Słoma, glina i mydło, czyli zanim wymyślono igelit

  • 2022-09-19 19:31

Zanim w 1954 roku niemiecki trener Hans Renner poślizgnął się na wycieraczce i stwierdził, że polichlorek winylu zwany później igelitem będzie idealnym rozwiązaniem w kontekście letnich treningów skoczków narciarskich, włodarze wielu skoczni prześcigali się w pomysłach na temat tego, co w okresie letnim może najbardziej efektywnie zastąpić śnieg. Jako że skoki na sztucznej nawierzchni będą nam w tym roku towarzyszyć rekordowo długo, sprawdźmy jak to drzewiej bywało z wykorzystaniem skoczni poza okresem zimowym. 

Według informacji pozyskanych przez portal Skisprungschanzen.com pierwsze próby wykonywania skoków poza sezonem zimowym zostały podjęte już w 1905 roku w Stanach Zjednoczonych. Wówczas to podczas tournee norweskich skoczków po Ameryce Północnej w ramach trasy Circus Busch próbowano wykładać skocznie matami kokosowymi. To właśnie Amerykanie wykazywali się największą kreatywnością w kwestii imitowania śniegu. Wykorzystywano do tego rozmaite substancje: boraks i inne proszki, gumę, czipsy, łupinki migdałów. Nic jednak na dłuższą metę nie zdawało egzaminu. Krótko po II Wojnie Światowej w austriackim Bad Gastein przeprowadzono letnie zawody, podczas których zawodnicy lądowali na zeskoku pokrytym gliną i miękkim mydłem.

Na polskim gruncie prekursorem letnich skoków był niespokojny duch Beskidów, skoczek, działacz, trener, ojciec Apoloniusza Tajnera, Leopold.  - W okresie letniej zaprawy treningowej w latach 1947 - 48 pokryta została matami ze słomy średnia skocznia w Goleszowie, oraz mała skocznia na Górze Chełm. Wśród otoczenia, skoki na nartach w lecie, wzbudzały wielkie zainteresowanie. Uczyły głównym elementów techniki skoku, a w szczególności dojazdu do progu, odbicia i lądowania - pisał po latach Leopold Tajner cytowany przez Wojciecha Szatkowskiego w książce "Od Marusarza do Małysza" oraz na łamach portalu Skijumping.pl. 

- Po dwóch latach żmudnej pracy przy wykonywaniu i ciągłej naprawie mat słomianych, zmuszony byłem przerwać treningi. Powodem była za mała szybkość mimo smarowania nart parafiną i ropą oraz częste zrywanie mat przy lądowaniu z upadkiem. Wszystko to utrudniło systematyczne prowadzenie zajęć treningowych. Efekty szkolenia tego rodzaju treningu były więc też znikome - pisał Tajner.

To jednak Leopolda Tajnera nie zniechęciło.- Na rozbiegu dużej skoczni w Goleszowie położyłem drabinki z drzewa akacji, a na zeskoku na warstwie trocin rozłożyłem płótno brezentowe. Była to forma treningu najbardziej zbliżona do prawdziwego skoku narciarskiego. Skoczek osiągał szybkość taką samą jak na śniegu. Dojazd do progu, odbicie, lot odbywały się jak w normalnych warunkach. Natomiast lądowanie skoczka było bardziej utrudnione. Częste upadki spowodowane były bardzo śliskim brezentem pokrytym warstwą parafiny. Narty nie miały dostatecznej przyczepności, toteż przy każdym najmniejszym błędzie w drugiej fazie lotu i przy lądowaniu skoczek upadał... Na wiadomość o skokach narciarskich na drabinkach przyjechała delegacja narciarska z NRD, która podziwiała ten prowizoryczny trening. Oświadczyli jednocześnie, że mają w planie coś być może lepszego. I tak się stało, gdyż dwa lata później położyli na skoczniach tworzywo sztuczne i nazwali je igelitem.

XX wiek w porównaniu do dzisiejszych czasów to nie był jeszcze zdecydowanie czas szybkiego przepływu informacji. Czeski skoczek i trener Josef Svoboda do końca swojego życia, którego kres nadszedł w 2001 roku, zabiegał o to, by zostać wpisanym do Księgi Rekordów Guinessa, jak pionier letnich skoków narciarskich. Tymczasem jego próby, przystosowania skoczni w Blizkovie o punkcie konstrukcyjnym usytuowanym na 30 metrze do skoków poza sezonem zimowym przypadają na rok 1951. Wówczas to świat skoków zdążył przetestować całą masę środków, którymi wykładano skocznię zamiast śniegu. Niemniej w Czechach było to wtedy wydarzenie na duża skalę. Rozbieg skoczni pokryto słomą, podobnie jak zeskok, z tymże tam położono jeszcze warstwę igieł sosnowych.  

- Skocznia była gotowa, pozostało tylko znaleźć chętnego do pierwszych testów. Chętnych nie było, więc musiałem zrobić to sam. Wiedziałem, że jeśli uda mi się dobrze skoczyć, inni podążą za mną - opowiadał po latach Svoboda cytowany przez portal Idnes.cz. Pierwsze próby nie były udane, zdarzało się Svobodzie nie dojechać nawet do progu i uderzyć w bandę. Ale po odpowiednich poprawkach, można było skakać. 

"Pierwsze letnie skoki były ogromną atrakcją i dużym wydarzeniem" - pisze czeski portal. "Zebrała się duża liczba rozentuzjazmowanych widzów, grała orkiestra dęta. Ludzie z niepokojem czekali, na to czy ktoś się nie zabije. Chociaż letnie skoki były nazywane przez widzów <<zabójczą rywalizacją>>, w konkursie wzięły udział również dwie kobiety." Letni rekord skoczni wynosił 24 metry, zimą oddano tam skok na 38 metrów. Skoki na słomie wykonywano w Blizkowie co lato do 1958 roku. Wówczas drewniany obiekt został zdmuchnięty przez wichurę. I nigdy go nie odbudowano.

Czytaj też:  Pośliznął się na wycieraczce i... "wymyślił" igelit. Historia Hansa Rennera

 


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (2391) komentarze: (4)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Arturion weteran
    @Stajenny_ironiczniie

    Głównie szacowni pionierzy zapomnieli o mocy pozytywnej magii. Wiadomo, że biała świeczka przyciąga dobro, pomarańczowa i fioletowa umacnia (ale zależy od kontekstu), czarna chroni przed złem. Nie zapalili ich, to i nie mogło być wyników.
    A na poważnie, to z tymi świeczkami mogę się trochę mylić, bo co wróżka, to teoria... ;-)

  • Janeman weteran

    Mam wrażenie, że artykuł opiera się na jakimś starszym - szczególnie część dotycząca Leopolda Tajnera, ale z drugiej strony historia letnich skoków była wielokrotnie przytaczana w różnych źródłach...
    W każdym razie inspiracją do publikacji, a już z pewnością do umieszczenia gliny w tytule był chyba "Rumuński odjazd" -co samo w sobie przywołuje na myśl "Bułgarski Pościk" ;-)

  • Kolos profesor

    Ciekawa ta informacja, że w Czechach w 1951 w zawodach skakały dwie kobiety. Dałoby się ustalić ich imiona i nazwiska?

  • Stajenny_ironiczniie bywalec

    Tak czytam ten tekst o nawet nie niczym, bo to większa poezja, ale w sumie i tak nie dościgniecie interii, onetów i tym podobnych, gdzie co 2 minuty piszą w dziale sport o tym, że Lewandowska ubrała majtki na lewą stronę. Ale dużo wam już nie brakuje, staracie się.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl