Polityka, wojna, sport

  • 2022-04-03 09:29

Naiwne pytanie o to, czy sport można odłączyć od polityki, w wyniku ostatnich wydarzeń na świecie stało się już tylko pytaniem retorycznym. A może tak naprawdę zawsze nim było. Korelacja tych dwóch płaszczyzn jest głęboko osadzona w historii od czasów starożytnych. Już greccy wodzowie ogrzewali się w ciepełku zwycięzców igrzysk olimpijskich, licząc przy tym na osiągnięcie założonych korzyści.

Po niczym nieuzasadnionej, brutalnej agresji Rosji na Ukrainę temat wykluczenia tamtejszych zawodników z rozgrywek międzynarodowych, pozbawienia jej organizacji imprez sportowych wzbudzał szerokie zainteresowanie opinii publicznej, nie mniejsze niż nakładane na reżim Putina sankcje gospodarcze. "Czy nie za dużo o tym sporcie, kiedy giną niewinni ludzie?" - można było gdzieniegdzie usłyszeć lub przeczytać. No nie, bo sport, jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości, nie jest tylko lekką rozrywką dla mas. Powiedzieć, że posiada on potężną siłę oddziaływania społecznego, bywał tłem, a czasem nawet pośrednią przyczyną, przełomowych wydarzeń w dziejach świata, to powiedzieć raczej niewiele. Stąd już niedaleko do konstatacji, że uderzenie w sport stanowiący immanentną część każdej wielkiej dyktatury, jest, jeśli nie uderzeniem, to przynajmniej lekkim tej dyktatury draśnięciem. 

Oddajmy na chwilę głos Ryszardowi Kapuścińskiemu, który tak pisał w swojej słynnej Wojnie futbolowej o Ameryce Łacińskiej: "Długa jest lista rządów, które upadły lub zostały obalone przez wojsko, ponieważ drużyna narodowa poniosła porażkę. Zawodnicy drużyny, która przegrała są potem nazywani w prasie zdrajcami ojczyzny. Kiedy Brazylia zdobyła w Meksyku mistrzostwo świata, mój kolega Brazylijczyk, emigrant polityczny, był zrozpaczony. <<Prawica wojskowa - powiedział - ma zapewnione co najmniej pięć lat spokojnych rządów.>> (...) Po meczu, w którym Meksyk pokonał Belgię 1:0, pijany ze szczęścia Augusto Mariaga, naczelnik więzienia dla skazanych na dożywocie w Chilpancingo, biega z pistoletem w ręku, strzela w powietrze i z okrzykiem: Viva Mexico! otwiera wszystkie cele, wypuszczając na wolność 142 groźnych, ciężkich przestępców. Sąd uniewinnia Mariagę, <<ponieważ - czytamy w uzasadnieniu wyroku - działał w uniesieniu patriotycznym>>".

Igrzyska Hitlera

Adolf Hitler nigdy nie interesował się sportem. Ta dziedzina życia w żaden sposób wodza nazistowskich Niemiec nie zajmowała, sam nigdy go też nie uprawiał. Dopiero Joseph Goebbels, minister w jego rządzie, uzmysłowił mu jak potężnym narzędziem propagandowym może być sport. Po tym jak w 1936 roku Trzecia Rzesza z powodzeniem przeprowadziła zimowe i letnie igrzyska olimpijskie, kanclerz miał już pełną świadomość tego, jak nośna dla jego idei może być rywalizacja oparta na współzawodnictwie. Jak idealnie wpisuje się ona w ideologię nazistowską opartą m.in. na kulcie ludzkiego ciała i sprawności fizycznej. Sport wprzęgnięty w służbę reżimowi idealnie wpisał się w strategię przygotowań do wywołania wojny światowej. Stał się jednym z narzędzi do uśpienia czujności świata. 

W dalszej kolejności miał zostać elementem hitlerowskiej gigantomanii, pieczętującym prymat Niemiec nad resztą globu. W 1937 roku w Norymberdze rozpoczęła się budowa największego, w zamyśle, stadionu świata, który miał pomieścić 400 tysięcy widzów. Gdy jeden z konstruktorów wyraził swoje obawy dotyczące tego, że obiekt może nie spełniać wszystkich wymogów międzynarodowych organizacji sportowych, Hitler miał mu powiedzieć: - Nie ma to żadnego znaczenia. Już niedługo wszystkie najważniejsze imprezy sportowe świata będą odbywały się tylko w Niemczech, a wtedy to ja będę decydował, czy obiekt spełnia wymogi czy nie.

Zaledwie rok później, jeszcze przed rozpoczęciem planowanego podboju świata, otoczeniu Hitlera widzącego w nim wybitnego wizjonera, mogło się wydawać, że słowa wodza III Rzeszy już stają się ciałem. Na tej samej skoczni narciarskiej w Garmisch-Partenkirchen, na której Hitler otwierał igrzyska w 1936 roku, miał zainaugurować także kolejne, zaplanowane na 1940 rok, które przyznano niemieckiemu kurortowi po rezygnacji Sapporo i St.Moritz. W czasie gdy w 1939 roku trwała agresja militarna na państwo polskie, na skoczni olimpijskiej i innych obiektach, jak gdyby nigdy nic, trwał remont, którego zaniechano dopiero pod koniec października. 

Letnie igrzyska, skoki narciarskie i broń chemiczna

Starania o przyznanie Niemcom igrzysk w 1936 roku nie były proste, ale w myśl zasady "cel uświęca środki", posuwano się do wszelkich możliwych zagrywek, łączne ze skuteczną próbą przekupienia Pierre'a de Coubertina, legendarnego twórcy nowożytnych igrzysk. Naród niemiecki, ta jego część, dla której sport był istotnym komponentem rzeczywistości, cierpiał na swego rodzaju kompleks igrzysk olimpijskich. Niemieccy sportowcy po przegranej Wielkiej Wojnie, czyli I Wojnie Światowej zostali wykluczeni z udziału w igrzyskach w 1920 i 1924 roku. Impreza ta nigdy nie trafiła do Niemiec, a jeden jedyny raz, kiedy miała zostać tam rozegrana, MKOl zmuszony został ją odwołać. Gdyby doszła do skutku mogłaby w istotny sposób zmienić na zawsze historię olimpizmu.

W 1912 roku Berlin, ówczesna stolica Cesarstwa Niemieckiego, został wybrany gospodarzem Igrzysk Olimpijskich w 1916 roku. Niemcy z miejsca zakasali rękawy i już rok później z wielką pompą otwarto wspaniały stadion pod Berlinem. To co miało odróżniać te igrzyska od poprzednich to obecność w ich programie w dużo szerszym zakresie dyscyplin zimowych. Co prawda już w 1908 roku w Londynie rozegrano konkurencje łyżwiarstwa figurowego, Niemcy planowali jednak pójść o co najmniej jeden krok dalej i oprócz konkurencji lodowych przeprowadzić również zmagania w narciarstwie klasycznym. Lokalizacją zmagań skoczków, biegaczy i specjalistów od dwuboju miał być Feldberg w Szwarcwaldzie uważany za niemiecką kolebkę narciarstwa.

Główną część igrzysk zaplanowano na 1-10 lipca. Co z terminem rozegrania skoków? Nikomu wtedy jeszcze nie śniło się nawet o igelicie czy środkach chemicznych utrzymujących śnieg przy dodatnich temperaturach. Zawody narciarskie miały odbyć się w lutym 1916 roku. Nie było w tym nic dziwnego, wszak wówczas konkurencje olimpijskie w ramach jednych igrzysk były rozgrywane na przestrzeni kilku miesięcy. I tak na przykład olimpiada w St. Louis w 1904 roku trwała od 1 lipca do 23 listopada, a londyńskie igrzyska przeprowadzone cztery lata później od 27 kwietnia do 31 października. Skoki, biegi i kombinacja stanowiłyby oficjalnie integralną część letniej imprezy sportowej, ale de facto zawody w Feldbergu stanowiłyby coś w rodzaju protoplasty zimowych igrzysk.

28 czerwca 1914 arcyksiążę austriacki Franciszek Ferdynand, następca tronu, został zastrzelony w Sarajewie przez serbskiego nacjonalistę, Gavrilo Principa. To wydarzenie stało się bezpośrednią przyczyną wybuchu I Wojny Światowej. Jasnym stało się, że zaplanowane na 1916 rok niemieckie igrzyska nie dojdą do skutku. Wczesną wiosną 1915 roku MKOl w porozumieniu z niemieckim komitetem olimpijskim podjął decyzję, by nie odwoływać imprezy, a przesunąć ją w czasie i przeprowadzić po zakończeniu wojennej zawieruchy.

"W starożytności zdarzało się, że urządzenie igrzysk stawało się niemożliwe, ale nie przestawały one istnieć z tego powodu" - mówił baron Pierre de Coubertin. Jednak 22 kwietnia pod Ypres Armia Niemiecka zlekceważyła 23 artykuł reguł wojny i użyła broni chemicznej. 8 tysięcy żołnierzy francuskich ukrytych w okopach dostrzegło szarozieloną chmurę. Był to chlor. Jak pisze wybitny brytyjski historyk Guy Walters: "Wypuszczenie tych pierwszych kilku ton chloru zmieniło charakter wojny i wkrótce trujący gaz był w użyciu po obydwu stronach. Pozbawienie wojny <<dżentelmeńskiego charakteru>> sprawiło, że Coubertin poczuł się w końcu zmuszony odwołać igrzyska."

Igrzyska Putina

Dla Putina sport jest nie tylko narzędziem propagandowym, którym posługiwał się podobnie jak Hitler, ale również pasją i sprawą silnie ambicjonalną. Ściągał do swojego kraju wszystkie imprezy sportowe, które miał ochotę przeprowadzić. Robił to nad wyraz skutecznie, ale i w okolicznościach, którym daleko było do przejrzystych i transparentnych. Ogłaszając w 2010 roku swoją decyzję dotyczącą przyznania Rosji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, FIFA po raz pierwszy w swojej historii równocześnie wyznaczyła też gospodarza kolejnego mundialu - w 2022 roku, którym został Katar. W środowisku mówi się do dziś, że nie było w tym przypadku. Chodziło o to, by "większym skandalem" przykryć ten "mniejszy", by dyskusją na temat organizacji mistrzostw u Arabów, zmarginalizować temat rozegrania imprezy u Putina.

Organizacyjnym przetarciem dla mundialu było przeprowadzenie przez Rosjan Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi w 2014 roku. - Byłam przekonana, że mamy wielką szansę na igrzyska, spełniliśmy wszystkie oczekiwania komisji oceniającej - mówiła w słynnym filmie dokumentalnym "Igrzyska Putina" Gabi Burgstaller, starosta Salzburga, będącego kontrkandydatem Soczi do uzyskania praw organizacji igrzysk. Dała wyraźnie do zrozumienia, że poczuła się oszukana przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski: - zaważyło nie tylko przemówienie, jakie wygłosił Putin podczas podczas decydującej sesji MKOl-u w Gwatemali, ale jego osobiste zaangażowanie. Kiedy się dowiedziałam, że przyjedzie na miejsce, co przez chwile nie było oczywiste, zrozumiałam, że sprawa jest przesądzona. Nie pojawiłby się w Gwatemali, gdyby nie był pewny sukcesu. Zrobił wszystko, by mieć te igrzyska, więc inne rozwiązanie nie wchodziło w grę. 

- Te igrzyska to jedna wielka afera - mówił w tym samym dokumencie Boris Niemcow, zamordowany kilka lat później oponent polityczny Putina. - Przecież Rosja to zimny kraj. Naprawdę trzeba się wysilić, żeby znaleźć miejsce, w którym prawie nigdy nie ma śniegu. Putin znalazł - drwił. W lutym średnia temperatura w ciągu dnia wynosi plus 10 stopni. Już sam ten fakt nastręczał wielu trudności organizatorom. Ale nie tylko ten. Korupcja na ogromną skalę, niekompetencja, nieumiejętne i nieodpowiedzialne zarządzanie budową obiektów sprawiły, że igrzyska w Soczi kosztowały więcej niż wszystkie wcześniejsze zimowe razem wzięte, poczynając od 1924, kończąc na 2010 roku. 

Podczas pierwszych prób testowania skoczni olimpijskich w grudniu 2011 roku pachniało tragedią. Obiekt i droga dojazdowa zaczęły się zapadać. Geologowie już wcześniej ostrzegali, że skocznie zostały postawione w złym miejscu na niestabilnym podłożu i ruchomych piaskach, ale nikt ich nie słuchał. Po tym jak w grudniu 2012 roku zorganizowano w Krasnej Polanie zawody Pucharu Świata stanowiące próbę przedolimpijską, skocznie zamknięto z powodu kolejnych osunięć.Tym razem bezpośrednio interweniował już sam Putin, który osobiście zjawił się pod kompleksem Russkije Gorki. Poleciały głowy odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. Trzeba było po raz kolejny sięgnąć głęboko do wora. Ale ten wór praktycznie nie miał dna. Liczył się tylko końcowy efekt, który miał wzbudzić podziw całego świata.

"Zabiłeś moją matkę"

Jeżeli Jewgienij Klimow, Irina Awwakumowa i inni przedstawiciele rosyjskich skoków wrócą do udziału w zawodach międzynarodowych, a kiedyś to zapewne nastąpi, może być niekoniecznie łatwo odnaleźć im się w innej rzeczywistości. Władimir Biełousow, radziecki mistrz olimpijski z Grenoble z 1968 roku na rozgrywane dwa lata później mistrzostwa świata do Szczyrbskiego Jeziora jechał z dużymi medalowymi nadziejami. Tamta impreza stanowi jednak do dziś  jedno z jego najgorszych wspomnień z czasów kariery zawodniczej.

W sierpniu 1968 roku wojska ZSRR dokonały zbrojnego najazdu na Czechosłowację, co stanowiło konsekwencję okresu politycznej liberalizacji u naszych południowych sąsiadów. W wyniku operacji „Dunaj” rannych zostało około 500 obywateli Czechosłowacji, a 108 poniosło śmierć. Podczas rozegranych półtora roku później narciarskich mistrzostw w Szczyrbskim Jeziorze pamięć o tamtych tragicznych wydarzeniach wśród Czechów i Słowaków wciąż była żywa. Radzieccy sportowcy zostali tam przyjęci bardzo wrogo, a najbardziej, jako potencjalnie najgroźniejszemu rywalowi faworyta gospodarzy, Jiříego Raški, oberwało się Biełousowowi.

– Kibice nazywali nas okupantami, krzyczeli: „zabiłeś moją matkę!”, do hotelowych pokojów podrzucano nam kartki z pogróżkami – opowiadał kilka lat  temu złoty medalista z Grenoble. – Zdecydowaliśmy z trenerem, by ze względów bezpieczeństwa opuścić nawet jeden trening. Gdy przed startem z głośników wybrzmiało moje nazwisko, na całych trybunach rozległy się gwizdy i buczenie. Mimo to miałem przed drugim skokiem dobrą pozycję wyjściową. W przerwie obrzucono mnie śnieżkami. Nie wytrzymałem tego emocjonalnie. 

Zupełnie inaczej do rywalizacji na tej imprezie podszedł kolega Biełousowa z kadry, Garij Napałkow. Na niego cała ta wroga atmosfera podziałała wyjątkowo mobilizująco i do kraju wracał z dwoma złotymi medalami. Jak wspominał wybitny czeski skoczek Jiri Raska, radzieccy skoczkowie, byli dumnymi synami swojego komunistycznego narodu. Napałkow był oficerem Armii Radzieckiej i często powtarzał, że Czechosłowacy powinni być wdzięczni swoim przyjaciołom ze Wschodu za to, że w 1968 roku ci uratowali im socjalizm.- Tylko Koba Cakadze był normalny – wspominał Raska - Był Gruzinem i miał swój rozum. Chodził z nami do kina, na piwo. I często powtarzał, że Breżniew to bolszewicki ch... .

Ukraina 2030

Wracając jeszcze do Ukrainy i Zimowych Igrzysk Olimpijskich... Agresor ze Wschodu po raz drugi storpedował starania naszych  sąsiadów o organizację białej olimpiady, o której marzy wielu tamtejszych sportowych decydentów. Po wydarzeniach z 2014 roku Lwów wycofał się z ubiegania o prawa organizacji imprezy w 2022 roku. Z kolei w roku ubiegłym Ukraińcy rozpoczęli przygotowania do złożenia kandydatury o przeprowadzenie igrzysk w 2030 roku, bardzo ciepło zresztą przyjęte przez MKOl. 

- Budowa infrastruktury to nowe miejsca pracy, ludzie nie będą wyjeżdżali za granicę, to także oczywisty rozwój turystyki -  - tłumaczył  Minister ds. Młodzieży i Sportu Wadym Gutzayt. - Kiedy w latach 2004-2005 Prezes Federacji Piłki Nożnej Grigorij Surkis zaczął mówić o możliwości organizacji EURO 2012 też niewielu wierzyło w powodzenie tego pomysłu, a imprezę udało się zorganizować i to na wysokim poziomie. W ministerstwie powołaliśmy grupę roboczą, która ma za zadanie określić szczegóły organizacji takiego wydarzenia - budżet, lokalizacje itd. Możliwe, że przy okazji zorganizujemy też Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie. Do grupy roboczej ściągnęliśmy specjalistów z Austrii, którzy mocno nam pomagają. Za 10 lat Ukraina może wyglądać zupełnie inaczej. Będziemy się ciągle rozwijać, kraj będzie tętnił życiem. 

Wydaje się, że w obecnej sytuacji organizacja dużej imprezy sportowej nie będzie miała na Ukrainie wysokiego priorytetu. Tym będzie odbudowa kraju po wyniszczającej wojnie, kiedy ta, miejmy gorącą nadzieję że jak najszybciej, dobiegnie końca.


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (4718) komentarze: (16)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Arturion weteran

    A jednak, paradoksalnie, Ukraina ma szanse na IO. Po wojnie na odbudowę dostaną od świata (i - mam nadzieję - od Rosji) dużo pieniędzy. Obiekty sportowe można wznieść przy tej okazji. No i Ukraina teraz jest na fali, wygrywa wizerunkowo. To ma duże znaczenie.

  • fridka1 profesor
    @jma

    Problem polega na tym, że nawet na zachodzie Europy pełno jest pożytecznych..., którzy przebierają nogami by tylko wrócić do business as usual z Rosją. Statystyczny Francuz nie potrafi nawet pokazać Ukrainy na mapie, interesuje go tylko spokojna poranna kawusia i żeby przypadkiem nie zrobić sobie kuku, bo przecież to taki dzielny naród jest...Węgier oczadzony tym co serwują mu orbanowskie media uważa, że "Putin miał swoje powody". I last but not least czy Łysy z Fifa oddał już Putinowi medal czy dalej się kompromituje?

  • dervish profesor

    Ruskich w sporcie nie powinno być w ogóle. To są hitlerowcy na miarę naszych czasów.
    Niestety, oni w sporcie są i obawiam się, że wkrótce będą nawet tam gdzie ich obecnie nie ma czyli na przykład w skokach narciarskich. Zobaczycie K***** i spółka szybko wrócą na światowe skocznie.
    Ruskie są w tenisie ziemnym, są także w wielu innych dyscyplinach sportu. Gdyby sprawa ich byc albo nie być zalezała wyłacznie od kierownictwa międzynarodowych federacji to byliby wszedzie.
    Tylko oddolne ruchy związków narodowych sa w stanie wymusic na władzach poszczególnych federacji jakieś sankcje w stosunku do putlerowców.
    Jesli chodzi o reprezentacje to FIFA i UEFA są w szachu. Wystarczyło, że kilka krajowych związków (tu chwała dla PZPN) ogłosiło, że nie zamierza uczestniczyć w meczach z reprezentacją Putina i federacje nie mialy wyjścia, musiały ruskich wykluczyć. Niestety na tej samej zasadzie nie da sie odgórnie czyli poprzez decyzję federacji wykluczyć ze sportu putlerowców grających w zagranicznych klubach. Ich udział to wewnętrzna sprawa tychże klubów czy tez tamtejszych związków.

    W tenisie ruskie i białoruskie poza szczeblem reprezentacji występują bez przeszkód. Tutaj wykluczenie ich z tenisowego światka miałoby szanse jedynie w przypadku gdyby odpowiednio silna grupa tenisistów zaczeła bojkotować występy przeciwko nim. Takiej jedności nie da się zorganizować. Zbyt duze pieniądze sa w grze, zbyt duże różnice zdań i ocen i zbyt mało odważnych osób.

  • jma profesor

    Myślę, że związki sportowe powinny już pójść o krok dalej i rozdać trochę dożywotnich dyskwalifikacji za otwarte poparcie agresji w KAŻDEJ formie - wpisy w social mediach czy występowanie z emblematem "Z"(gimnastyk z emblematem na podium, bobsleista piszący na fejsie do sportowca z Ukrainy, że ma nadzieje, że w jego dom trafią bomby czy paraolimpijczycy mówiący, że wracają bombardować Ukrainę) oraz cała plejada sportowców, która wystąpiła na prowojennym wiecu w moskwie (w tym nasi "ulubieńcy" ze świata skoków jak k***ow czy a*******owa). Nie ma miejsca w międzynarodowym zdrowym sportowym współzawodnictwie dla takich "ludzi". I to trzeba robić już teraz. Skoro można było dać dożywotnią dyskwę piłkarzowi który hajlował to za popieranie zbrodni wojennych tym bardziej.

    [***]

  • fridka1 profesor
    @Radek95

    Rosjanie mają taką mentalność, że brak toalety to dla nich nic.Co się liczy bardziej? Krystyna Kurczab Redlich, wieloletnia korespondentka w Rosji, autorka biografii Putina, zapytała kiedyś Rosjanina z wsi zabitej dechami "A nie chciałbyś mieszkać w bogatej i spokojnej Szwajcarii?" Co odpowiedział? "W takim małym państewku[***]?" Co tam brak kibla. Ważne, żeby ogromna Rosja miała jeszcze więcej terenu co z tego, że połowa to Tajga i chodzimy to wychodka na podwórku.

  • Dama_Karmelowa profesor

    Brawa za artykuł. Po prostu. Mimo, że temat zdecydowanie mało przyjemny to czytało się świetnie.

    I zgadzam się z tym, że gdzie zaczyna się wojna tam nie ma już polityki, więc argument o niemieszaniu polityki ze sportem jest nie na miejscu.

  • Pavel profesor
    @Lataj

    Oni tam mieli problem bez wojny, aby cokolwiek sensownego stworzyć, co prawda powstały "stadiony-misie", ale dookoła korupcja, bezrobocie i bieda. Glowna droga dojazdowa do Odessy to dziura na dziurze i to nie dziura w polskim rozumieniu dziurawej drogi, ale stan, w którym osobówka, aby jechać dalej musi poruszać się "dziką droga" obok. Wielokrotnie były plany budowy nowej, ale korupcja zeżarła wszelkie środki. To taka Polska wczesnych lat 90' i wszelkie inwestycja zawsze są 2x droższe niż w projekcie, aby "wyżywić" wszystkich zainteresowanych.

  • Radek95 stały bywalec

    Liczę, że rudego kacapa już więcej nie zobaczymy nawet na fis cup. Niech bawi się tam gdzieś sam w okolicach Uralu, w kraju - potędze gdzie 1/4 mieszkańców nie ma toalety w domu 🙃

  • Lataj weteran

    Cały pomysł z organizacją IO 2030 w Ukrainie to mrzonki i propaganda rozwoju kraju, czyli nowe miejsca pracy i rozkwit turystyki. Tym bardziej im się nie uda, że mają wojnę, która Bóg wie ile potrwa. Do tego dochodzą ogromne inwestycje. Trudno pozyskać pieniądze na nowe obiekty, w tym dużą skocznię narciarską, która ma służyć jeszcze latami, skoro budują silną armię. Prędzej Polsce MKOl by powierzył organizację ZIO, nawet jak u nas dyscypliny narciarskie poza skokami kuleją, a do tego praworządność w tym unijnym kraju budzi uzasadnione wątpliwości.

    A K***owa i Awwa***ową powinno się zmusić do zakończenia kariery, nawet jeśli sportowcom z ich kraju znów zezwolą na start w zawodach rangi FIS.

  • fridka1 profesor
    @Lataj

    W Rosji nie masz szans na finansowanie zabawy w sport jeżeli nie całujesz władzy w cztery litery. To inny system sponsorowania sortu niż np. w Ameryce Północnej gdzie zawodnik, który dopiero chce się wybić, po treningu pracuje jako kelner by opłacić własnego trenera

  • INOFUN99 profesor
    @alelesz22

    K[***]vov nie tylko otwarcie popiera Fjutina, ale też powiedział, że afera rękawiczkowa to głównie nasza sprawa, że my jesteśmy temu całemu zamieszaniu winni.

  • fridka1 profesor

    Sport to, stety czy niestety, zastępcza wojna. W skokach akurat polsko-niemiecka. Sport to taka soczewka w której skupiają się wszystkie zaszłości, kompleksy i pretensje danego narodu do świata. Ja nie popieram naszej obecnej władzy i nie lubię gdy jako Polka jestem utożsamiana z poglądami rządu, bo często ich nie podzielam, ale wojna to inna kategoria. Tu już nie ma zmiłuj, jest odpowiedzialność zbiorowa.

  • Lataj weteran
    @fridka1

    I do tego dochodzą świństwa z dopingiem.

  • Skokownik doświadczony

    Zrzędzą, czy nie za dużo o tym sporcie? Ja myślę, że nie. Trzeba czymś zająć myśli, aby nie popaść w problemy psychiczne związane z wojną.

    Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę, musisz być w ciągłym ruchu.
    Albert Einstein

  • alelesz22 bywalec

    Rosja powinna zostać wykluczona ze WSZYSTKICH imprez sportowych! Klimov i Awwakumowa otwarcie popierają Putina i wojnę. Dla takich osób nie powinno być już nigdy miejsca w PŚ, PK i w Fis Cupie. Rosyjscy sportowcy którzy popierają wojnę raz na zawsze powinni zostać wykluczeni z rywalizacji.

  • fridka1 profesor

    To nie jest polityka. To jest wojna. A Rosja zawsze wykorzystywała sport na maxa propagandowo.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl