszej serii skoczył blisko, a do drugiej w ogóle nie przystąpił. O prohitlerowskich sympatiach Bradla wiedzieli prawie wszyscy. Kadrowicze opowiadali, że gdy za dużo wypił, czasami podnosił rękę w nazistowskim geście i krzyczał „Sieg Heil”.

  • Kolos profesor
    @Adrian D.

    Tytuł artykułu i tak powinien brzmieć "86 lat temu złamano granicę setnego metra" (rocznica za 2 dni).

  • Kolos profesor
    @W Punkt

    Bradl nie pełnił żadnej funkcji w nazistowskiej administracji. Dlaczego miano by go karać jakoś za same poglądy? Nawet jeśli są godne największego potępienia, bo są. Zwłaszcza, że nigdy żadnej politycznej ani społecznej funkcji nie sprawował. Najwyraźniej żył sportem i niczym innym się nie zajmował.

  • dar06_ weteran
    @W Punkt

    Tez to czytałem ze po wojnie po jakimś konkursie Kula po rozmowie z nim dał po pysku

  • W Punkt doświadczony
    gdzieś czytałem, że...

    Wspomniany przez @Butczana Jan Kula na jakimś raucie kilka lat po wojnie podszedł do Bradla i dał mu w mordę.
    Abstra[***]ąc od tego, że to niczego sobie wyczyn, to ja się pytam czemu dopiero Kula wpadł na taki pomysł?
    I drugie pytanie. Jakim prawem w powojennej Austrii poważne publiczne funkcje mogli sprawować zdeklarowani, i obnoszący się z tym, naziole?

  • Adrian D. redaktor
    @Kolos

    Jeszcze raz: "Tego dnia Josef Sepp Bradl jako pierwszy człowiek, lecąc na dwóch deskach, przekroczył magiczną na tamten czas, granicę stu metrów i zdołał ustać ten skok." - pierwszy,który przekroczył i zdołał ustać. Prościej chyba się już nie da. Dzień bez szukania dziury w całym, jest dla Ciebie dniem straconym.

  • dar06_ weteran
    @Kolos

    Czepiasz nie wiadomo czego
    Masz na dole pod zdjęciem brrrr napisane

  • Kolos profesor
    @Adrian D.

    Tytuł wyraźnie mówi o złamaniu granicy 100 m, a nie o ustaniu takiego skoku. W tym ujęciu tytuł jest błędny.

    Błędny jest też pierwszy akapit (ten pogrubioną czcionką) mówiący o Bradlu jako pierwszym człowieku który przekroczył 100 m.

  • Adrian D. redaktor
    @Kolos

    Jest o tym w tekście.

    "Tego dnia Josef Sepp Bradl jako pierwszy człowiek, lecąc na dwóch deskach, przekroczył magiczną na tamten czas, granicę stu metrów i zdołał ustać ten skok."

    "...z nadzieją na pobicie rekordu świata, który rok wcześniej ustanowił Szwajcar Fritz Kainersdorfer na skoczni w Ponte di Legno we Włoszech (Norweg Olaf Ulland uzyskał wówczas 103.5 m, ale upadł)"

  • Kolos profesor

    Duży błąd to nie Josef Bradl a mało znany Norweg Olaf Ulland 17 marca 1935 r. jako pierwszy, złamał granicę 100 metrów - skoczył 103,5 m, skoku wprawdzie nie ustał ale pierwszeństwo należy się jemu.

  • dar06_ weteran

    Niesmacznie jest ze taka osoba w kronikach została
    wymazać z historii skoków a zastąpić osoba nieznana która skoczyła 100 metry

  • butczan1 weteran

    Z Seppem Bradlem wiąże się również historia raczej mało znanego Polaka- Jana Kuli. Przed wojną był bardzo obiecującym młodym skoczkiem. Był 4 lata młodszy od Bradla. Na MŚ w Zakopanem w 1939 roku gdzie zwyciężył Bradl, Jan Kula w wieku zaledwie 17 lat, mimo upadku w treningu przed zawodami zdołał zająć w konkursie 11 miejsce. Po wybuchu wojny został internowany w Szwajcarii. W 1941 roku odbyły się zawody skoków narciarskich w Szwajcarii, gdzie skakała czołówka niemieckich i szwajcarskich skoczków. Konkurs wygrał Bradl reprezentujący wtedy oczywiście III Rzeszę. Jan Kula był na przepustce i pozwolili mu skoczyć w zawodach poza konkursem. Jan Kula nie dość, że skoczył najdalej to jeszcze pobił rekord skoczni o 3 metry. Niestety, miał ranną nogę i musiał przejść potem operację w wyniku której wycięto mu sporą cześć mięśnia udowego a jego prawa noga była krótsza od lewej.

  • butczan1 weteran

    Sepp Bradl był świetnym skoczkiem. Przed wojną jak ktoś nie był z Norwegii a chciał coś w skokach osiągnąć miał pod górkę- przykład choćby Marusarza z Lahti 1938. W wieku 21 lat Austriak zdobył MŚ w Zakopanem. Po wojnie w wieku 35 lat wygrał pierwszą edycję TCS. Gdyby nie wojna i gdyby w jego czasach były wszystkie obecne imprezy w skokach Bradl spokojnie byłby w ścisłym gronie najlepszych skoczków w historii. Może byłby nawet najbardziej utytułowanym zawodnikiem.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl