Mija 25 lat od tragicznej śmierci Aloisa Lipburgera

  • 2026-02-04 07:19

To miała być zwyczajna podróż do domu po zawodach. Taka, jakich w swojej karierze zawodnika i trenera odbył co najmniej setki. Niestety ta nie zakończyła się w Austrii a na oblodzonej drodze pod niemiecką miejscowością Fuessen. 4 lutego 2001 roku około godziny 22:45 doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął Alois Lipburger, trener reprezentacji Austrii. 

Czarna seria

Miłośnicy historii nie z tej ziemi powiedzieliby, że to musi być klątwa. Od 1984 roku do 2001, czyli do dnia śmierci Lipburgera, w tragicznych okolicznościach zmarło dziewięć osób blisko związanych z Austriackim Związkiem Narciarskim. Tragiczna seria zaczęła się od Seppa Walchera, mistrza świata w zjeździe, który stracił życie na stoku po uderzeniu w drzewo. Cztery lata później, podczas igrzysk olimpijskich w Calgary 1988 zginął lekarz reprezentacji Karl Oberhammer przejechany przez ratrak. - Tuż przed startem nie mogłam przestać myśleć o doktorze, myślę że nikt z naszej ekipy nie mógł przestać - mówiła narciarska alpejka Ulrike Maier, która kilka lat później dołączy do tragicznej listy. Gernot Reinstadler, narciarz alpejski, zginął w 1991 roku w wyniku następstw wypadku na trasie w Wengen - uderzył w siatki bezpieczeństwa, a jedna z jego nart została uwięziona. Doznał poważnych obrażeń wewnętrznych i wykrwawił się na stoku.

W tym samym roku w wypadku samochodowym śmierć poniósł Rudi Nierlich, trzykrotny mistrz świata w narciarstwie alpejskim. W 1992 roku życie stracił kolejny narciarz alpejski Peter Wirnsberger. Najpierw wygrał zawody w Altenmark-Zauchensee koło Salzburga, ale wobec informacji o opóźnieniu ceremonii zwycięzców, wyskoczył raz jeszcze na stok, tym razem w towarzystwie swojej dziewczyny. Uderzył w drewniane ogrodzenie i zamiast na podium znalazł się w kostnicy. Rok później, w wypadku na drodze, tragiczną śmierć poniósł Alois Kahr, jeden z trenerów austriackich alpejek. Wspomniana Ulrike Maier, mistrzyni i wicemistrzyni świata zginęła w 1994 roku w wyniku wypadku na trasie zjazdowej w Ga-Pa. Mknąc z prędkością 120 km/godz. straciła równowagę, upadła i złamała kark. W 1996 roku Richard Kroell, trzykrotny zwycięzca zawodów PŚ w narciarstwie alpejskim, zginął w wypadku samochodowym. I tak dochodzimy do przeklętego dnia 4 lutego 2001 roku. 

Myślami był już w Lahti

Alois Lipburger wracał z Pucharu Świata w Willingen z Andreasem Widhoelzlem i Martinem Hoelwarthem, który prowadził pojazd. Trener Austriaków nie był do końca zadowolony z występu swoich podopiecznych, żaden z nich nie zbliżył się do podium, co zdarzało się regularnie przez kilka poprzednich konkursów. Miał o czym myśleć, wszak zbliżały się mistrzostwa świata w Lahti, wobec których miał ogromne oczekiwania. To tam właśnie odniósł swój największy sukces jako zawodnik. Podczas czempionatu w 1978 roku zdobył srebrny medal na dużej skoczni. Sukces któregoś z jego zawodników miał być wspaniałym nawiązaniem do tamtego wydarzenia. Austriacy wyruszyli w 600-kilometrową podróż do domu w niedzielę około 17:00. Kilka godzin później pięć samochodów BMW wpadło w poślizg na Kreissstraße 1 w Ostallgäu pomiędzy Seeg i Rosshaupten. Droga była oblodzona. Samochód zjechał z pasa w prawo, przewrócił się i uderzył w co najmniej dwa drzewa. Widhoelzl i Hoellwarth trafili na obserwację do szpitala w Pfronten. Ten drugi opuścił szpital w poniedziałek, Widhoelzl potrzebował dalszych badań.

W swojej autobiografii Mein Höhenflug tak wspominał tamto wydarzenie: "Śmierć Lissa bardzo mną wstrząsnęła. Wracaliśmy razem z zawodów w Willingen. Nasz samochód, w którym jechał też Martin Höllwarth wpadł w poślizg. Wcześniej wysadziliśmy jednego z naszych kolegów i zostaliśmy w trójkę. Zrobiłem się zmęczony i zasnąłem na tylnym siedzeniu. Nagle poczułem, że naszym samochodem mocno zarzuca. Po chwili samochód uderzył w drzewo od strony pasażera. Było po wszystkim, zanim to wszystko do mnie dotarło. Udało mi się otworzyć tylne drzwi i wydostać z samochodu. Stałem boso w śniegu, ale byłem w tak w wielkim szoku, że nawet tego nie czułem. Kierowca jadący przed nami zatrzymał się, aby wezwać pogotowie i policję. Podszedłem do Lissa i położyłem mu plecak pod głowę. To wszystko jednak było na nic. Liss już wtedy nie żył. (…)”

Medale złożone w hołdzie

Toni Innauer, przyjaciel Lipburgera i szef narciarstwa klasycznego w ÖSV, zapowiedział wsparcie finansowe dla jego rodziny i odwołał zaplanowane na kolejny weekend mistrzostwa Austrii. - Nikt nie ma teraz nastroju na narciarski festiwal - mówił. - Tej nocy byłem z jego rodziną. Wszyscy jesteśmy załamani. Straciliśmy cenną osobę i pracownika, który pomógł ukształtować rozwój naszych skoków narciarskich. To niewiarygodna strata nie tylko dla reprezentacji Austrii. Sprawą drugorzędną stają się w tej chwili mistrzostwa świata w Lahti. Nie mam pojęcia, jak mogą one się odbyć bez Aloisa. Wszyscy musimy kiedyś wrócić do normalnego życia, ale teraz straciliśmy na to całą siłę.

Członkowie rodziny tragicznie zmarłego Aloisa Lipburgera naciskali jednak, by Austriacy wystąpili w Lahti, przekonując, że tego właśnie życzyłby sobie ich mąż i ojciec. Z drugiej strony, Martin Hoelwarth, który znajdował się za kółkiem tego feralnego wieczoru, miał słyszeć podpowiedzi, by wycofać się na jakiś czas ze startów i usunąć nieco w cień. Sam zainteresowany stwierdził jednak, że najlepsze co może zrobić dla swojego nieżyjącego trenera, to złożyć mu hołd w postaci medalu fińskiej imprezy. Zupełnie nieoczekiwanie to on był najlepszym spośród reprezentantów Austrii. Na dużej skoczni zajął czwarte, a na mniejszej trzecie miejsce. W zawodach zespołowych razem z kolegami wywalczył złoty i brązowy medal. 

Lipburger rozpoczął karierę trenerską w 1981 roku. Najpierw pracował w Niemczech z kombinatorami norweskimi. W sezonie 1985/86 został trenerem reprezentacji Francji. Później wrócił do Austrii, gdzie zajął się pracą w szkole trenerskiej w Stams. W 1999 roku objął funkcję trenera reprezentacji Austrii, doprowadził Andreasa Widhoelzla do triumfu w TCS. W chwili śmierci miał 44 lata. Pozostawił żonę Carolinę i osierocił dwójkę dzieci - 14-letniego Lucasa i 12-letnią Jacqueline. 


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (5009) komentarze: (23)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Bernat__Sola profesor
    @Arturion

    No nie wiem, swego czasu @fridka1 i @stivus pisali tutaj, jak na niemieckich forach musieli tłumaczyć Niemcom, że nie każdy Polak jest taki, jak zaglądające tam ówcześnie polskie trolle ubliżające zawodnikom itp.

  • Odlotowo_4567 doświadczony
    @Filigranowy_japonczyk

    No dokładnie, ja też długo tak sądziłem, dopóki nie zajrzałem do tabelki ze zwycięstwami Adama i nie zobaczyłem, że nie ma wśród nich konkursu w Willingen, w którym w drugiej serii poszybował na legendarne 151,5 m. Tamte zawody wygrał Ville Kantee po bardzo dobrym skoku na 146 m w finale, jego próba byłaby rekordowa, gdyby Polak wcześniej nie skoczył jeszcze dalej, jednak została ona kompletnie zapomniana przez wyczyn Małysza. Mimo tego że Fin pewnie wygrał z Polakiem o 8,9 pkt.
    Natomiast wiele osób nie pamięta, że Orzeł z Wisły znokautował rywali dzień później po dwóch skokach na odległości 142,5 m. Miał przewagę 36,5 pkt nad drugim Risto Jussilainenem.

  • Wojciechowski profesor
    @KraftiJestFantasti

    Przyjął grzywnę w wysokości 150 ówczesnych dniówek i na tym sprawa sądowa się zakończyła. Procesu więc jako tako nie miał. Prokuratura zdaje się ustaliła, że prawdopodobnie przy niższej prędkości udałoby się tego wypadku uniknąć, ale też nie postawiła Höllwarthowi zarzutów.

  • KraftiJestFantasti początkujący
    @Shoutaro

    Nic z tych rzeczy. Do Hajty nic nie mam nawet szacunku. Po prostu byłem ciekaw czy postawiono mu jakieś zarzuty bo w takich wypadkach chyba często oskarża się kierowcę o nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym z powodu nie dostosowania prędkości do panujących warunków.

  • Shoutaro doświadczony
    @KraftiJestFantasti

    Jeśli pijesz do piłkarzyka Hajty - to jemu się akurat w 100% należało, ze względu na jego postawę.

  • Arturion profesor
    @Cinu

    Generalnie były inne czasy. Jeszcze liczono się trochę z tzw. Netykietą.

  • Man_of_the_Day doświadczony
    ...

    Pamiętam, że do tego wypadku doszło po konkursie, w którym Widhoelzlowi w trakcie skoku pękł suwak w kombinezonie. Takie głupie skojarzenie na zasadzie kontrastu: śmiech Andreasa (i innych ludzi wokół skoczni) z powodu zabawnej sytuacji z jego udziałem, a kilka godzin później - dramat i żałoba.

  • Cinu profesor
    @KraftiJestFantasti

    W sensie chodziło mi o konsekwencje prawne, co na forach pisali to rzecz jasna nie wiem .

  • KraftiJestFantasti początkujący
    @Cinu

    Oj w dzisiejszych czasach znalazło by się wielu wariatów w internecie co by mu to do końca kariery wytykali.

  • Cinu profesor
    @KraftiJestFantasti

    Ja też mówiłem bep ale z tego co wiem to nie bo to nie była jego wina.

  • KraftiJestFantasti początkujący

    Pytanie do starszych użytkowników bo ja w momencie tego wypadku mówiłem na chleb bep. Hoelwarth poniósł jakieś konsekwencje prawne? Kibice na różnych forach wytykali mu, ten wypadek?

  • Sigmusiaxd doświadczony

    Pamiętamy.

  • Filigranowy_japonczyk profesor
    @Shoutaro

    Skoro już mówimy o "efekcie Mandeli" w skokach, to ja np. przez bardzo długi czas myślałem, że Małysz wygrał w Willingen w konkursie w którym skoczył 151,5 metra, a przecież był wtedy drugi.

  • Shoutaro doświadczony
    @Filigranowy_japonczyk

    W ogóle, z tym pierwszym wypadkiem to jest trochę efekt Mandeli, bo już kilkukrotnie u różnych ludzi spotkałem się z fałszywym przeświadczeniem, że miało to miejsce w skokach narciarskich.

  • Filigranowy_japonczyk profesor

    "Gernot Reinstadler, narciarz alpejski, zginął w 1991 roku w wyniku następstw wypadku na trasie w Wengen - uderzył w siatki bezpieczeństwa, a jedna z jego nart została uwięziona. Doznał poważnych obrażeń wewnętrznych i wykrwawił się na stoku."

    "Ulrike Maier, mistrzyni i wicemistrzyni świata zginęła w 1994 roku w wyniku wypadku na trasie zjazdowej w Ga-Pa. Mknąc z prędkością 120 km/godz. straciła równowagę, upadła i złamała kark."

    Obydwa wypadki były transmitowane w telewizji i do dziś można je znaleźć na YouTube. Zarówno jeden jak i drugi wyglądały przerażająco, szczególnie ten Reinstadlera.

  • Tomek88 profesor

    Bardzo przykra historia, jakoś wcześniej nigdy o tym nie słyszałem mimo, że trochę lat już się te skoki śledzi

  • TheDriger profesor
    @marro

    Przypuszczam, ze Widhoelzl siedzial z tyłu za kierowcą czyli za Hoellwarthem. Lipburger zginął bo byl na miejscu pasażera z przodu.
    Niestety, ale to odruch bezwarunkowy, ze kierowca przy kolizji najpierw skręca tak zeby uchronić siebie, wiec miejsce za nim jest bezpieczne, a najgorzej ma pasazer właśnie

  • marro profesor
    @TheDriger

    Co ciekawe bardziej to Widhoelz przeżył, który też jechał tym autem i dłużej od Hoellwartha wracał do normy.

  • Odlotowo_4567 doświadczony

    Na zawsze w naszej pamięci... 🕯️ Wielka szkoda, że wtedy zginął, bo mógłby jeszcze odnieść wspaniałe sukcesy w skokach narciarskich wraz ze swoimi podopiecznymi. Natomiast samo to tragiczne wydarzenie na pewno poważnie wpłynęło na kariery Andreasa Widhoelzla i Martina Hoelwartha. Kto wie, czy ich późniejsze losy nie potoczyłyby się zupełnie inaczej, ale na pewno to wielka łaska dla nich, że nie zginęli w tamtym tragicznym wypadku drogowym.

  • TheDriger profesor

    Przykra historia, Hoelwarthowi musi być z tym ciężko

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl