"Ale za to niedziela..." - PŚ Zakopane 2002

  • 2021-01-14 15:32

Pierwsze w epoce małyszomanii konkursy Pucharu Świata w Zakopanem odbyły się w 2002 roku. Były to zawody pod wieloma względami niezwykłe, niesamowite, niecodzienne, kipiące od skrajnych emocji, pełne niespotykanej dramaturgii na skoczni i poza nią...

Kryzys

Po rozegranych w grudniu 1999 roku dwóch konkursach Pucharu Świata w Zakopanem Wielka Krokiew straciła homologację Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i wypadła z kalendarza najbardziej prestiżowego narciarskiego cyklu. Jednak kiedy w sezonie 2000/01 Adam Małysz wygrał na światowych skoczniach niemal wszystko, co było do wygrania, nie do pomyślenia było, by w kraju najlepszego skoczka świata mogło zabraknąć konkursów skoków najwyższej rangi. Największa polska skocznia została przebudowana zgodnie z wytycznymi FIS-u na Zimową Uniwersjadę w 2001 roku i po ponad rocznej przerwie zakopiańskie zawody znów stały się jednym z przystanków objazdowego cyrku Waltera Hofera. Do sezonu olimpijskiego 2001/02 Adam Małysz przystępował jako Mistrz Świata, zdobywca Pucharu Świata, triumfator Turnieju Czterech Skoczni oraz zwycięzca cyklu Letniej Grand Prix. Sezon rozpoczął wiślanin wyśmienicie, wygrywając sześć z dziewięciu pierwszych konkursów. Tak jak poprzedniej zimy latał pięknie, daleko, często "mordując wyobraźnię" rywali. Polak jako murowany faworyt przystępował do startu w Turnieju Czterech Skoczni, mówiło się otwarcie, że to on może jako pierwszy wygrać wszystkie cztery konkursy. Tak się jednak nie stało, Małysza dopadł kryzys formy, a bohaterem i bezapelacyjnym zwycięzcą austriacko-niemieckiej imprezy stał się Niemiec, Sven Hannawald, mówiąc bardzo oględnie, niedarzony wielką miłością przez fanów znad Wisły. Po nieudanym występie w Turnieju, zdecydowanego przełomu w Małyszowym skakaniu nie było także widać w Willingen. Inna sprawa, że Polak ani razu nie wypadł z czołowej dziesiątki, ale rozpieszczeni przez Adama polscy kibice wykazywali już zniecierpliwienie, a media biły na alarm. Ostatnim sprawdzianem formy dla skoczków światowej czołówki przed igrzyskami w Salt Lake City (na konkursy do Japonii większość reprezentacji wysłała rezerwowe składy) były zawody w Zakopanem na Wielkiej Krokwi imienia Stanisława Marusarza...

Konsternacja

Do stolicy polskich Tatr przybyło kilkadziesiąt tysięcy fanów Adama Małysza liczących na to, że gdzie jak gdzie, ale na polskiej ziemi mistrz na pewno się odrodzi. Zakopane zostało oblężone przez kibiców, Krupówki wypełniły tłumy fanów w biało-czerwonych czapkach z dzwonkami, szalikach z wizerunkiem Małysza, z flagami w dłoniach i pomalowanymi w barwy narodowe twarzami. Niemal wszystkie reprezentacje wysłały do Zakopanego swoje najsilniejsze składy, zabrakło tylko Japończyków, stosunkowo mocnych wtedy Amerykanów (Alan Alborn, Clint Jones) oraz Simona Ammanna, który tydzień wcześniej na skoczni w Willingen doznał bardzo poważnego upadku. Pierwsze zawody rozegrano w sobotę, 19 stycznia. Do konkursu przystąpiło wówczas ośmiu polskich skoczków. Adam Małysz jako lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata rzecz jasna wówczas kwalifikować się nie musiał, oddał jednak bardzo dobry skok na odległość 126 metrów, najdłuższy spośród tych, którzy udział w konkursie mieli zapewniony. Kwalifikacje odpuścił Sven Hannawald. Jednak po pierwszej serii tłum zgromadzony pod Krokwią był nieco skonsternowany. Małysz, który walczyć miał o zwycięstwo zajmował po przeciętnym skoku na 120,5 metra siódme miejsce. Prowadził Austriak Andreas Widhoelzl przed swoim rodakiem, Martinem Kochem i niemiłosiernie wygwizdywanym na każdym kroku przez polskich kibiców, Svenem Hannawaldem. Druga seria nie przyniosła spodziewanej poprawy. Nasz najlepszy zawodnik oddał skok zaledwie o pół metra dłuższy i utrzymał swoją siódmą lokatę; do zwycięzcy, którym okazał się Matti Hautamaeki, stracił aż 23 punkty. Tuż za triumfatorem o zaledwie 0,4 pkt uplasował się Hannawald, a skład podium uzupełnił Widhoelzl. Dla polskich kibiców pocieszeniem mógł być fakt, że nieźle, jak na ówczesne realia, spisali się pozostali nasi reprezentanci. Robert Mateja w końcowej klasyfikacji konkursu znalazł się tylko dwie pozycje niżej niż Małysz, na 17 miejscu uplasował się Tomasz Pochwała, a 26 lokatę zajął Łukasz Kruczek. Według szacunkowych danych na trybunach Wielkiej Krokwi i w ich bezpośrednim sąsiedztwie zawody oglądało ponad 80 tys. widzów, co stanowi absolutny rekord w historii zawodów Pucharu Świata. Pierwszą serię konkursu z loży honorowej oglądał prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski wraz z żoną Jolantą, drugą serię obejrzał z wieży sędziowskiej. Kibice opuszczali obiekt przy ulicy Bronisława Czecha z uczuciem sporego niedosytu, nie tracąc jednak nadziei, że niedziela będzie dla nas. I rzeczywiście była.

Euforia

Złe miłego początki – tak można by określić to, co w przypadku Adama Małysza wydarzyło się w porannych kwalifikacjach. Wiślanin zepsuł swój skok, lądując zaledwie na 114 metrze. Niespełna dwie godziny później doprowadził jednak publiczność do stanu euforii. Oddał najdłuższy skok pierwszej serii, osiągnął we wspaniałym stylu odległość 131 metrów. To był wreszcie ten Małysz, dla którego przyjechały z całej Polski zgromadzone pod skocznią rzesze fanów - dynamiczny na progu, perfekcyjny w powietrzu. O ostateczne wyniki nikt jednak nie mógł być spokojny, bowiem tuż za Małyszem ze stratą zaledwie 1,3 pkt. czaił się Hannawald, którego kibice nie oszczędzali także drugiego dnia rywalizacji. W drugiej serii zawodnicy czołówki uzyskiwali stosunkowo bliskie odległości, więc gdy Hannawald oddał skok na 125 metrów mogło się wydawać, że jest to skok po zwycięstwo. Pofrunął wreszcie i Małysz. Skoczył dobrze, jednak krócej od Niemca. No i nastał niezwykle nerwowy czas oczekiwania na pomiar odległości i noty sędziowskie. Jak się okazało 123,5 metra przy bardzo wysokich notach za styl pozwoliło na odniesienie zwycięstwa o zaledwie 0,6 pkt. przed Hannawaldem. Nie trudno sobie wyobrazić czy też przypomnieć, co działo się pod Krokwią - radość mistrza który ucałował zeskok szczęśliwej dla siebie zakopiańskiej skoczni i szaleństwo rozentuzjazmowanego tłumu polskich kibiców. W momencie kiedy okazało się, że Małysz odniósł właśnie pierwsze zwycięstwo na polskiej ziemi, norma hałasu w dolince między Wielką Krokwią a mniejszymi skoczniami została przekroczona 1000-krotnie! Takie wyniki przyniosły badania pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego, na terenie którego znajdują się obiekty. Dyrekcja TPN zwróciła się do Centralnego Ośrodka Sportu, by ten wziął te obserwacje pod uwagę planując kolejne zawody.

Wściekłość

Tymczasem w ekipie niemieckiej zapanowała wściekłość. „Skok Hanniego był bez zarzutu, jednak Słowak i Polak dali mu tylko 18,5 pkt. Małysz za taki sam skok dostał 19,5. To bezczelność, oszustwo!!!” - grzmiał po zawodach nieżyjący już dziś trener niemieckiej reprezentacji Reinhard Hess. Sam Hannawald był mocno załamany tym, co stało się jego udziałem podczas dwudniowej rywalizacji w Zakopanem: „Ten konkurs był gorszy niż pobyt w piekle. Nigdy w życiu nie spotkałem się z takim przyjęciem. Najgorzej było z dojściem do wyciągu - przejście coraz węższe, a wokół tłum wrogich mi ludzi. Chciałbym o tym jak najszybciej zapomnieć. Każdy zawodnik odczuwa wielką przykrość, gdy wchodzi na medalowe podium przy akompaniamencie gwizdów kibiców gospodarzy. Jestem rozczarowany postawą publiczności. Przed paroma dniami odezwały się w Niemczech głosy żebyśmy nie przyjeżdżali do Zakopanego i poświęcili się przygotowaniom do igrzysk. Poszliśmy inną drogą chcąc wyrazić szacunek Adamowi Małyszowi. Jest mi naprawdę przykro.” W jednej z nieoficjalnych rozmów Hanni miał też powiedzieć, że polscy kibice napili się za dużo samogonu. Niemiecka agencja DPA relacjonowała: "Także w niedzielę Hannawald wytrzymał ogłuszające gwizdy 150 tysięcy widzów i zajął drugie miejsce za lokalnym matadorem Adamem Małyszem. (...) Trener Reinhard Hess ubolewał nad koncertem gwizdów polskich kibiców - w ten sposób trafiono w słaby punkt Hannawalda, ponieważ skoczek strasznie się tym irytuje. Aby nie pogarszać sytuacji, Hannawald przeprowadzany był przez tłum tylko razem z Małyszem. Gwizdy wobec Hannawalda skrytykował m.in. Adam Małysz, który nazwał je niepotrzebnymi, przypominając o należytym szacunku dla każdego jego rywala." Dla Małysza było to zwycięstwo bardzo ważne z psychologicznego punktu widzenia. Pozwoliło mu ponownie nabyć pewności siebie, co w kontekście zbliżających się igrzysk miało nieocenione znaczenie. Warto podkreślić, że był to pierwszy pucharowy triumf polskiego skoczka w PŚ w Zakopanem od 22 lat, kiedy to w 1980 roku zwyciężali Fijas i Bobak. Nawet polscy piłkarze krócej czekali na awans do finałów Mistrzostw Świata. W drugim konkursie mogliśmy oglądać aż 11 reprezentantów Polski, ponownie czwórka weszła do finałowej serii. Obok zwycięzcy konkursu punkty zdobyli jeszcze 15-ty Pochwała, 19-ty Mateja i 28-my Marcin Bachleda. Rok później w Zakopanem Małysz był dwukrotnie trzeci, w 2004 roku dwa razy drugi, by w 2005 znów stanąć na najwyższym stopniu podium, tym razem dwukrotnie. Co ciekawe, gdy w 2003 roku podwójnym zwycięzcą został Sven Hannawald publiczność zgotowała mu gorącą owację, nagrodziła brawami, chcąc zrekompensować Niemcowi przykrości, jakich doznał rok wcześniej. Wracając do roku 2002, kolejny pojedynek Małysza z Hannawaldem miał miejsce kilka tygodni po zakopiańskim Pucharze Świata już podczas igrzysk w Salt Lake City. Tam jednak dwóch wielkich mistrzów niespodziewanie pogodził nieobecny w Zakopanem, Simon Ammann, który wywalczył dwa olimpijskie złota.

Katastrofa

Nie wszyscy kibice wywieźli jednak w 2002 roku pozytywne wspomnienia z Zakopanego. Nie można pominąć faktu, że impreza zakończyła się niestety organizacyjną katastrofą. Walter Hofer przyznał, że bardzo poważnie rozważał możliwość przerwania sobotniego konkursu ze względu na zbyt dużą liczbę widzów w pobliżu progu i zeskoku skoczni. Jak się wyraził: „Służby porządkowe wyraźnie się pogubiły, to cud, że nie doszło do tragedii.” Przed zawodami rozprowadzono co najmniej 13 tysięcy biletów więcej niż wynosiła liczba miejsc na trybunach. Dyrektor zawodów Lech Nadarkiewicz zatrudnił niewykwalifikowanych porządkowych, spośród których około 200 nie posiadało wymaganej licencji, a część z nich była niepełnoletnia. Obiekt był przepełniony, część widzów posiadających ważne bilety nie wpuszczono na trybuny, sporo osób zostało potłuczonych, wielu kibiców zemdlało i zostało odwiezionych do szpitala przez karetki. W okolicach południa na teren skoczni mógł wejść każdy, służby porządkowe nikogo nie kontrolowały, gdy zamknięto bramy obiektu przed nimi pozostało kilkaset osób z ważnymi biletami w dłoniach, którym odmówiono możliwości udziału w imprezie. Kibice nie wpuszczeni na stadion nie otrzymali zwrotu pieniędzy za bilety.19 kibiców powiadomiło prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa, sąd podjął jednak decyzję o umorzeniu postępowania karnego wobec Lecha Nadarkiewicza. Niestety organizatorzy nie do końca wyciągnęli wnioski ze swoich katastrofalnych błędów i w kolejnych latach sytuacja z organizacyjnymi niedociągnięciami, choć oczywiście na dużo mniejszą skalę, powtarzała się. Swoje uwagi miał też Stanisław Czubernat, wicedyrektor TPN: "Niedobrze też się stało, że na tak wielką imprezę dla 60 tysięcy widzów przygotowano zaledwie 20 toalet. Obliczyliśmy, że jeśli tylko połowa z nich miała potrzebę skorzystania z nich, to każdy miał na wykonanie czynności fizjologicznych zaledwie 12 sekund. A  że jest to niemożliwe, stąd po zawodach do lasu przy Wielkiej Krokwi nie dało się wejść z  powodu nieprzyjemnego zapachu fekaliów".


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (16714) komentarze: (106)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Arsendis doświadczony

    No niestety, niedziela nie była dla nas

  • Arsendis doświadczony

    Była taka piosenka, rozumiem iż tytuł artykułu to cytat z tejże pieśni :)

  • qwerty doświadczony

    A co do kibicowania - z hejtem wobec Hannawalda nieco przesadzono, ale z drugiej strony, czy gwizdanie to coś aż tak nagannego? W wielu dyscyplinach sportowych kibice z całego świata gwiżdżą na swoich rywali i nie uchodzi to za zdziczenie obyczajów.

    Potem niestety przegięto w drugą stronę, wprowadzając piknikowo-januszowy klimat z tymi wuwuzelami i ich ulepszonymi wersjami z bębenkiem.

    A organizacyjnie później też zdarzały się wtopy - pamiętam, że w 2010 r. moja mama nie została wpuszczona na skocznię, pomimo iż miała ważny bilet. Na szczęście, z tego co kojarzę, zwrócono jej pieniądze.

  • qwerty doświadczony
    @FJ

    Ciekawe obserwacje. Ja w swoim "rankingu" najważniejszych/najbardziej wzruszających wygranych Małysza, na czołowych miejscach stawiałem wspomniane Zakopane 2002 i Oslo 2006. Zakopane - wiadomo, z powodu tych wszystkich okoliczności, obaw po słabym TCS, dramaturgii konkursu (był inny przypadek, gdzie zwycięstwu Małysza towarzyszyło takie wyczekiwanie do końca?), całowania ziemi po wygranej (co też było czymś niezwykłym, bo Małysz raczej ze spokojem reagował na swoje wygrane, w przeciwieństwie do przesadnie ekspresyjnego Hannawalda, i przypuszczam, że właśnie ta ekspresja katalizowała niechęć polskich fanów do niego).

    Ale Oslo 2006 było też ważne, gdyż przecież po igrzyskach w Turynie zapanowała wręcz żałoba, Małyszowi sugerowano zakończenie kariery (pamiętam jak na łamach "Faktu" zachęcał go do tego Michalczewski). I faktycznie trudno było o optymizm, Szaranowicz mówił o Małyszu już w czasie przeszłym, do tego wokół kadry panowała fatalna atmosfera (Kuttin skonfliktowany z Tajnerem i Kruczkiem).
    A ten triumf, w połączeniu z osiągniętym kilka dni wcześniej podium w Kuopio, miało pewnie kapitalne znaczenie jeśli idzie o sukcesy w kolejnym, jakże wspaniałym, sezonie 2006/07.

  • jaszczomp początkujący
    @Homeomorfismus

    dokładnie :)))

  • Homeomorfismus stały bywalec

    Nie palić. Nie przeklinać. Nie rozmawiać o polityce.

  • Naczelny Ironista stały bywalec
    @dervish

    A ty tak nadal serio? Bazując tylko na wpisach, to przecież ty masz kompleksy i jesteś typowym Polakiem. [***] a w słowach fridki doszukujesz się czegoś, czego tam nie ma.

    ------------------
    mod: wszelkie komentarze atakujące moderatorów będą natychmiast usuwane.

  • dervish profesor
    @fridka1

    A ja nie piję do Twojej opinii o Stochu do której masz prawo. Podsumowuję całość, która ma dla mnie jednoznaczny wydźwięk.
    Piszesz, że chciałbyś, żeby z Twoich komentarzy wynikło coś pozytywnego ale osiągasz całkiem odwrotny efekt - w najlepszym przypadku sianie malkontenctwa co w obecnych czasach skądinąd dla polskich skoków najlepszych w dziejach przez wielu łatwo może zostać odebrane jako próba obrzydzania fajnej dla Polaków skijumpingowej rzeczywistości.

    Całe szczęście, że Można z Toba normalnie z wzajemnym szacunkiem o tym porozmawiać i pięknie się różnić. Niestety nie wszyscy to potrafią.

  • fridka1 profesor
    @dervish

    Nawet tu pochwaliłam Zakopane z 2003 roku. Jak piszę, że Stoch poza skocznią jest dla mnie nudny i na konferencjach prasowych sadzi banały to jest to moja opinia, ale dla innych "jazda po zawodniku". Nie mam najmniejszego wpływu na to jak moje posty odbierają tzw. "obrońcy ojczyzny" czy tam "jedynie słuszni Polacy". To ich sprawa.

  • Wojciechowski profesor
    @fridka1

    Myślę, że Wasz spór z @dervishem zasadza się na tym, czy Twoją motywacją jest „twórcza krytyka” różnych zachowań Polaków, żebyśmy my sami czuli się z tym lepiej, czy jednak żeby bardziej czuli się z tym lepiej inni, nie-Polacy, a wbrew pozorom nie zawsze obie perspektywy są zbieżne. Jako że większość Twoich wpisów jest raczej z tą obcą perspektywą, @dervish odbiera to jako „antypolskie”. Nie podzielam takiej opinii, ale próbuję jakoś to logicznie rozebrać.

  • dervish profesor
    @fridka1

    A czy ja kwestionuję, że jesteś Polką? Twoja narodowość być może miałaby znaczenie gdybyś była Niemką i opowiadała się za niemieckim punktem widzenia lub Norweżką i broniła Graneruda. Wtedy, można by brać twoja narodowość pod uwagę i nie dziwić się zbytnio ewentualnemu subiektywnemu punktowi widzenia ale tylko w sprawach polsko-norweskich czy polsko-niemieckich bo już w typowo polskich to już ta narodowość by nie miała większego znaczenia.
    Moim zdaniem przesadzasz z tą swoja troską o "naprawę rzeczypospolitej". Wiesz dlaczego? Bo te troskę wielu tu odbiera nie jako troskę ale jak antypolską obsesję. Wśród mnóstwa twoich komentarzy trudno znaleźć choćby jeden pozytywistyczny, chwalący polskie skoki, polskich fanów, organizatorów czy w ogóle Polaków. Otwieram jakiegoś newsa i mam jak w banku, ze za chwilę przeczytam kilka Twoich zatroskanych wpisów typu: "u nas jest nienormalnie - bo nie tak jak tam, za granicą".

  • fridka1 profesor
    @dervish

    Jako Polka (tak, Polka, nawet niemieckiego nie znam, a w samych Niemczech ze 3 razy w życiu byłam) skupiam się na tym co można poprawić, dla mnie to wyraz troski, dla ciebie antypolska postawa. Samą "moralną wyższością" można się w dzisiejszym świecie podetrzeć, naprawdę nikogo już na świecie nie interesuje kto był pierwszą ofiarą wojny. Dla mnie ten "socjologiczny" aspekt skoków jest po prostu ciekawy, jak w soczewce widać jak większość w kraju nad Wisłą postrzega świat. Mnie nie interesują pijani Norwegowie, interesują mnie pijani Polacy, bo zawsze wychodziłam z założenia, że równać powinno się do góry, a nie w dół, a to, że inni także potrafią zachowywać się źle to nie jest żadne usprawiedliwienie. I niech będzie, że jestem monotematyczna, owszem jestem.

  • Naczelny Ironista stały bywalec
    @dervish

    Tylko że to ta "zagranica" jest bogata, a u nas same helmutowskie lidle. Nawet samochodu nie potrafimy wyprodukować, tylko montujemy dla innych. Uogólniając można przyjąć, że jako naród jednak mądrzejsi, a my skupiamy się na bzdetach, typu nieodegranie jakiegoś śmiesznego hymnu podczas błahej imprezy sportowej.

  • Wojciechowski profesor
    @fridka1

    Ale te „rozliczenia” robią właśnie głównie ci, którym automatycznie wstyd za każdego innego gorzej „sprawującego się” Polaka, więc to trochę błędne koło.

  • dervish profesor
    @fridka1

    Ta łatka to wynik tego, że wszystkie twoje wpisy są w jednym tonie. W skrócie: co polskie i co robią Polacy to be, a zagranica zawsze ma racje i powinniśmy się na niej wzorować.

  • Wojciechowski profesor
    @dervish

    Nie chcę się odnosić do całości Twojego komentarza, że w znacznej mierze nasz tutaj narodowe samobiczowanie w wielu sprawach jest efektem przekonania, że wszyscy dookoła na nas patrzą i co to w ogóle będzie, jak kto źle sobie o nas pomyśli. I może na „rynku wewnętrznym”, między sobą, tak nieraz mamy, ale wydaje mi się, że akurat większość obcokrajowców ma na nas i na nasz kraj... kompletnie wyrąbane, tylko raczej patrzą po sobie. Tyle że patrzą po sobie, ale bez tego nastawienia, że co sobie inni myślą.

  • fridka1 profesor
    @dervish

    Zadziwia mnie z jaką łatwością można komuś przykleić antypolską łatkę, bo wytyka to czy tamto albo się nie zgadza. Skoki to skoki, a problemem polskiego kibica jest często to, że skoki są tylko pretekstem do wszelkiej maści rozliczeń, tu wróg, tam szabelka, tu antypolak, tam folksdojcz. Uwierz, że statystyczny Helmut naprawdę ma w nosie Polaków i same skoki od co najmniej 15 lat. Przestańmy się wszędzie doszukiwać drugich znaczeń.

  • dervish profesor
    @dervish

    cd.
    Co do polskich zwyczajów kibicowania. Nie rozumiem tych kompleksów. Mają je zwykle wyłącznie nasi rodacy bo cudzoziemcom to nie przeszkadza a nawet podziwiają te nasze zwyczaje. Prawdopodobnie nasza tradycja najbardziej razi wyznawców prawdy objawionej głoszącej, że "polskość to nienormalność". Ja uważam, ze to dobrze że mamy swoja tradycję i swój własny model dopingowania i kibicowania. Członkowie ekip zagranicznych wielokrotnie podkreślają znakomita atmosferę podczas zawodów rozgrywanych w Polsce. To samo dotyczy międzynarodowego szefostwa FIS. Stawiają nas za wzór. Konkursy w naszym kraju to zawsze znakomita promocja skoków narciarskich - jedna z najlepszych w całym cyklu PŚ.

    A że zdarzył się jeden godny pożałowania przypadek z Hannawaldem? Wyciągnięto wnioski i więcej mam nadzieje do podobnego zdarzenia nie dojdzie. Taki przypadek może zdarzyć się wszędzie i każdemu skoczkowi.
    Warto pamiętać, że to jak potraktowano Svena nie miało związku z jego narodowością a tylko z jego osobowością. Niemieckich kibiców i niemieckich skoczków podobnie jak i innych zawsze traktujemy ciepło i gościnnie.

    My wyciągnęliśmy wnioski z tamtego wydarzenia. Nie znajdziesz tu nikogo kto by je usprawiedliwiał. Natomiast w Niemczech czy Austrii cały czas mają jakiś problem z wyciągnięciem wniosków z afer związanych z polskim hymnem. Wiedzą, jakie to dla nas ważne a mimo to praktycznie w każdym sezonie zdarzają się im różne skandale na tym tle. Czy przypadkowe jest to, że poza jednym czy dwoma przypadkami wszystkie wpadki dotyczą polskiego hymnu?

  • dervish profesor
    @fridka1

    Nie rozumiem Twojego antypolskiego (tak to odbieram) punktu widzenia. Jak już piszesz, że "inteligencji nam trochę wycięło" to pisz konkretnie. Inteligencję to nam nie trochę ale prawie w całości wycieli niemieccy nadludzie którzy od zawsze czuli i wiele wskazuje na to, że nadal czuja moralną wyższość nad "nieucywilizowaną" słowiańszczyzną. A to co pozostało po niemieckiej selekcji dokończyli towarzysze ze wschodu którzy później mieli kontynuatorów w postaci swoich sługusów z PRL.

    Polska ma czym sie pochwalić, zwłaszcza przed krajami zachodu europy a szczególnie przed Niemcami. Moralna wyższość? A dlaczego w cudzysłowie? Dla mnie jak najbardziej bez. Nikt w Polsce nie uważa, ze nam więcej wolno my po prostu chcemy aby było nam wolno tyle co Niemcom, Austriakom i innym którzy nie wiedziec czemu (zwłaszcza dotyczy to Niemców) korzystają z różnych niepisanych przywilejów uważając, że są tymi równiejszymi wśród równych.
    Piszę to w kontekście ostatniej afery covidowej. W Niemczech panuje oburzenia, jak Ci Polacy śmieli ale jest to przemieszane z podziwem, że się odważyli walczyć o swoje i odniesli zwycięstwo.
    Racja była po naszej stronie więc walczyliśmy o swoje wszelkimi możliwymi środkami. Nie skorzystaliśmy z rad jakie dają nam zwykle przedstawiciele wszystkich tych wyższych cywilizacji położonych na zachód od słowiańszczyzny - czyli "nie skorzystaliśmy z okazji by siedzieć cicho" i pozwolić bez przeszkód działać fisowsko-sanepidowskiej maszynie tak jak zrobili to Czesi - którzy ponieśli kary za niewinność i nie doczekali się nawet słowa przepraszam.

  • stivus profesor
    @yyy

    Prace naukowe pisali o zjawisku małyszomanii I o samym Małyszu jako sportowcu. Jest legendą tego sport i co do tego nie może byc żadnych wątpliwosci. Jako działacz też się (chyba) sprawdza, nie wiem, moja wiedza na temat funkcjonowania PZN jest niewielka I nie mnie to oceniac, co też podkreśliłem w swoim poście. Zaniepokoiło mnie jednak to I owo, Co się w związku z nim pojawiało w mediach. Chodzi mi konkretnie o sytuację z Kastelikiem z MŚJ, gdzie Adam na mediach społecznościowych (prawdziwy rak toczący współczesne społeczeństwo) zaatakował Dominika, obwiniając go o brak profesjonalizmu. Nie wiem, czy przełożyło sie to bezpośrednio na zakończenie przez chłopaka kariery sportowej, ale takich rzeczy poważny człowiek na stanowisku dyrektora sportowego nie robi.
    Co do jego erudycji I sposobu wysławiania: rozdzielmy jego kakierę sportową I to co potem. Wg mnie człowiek posiadający dyplom nie może miec problemów z poprawnością językową, bo jest to kompetencja, którą nabywa się w trakcie edukacji. Nawet kiedy jest się wyjątkowo opornym na wiedzę. Nie jest to wartość sama w sobie, jest jakby "produktem ubocznym" edukacji. Taka jest moja opinia i rozumiem, że byc może nie każdy musi się z nią zgadzać.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl