Od Rusiewa do Zografskiego. Historia bułgarskich skoków narciarskich

  • 2026-03-09 09:12

Piątkowy, jednoseryjny konkurs Pucharu Świata w Lahti przeszedł do historii jako pierwszy z miejscem na podium dla reprezentanta Bułgarii. Władimir Zografski po wielu latach cierpliwego dobijania się do światowej czołówki, wskoczył w końcu na trzecie miejsce zimowego konkursu najwyższej rangi. To dobra okazja, by przypomnieć, lekko odświeżony, publikowany już na naszych łamach artykuł przedstawiający zarys historii bułgarskich skoków narciarskich. 

Inspiracja z seansu filmowego

Pierwsze próby prymitywnego jeszcze skakania na nartach na terenie Bułgarii datuje się na 1919 rok. W latach 1922-23 zaczęły powstawać coraz lepszej jakości skocznie terenowe. Zorganizowane narciarstwo skokowe zaczęło się w Bułgarii w sezonie 1924/25. Późną jesienią, zanim spadł jeszcze śnieg, odbyła się seria zajęć teoretycznych, które poprowadził gość z zagranicy, Franz Menschika. W grudniu 1924 roku ukończono budowę dwóch pierwszych skoczni narciarskich w Sofii, w rejonie Lyulin. 8 lutego rozegrano premierowe na bułgarskiej ziemi zawody w skokach, w których zwyciężył Borys Rusiew. W swoim zwycięskim skoku uzyskał 8,90 m. Konkurs ten uznano później za pierwsze mistrzostwa Bułgarii. 

Rusiew, bułgarski pionier na skoczniach, ze skokami narciarskimi zetknął się po raz pierwszy jako dziecko, w 1911 roku. Ludzi lecących na dwóch deskach przypiętych do nóg zobaczył podczas seansu filmowego. To był punkt zwrotny w jego młodzieńczym życiu. Od tego momentu zaczął robić wszystko, by podążyć śladem filmowych postaci. W pierwszych latach funkcjonowania bułgarskich skoków nie miał sobie równych. W 1928 roku osiągnął znakomitą, jak na tamtejsze warunki, odległość 25,5 metra. Na krajowych mistrzostwach był niepokonany do 1931 roku. Dopiero rok później wyprzedził go nieznacznie Nikoła Dymitrow. 

Do połowy lat 30. w Bułgarii powstało kilka kolejnych skoczni, w Welingradzie, Gabrowie, Bankji. W 1934 roku pod górami Witosza we wsi Czernia Kos w pobliżu Sofii ukończono budowę skoczni K-50, którą prowadził inżynier Jordanow. Już podczas pierwszego konkursu padł rekord Bułgarii. Wspomniany Nikoła Dymitrow przed 30-tysięczną publicznością uzyskał 42 metry. 

Olimpijski niewypał

W 1935 roku rozegrano tam pierwsze w Bułgarii międzynarodowe zawody w skokach. Przyjechali goście z Austrii i Jugosławii. Zwyciężył Austriak Eberhard Galeitner. W najdłuższym skoku uzyskał 56 metrów. Podczas sesji treningowej ten sam zawodnik ustanowił rekord skoczni, lądując na 61 metrze. Najlepszy z gospodarzy, Borisław Jordanow, był czwarty, w najlepszej próbie skacząc na odległość 34 metrów. Po II Wojnie Światowej tamtejsze rozbudowane jeszcze skocznie K-25 i K-61 zyskały dodatkowo na znaczeniu, bo zostały wyposażone w maty igelitowe. Wybuch wojny zastopował rozwój bułgarskich skoków. Pierwsze po wojennej zawierusze zawody o mistrzostwo kraju, w których zwyciężył weteran Nikoła Dymitrow rozegrano w 1945 roku.

W 1948 roku dwaj najlepsi bułgarscy skoczkowie, Georgij Doikow i Nikoła Delev zostają wysłani do Sankt Moritz na igrzyska olimpijskie. Delev wystartował w kombinacji norweskiej, gdzie zajął ostatnie miejsce. Doikov skacze tylko w treningach. Skocznia olimpijska jest dla niego za duża, czuje przed nią respekt lub mówiąc bardziej wprost - boi się jej. Do olimpijskiego debiutu w skokach narciarskich więc nie dochodzi, co w środowisku przyjęte jest ze sporym rozczarowaniem. Być może po części z tego powodu na olimpijski debiut bułgarskie skoki poczekają jeszcze kilka dekad.

Nie był to jednak dla dyscypliny śmiertelny cios. Już rok później wysłano młodego Jordana Konstantinowa po naukę do Zakopanego na zawody o Puchar Tatr, a że poradził sobie całkiem przyzwoicie, w 1950 roku na zawody z tego cyklu do Czechosłowacji udało się już trzech skoczków, oprócz Konstantinowa byli to również Delev oraz Alexander Pietrow. 

Do podniesienia poziomu bułgarskich skoczków coraz bardziej zaczęły się przyczyniać wizyty zagranicznych ekip, zwłaszcza polskich, niemieckich i jugosłowiańskich. Dużym sukcesem miejscowych działaczy było zatrudnienie w 1963 roku na stanowisko trenera NRD-owskiego medalisty olimpijskiego z 1956 roku Harrego Glassa. Bułgarzy zaczynają wówczas coraz częściej i coraz liczniej pokazywać się na skoczniach Europy. Do tego zdarzają im się od czasu do czasu wyniki, które odbiegają na plus od wyników przysłowiowych statystów.  

Wygrywają z Polakami

W latach 70. w obliczu kryzysu polskich skoków w jednym z wywiadów prasowych trener Stanisław Węgrzynkiewicz zwrócił uwagę na progres Bułgarów, którzy zaczynają dawać się we znaki nawet Polakom.  - Nigdy nie było u nas w tej konkurencji za dobrze, choć medale przysłaniały niektórym mało wesołą rzeczywistość. Ale tak dramatycznej sytuacji jak obecnie — nie pamiętam od lat. Drużynowo przegrywamy już nawet z Bułgarami, którzy jeszcze przed paroma laty dostawali od nas solidne lanie. Tylko patrzeć, jak Węgrzy zdystansują naszych skoczków... (...) Podobnie nasz przemysł „zapomniał” o produkcji kombinezonów dla skoczków. Dzisiaj cały świat — niech pan spojrzy choćby na Bułgarów — skacze w aerodynamicznych kombinezonach. Czy to taka wielka sztuka uszyć w Polsce odpowiedni strój dla narciarza? Chłopcy startują często w strojach uszytych przez... rodziców. 

Być może trener Węgrzynkiewicz nieco wyolbrzymił problem, ale faktem jest, że zdarzały się konkursy przynoszące Polakom zawstydzające wyniki. Weźmy na ten przykład Narciarskie Młodzieżowe Zawody Przyjaźni Krajów Socjalistycznych, które w 1975 roku zawitały do Zakopanego. W czołowej dziesiątce znalazło się tylko dwóch Polaków, tyle samo przedstawicieli mieli Bułgarzy. 4. był Walentin Bożiczków, a 6. Peter Dimitrow. Spośród Polaków, najlepiej zaprezentował się piąty Henryk Tajner, a na 10. pozycji uplasował się Piotr Fijas.

Dobre lata 80.

Pod sam koniec lat 70. otwarto skocznię narciarską w Borowcu, która w latach 80. dwukrotnie gościła skoczków w ramach Zimowej Uniwersjady, ale która też zapoczątkowała najlepszą aż do czasów Zografskiego dekadę bułgarskich skoków. To, co nie udało się w Sankt Moritz w 1948 roku, udało się w Sarajewie w 1984. Bułgarzy wreszcie zadebiutowali w olimpijskim konkursie skoków. Władiir Brejczew na normalnej skoczni zajął 19. pozycję i aż do 2018 roku i 14 miejsca Zografskiego w Pjongczangu było to największe olimpijskie osiągnięcie bułgarskiego skoczka.

Zresztą do czasu Władimira, Brejczew był bezsprzecznie skoczkiem numer 1 w bułgarskich skokach. Jako pierwszy tamtejszy zawodnik wygrał cykl zawodów organizowanych przez FIS. Na 39 lat przed triumfem Zografskiego w LGP, Brejczew wygrał klasyfikację generalną Pucharu Europy (odpowiednik dzisiejszego Pucharu Kontynentalnego). Łącznie na podium tego cyklu stawał 9 razy. Pięciokrotnie zdobywał punkty PŚ, z tym że wówczas otrzymywała je tylko czołowa "15" konkursu. Trzy razy zmieścił się w czołowej "10" (w sezonie 1989/90 zajął 8. miejsce w Thunder Bay, 10. pozycję w Harrachowie oraz 7. lokatę w Planicy) Ma w swoim dorobku triumfy w Turnieju Szwarcwaldzkim i Turnieju Trzech Państw.

Dwa lata później sukces Brejczewa powtórzył Walentin Bożiczkow i także rozstrzygnął na swoją korzyść rywalizację o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Europy. On jednak, w przeciwieństwie do Brejczewa w poważniejszych zawodach nigdy nie zaistniał. Zimą 1989/90 10. miejsce w Libercu wywalczył Zacharij Sotirow i były to jego jedyne punkty zawodów najwyższej rangi w karierze. W latach 90. i  na początku XXI wieku honoru bułgarskich skoków próbował bronić, często samotnie, Georgij Żarkow, ale raczej bez powodzenia. 

Era Zografskiego

W pierwszej dekadzie XXI wieku Bułgarzy mieli dwóch utalentowanych młodych skoczków, bo oprócz Zografskiego niezłe momenty notował urodzony w 1989 roku Petar Fartunow. W 2009 roku w Planicy skokiem na 175 metrów poprawił 18-letni rekord Bułgarii, który dotąd należał do wspomnianego Sotirowa i ustanowiony został na Kulm w 1991 roku (162 metry). Rozwój Fartunowa w pewnym momencie się jednak zatrzymał i skoczek dał sobie spokój z zawodowym sportem.

Zanim Zografski zaczął odnosić sukcesy, w dość kuriozalnych okolicznościach miał zadebiutować w zawodach FIS. Tak sam opowiadał po latach o tym zdarzeniu: - Mój pierwszy międzynarodowy wyjazd na zawody dla seniorów miał miejsce, kiedy miałem 11 lat. Nie było wtedy w Bułgarii zbyt wielu skoczków, więc to mnie zabrano na Puchar Kontynentalny (Lauscha 2005 r. – przyp. red.) W tym czasie dla naszej federacji już sam udział jej przedstawiciela w zawodach takiej rangi był ważny. Ja natomiast nie byłem jeszcze na to przygotowany. Ważyłem wtedy około 30 kilogramów. Nie radziłem sobie w powietrzu, upadłem podczas jednej z prób. Jako niedoświadczone dziecko nie powinienem startować w takich zawodach. Z tego co wiem, Międzynarodowa Federacja Narciarska po tym wydarzeniu podniosła dolny limit wieku zawodnika w takich konkursach.

W 2009 roku odniósł swój pierwszy duży sukces międzynarodowy. Podczas Zimowego Festiwalu Młodzieży Europy zdobył srebrny medal, przegrywając tylko z Peterem Prevcem, ale dwa lata później na mistrzostwach świata juniorów był już najlepszy. W seniorskiej karierze jego losy toczyły się różnie, często nie na miarę jego nieprzeciętnego talentu. Przyzwoite sezony przeplatał z bardzo słabymi. Po zwycięstwie w cyklu LGP w 2023 roku apetyty na zimę były spore, ale znów skończyło się bez fajerwerków. Niezłe były za to w końcu dwie kolejne zimy. W lutym 2025 roku Wladi zajął 9. miejsce podczas mistrzostw świata w Trondheim na mniejszej skoczni. Puchar Świata zakończył na najwyższej w karierze, 29 pozycji. Obecny sezon to 10 lokata podczas igrzysk olimpijskich na dużej skoczni, pięć miejsce w TOP10 PŚ, w tym trzecie miejsce w Lahti. 

Pierwszym zagranicznym trenerem Władimira był szkoleniowiec Jensa Weissfloga, Joachim Winterlich. Potem Bułgara prowadził Alex Pointner, Matjaz Zupan, aż w końcu stery jednoosobowej reprezentacji Bułgarii przejął Grzegorz Sobczyk. Były także momenty, kiedy Władimira trenował jego ojciec, Emil Zografski. - To osoba, która uczyniła ze mnie sportowca i której bardzo dużo zawdzięczam - opowiadał skoczek. - To, że jestem tu, gdzie jestem, to jego zasługa. W późniejszym czasie bywały jednak chwile, gdy istniało między nami duże napięcie. Gdy spędza się z sobą 24 godziny na dobę, a rzeczywistość czasem mija się z oczekiwaniami, może dochodzić do trudnych sytuacji. Nigdy nie było w moim przypadku tylu napięć na linii ojciec-syn, co na linii zawodnik-trener. Lata 2014-2017 to był dla mnie bardzo trudny okres. Gdy nic nie wychodziło, komplikowały się moje relacje z ojcem. 

Co poza Zografskim dzieje się w bułgarskich skokach? Niewiele. Grupka młodych zapaleńców nie ma w kraju infrastruktury do uprawiania swojej dyscypliny. Trenuje więc na zagranicznych skoczniach, a to za mało, by osiągnąć choćby poziom punktowania w FIS Cup.


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (1973) komentarze: (21)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Rawianek profesor

    Moim zdaniem Zografski ma perspektywy na zostanie trenerem za pare lat.

  • Skoczek2025 bywalec
    @ms_

    Mi się wydaje że Ania jednak zostanie namówiona przez Bachledę i jednak wystartuje na mamucie. Fajnie by było,tylko niestety nie widać dużej chęci zawodniczki. Ale jak pisze myślę że jednak się zdecyduje na występ na mamucie .

  • Skoczek2025 bywalec
    @neonek2000

    Fajnie by było , tylko tam może być problem z zainteresowaniem. No ale może po podium Zografskiego pojawi się jakieś zainteresowanie i może niebawem zobaczymy jakieś Bułgara. Pewnie najpierw na OC.

  • Skoczek2025 bywalec

    Obawiam się że po zakończeniu kariery przez Zografa Bułgarskie skoki upadną. Jeszcze w 2023 w FC pokazał się jakiś Simitrczjewski ( czy ktoś taki,mogłem przekręcić nazwisko) i nawet zapunktował ale dalej nigdzie się nie pojawiał więc pewnie zakończył karierę.

  • ms_ profesor
    @Kolos

    Albo kiedyś Lindvik, który nie przyjechał na MŚWL do Planicy bo bał się skakać na mamucie w tej fazie sezonu, czyli w grudniu. Wtedy były różne teorie, że pewnie ma covida i dlatego nie jedzie, a Norwegowie wymyślili taką bajeczkę. Ale w sumie większego sensu by to raczej nie miało bo jakby mu wyszedł wtedy covid to raczej by się do tego przyznali, chociaż w sumie chyba, że się Norwegowie obawiali, że całą kadrę norweską wtedy wykluczą tak jak niedługo później chcieli zrobić z Polakami po tym gdy Murańce wyszedł pozytywny wynik testu przed startem TCS.

    A Raimund myślę, że w tym roku już wystąpi w Planicy, chociaż kto go tam wie, w sumie to nawet zapomniałem, że on jeszcze nigdy nie latał w Planicy i tak bardzo boi się Letalnicy.

    Oby tylko do grona zawodników/zawodniczek bojących się mamuta nie dołączyła Anna Twardosz, która pewnie będzie mogła polatać w Vikersund, ale coś czuję, że jednak nie skorzysta z tej możliwości.

  • RubenBlanco stały bywalec
    @Kolos

    Wzmianki o starcie w kombinacji nie było w artykule. Została dodana na pewno już po moim komentarzu. Nieładnie ze strony autora.

  • Kolos profesor
    @ms_

    Albo jak Raimund który latał w Tauplitz, Oberstdorfie i Vikersund ale nigdy w Planicy bo... się boi. Ciekawe czy w tym roku się przełamie...

  • ms_ profesor
    @Kolos

    Dokładnie, bał się Doikow, który miał wystartować w skokach narciarskich, ale po treningowych skokach ze strachu przed skocznią wycofał się ze startu. Czyli trochę jak nasz Wąsek w Planicy kilka lat temu xd

  • Kolos profesor
    @RubenBlanco

    W tekście niw ma nic, że Delew się bał. Na jego temat jest tylko tyle, że wystartował na IO w kombinacji norweskiej.

  • skortom76 weteran

    Mogliby pomyśleć o odbudowie Borovca, ale oni nie mają tego nawet w planach, więc po zakończeniu kariery przez Zografskiego może być czarna dziura.

  • ms_ profesor
    @RubenBlanco

    W kombinacji skaczą z wyższych belek to może dlatego się nie bał xd

    PS. Delew chyba nawet nie był zgłoszony do konkursu skoków narciarskich, może w tym samym czasie był bieg do kombinacji albo mogli zgłosić po jednym zawodniku w skokach i w kombinacji i wybór w skokach padł na jego kolegę, który bał się wystąpić w zawodach po treningach i Delew nie mógł go już wówczas zastąpić.

  • Alberto bywalec

    Fajnie by było gdyby w Bułgarii powstała jakąś większa skocznia, to może wtedy skoki mogłyby się lepiej rozwijać.

  • HAZARD weteran

    Co ciekawe, w Lauscha 2005 wystartował między innymi Wojciech Topór. :)

  • Robert_Kucharczyk bywalec
    @Kaczka Dziwaczka Kwak Kwak

    Rzeczywiście to Kazach. Nie wiem czemu mi się utrwaliło że to Bułgar.. cóż pamięc bywa czasami zawodna. Ale nie zmienia to faktu że dobrze pamiętam że był taki skoczek jak Asan Tachtachunow i jak wspominam dobrze sukcesów to on zbytnio nie odnosił. Tu już musicie mi rację przyznać.

  • Kaczka Dziwaczka Kwak Kwak profesor
    @Robert_Kucharczyk

    Mario serio? Taki ekspert i taka gafa? Spytaj Bogusia on na pewno powie Ci skąd tak naprawdę pochodzi Asan. Przecież Asan Tatkaczkunow od razu nie wygląda na bułgarskiego zawodnika.

  • Robert_Kucharczyk bywalec

    Bułgarskie skoki narciarskie.. oj kawał historii się przewija tej nacji przed oczami. Akurat u mnie jest Bogusław Tryńczy i on wspomina bułgarskie skoki narciarskie i ich sukcesy. Był taki skoczek Gergi Żarkov pamiętam i ja. Z uwagą słuchałęm na wspominki Bogusława Trynczego który wymieniał sukcesy Żarkowa. Ja kojarze też był taki skoczek Asan Tatkaczkunow czy jakos tak, on chyba tez był z Bułgarii, starsi kibice mogą dać przykład młodszym i przypmnieć osiągnięcia bułgarskich skoczków. Szkoda że tylko Zografski się ostał jak to nazwę. Mnie też świta Gergi Żarkov, ale sukcesów to on za wielkich nie odnosił

  • majkiel weteran
    @neonek2000

    Przyjazd to koszty, a poza tym w przypadku młodych zawodników dochodzi jeszcze temat szkoły.

  • Kolos profesor

    Alexander Poitner nigdy nie był trenerem głównym reprezentacji Bułgarii a jedynie "trenerem-konsultantem" . Pomiędzy Winterlichem a Zupanem (który też zaczynał jako trener-konsultant przez chwilę) trenerem Bułgarii był Emil Zografski, zresztą ojciec Vladimira.

  • neonek2000 stały bywalec

    Zografski mieszka w Zakopanem to może reszta tych zapaleńców też by przyjechała do Polski. Na pewno Polacy Zakopiańskie skocznie dla kolegów Bułgarów by udostępnili 🇧🇬🇵🇱

  • RubenBlanco stały bywalec

    Wspomniany Nikoła Delew startował na IO w 1948 w kombinacji norweskiej i oddał 3 konkursowe skoki. A tydzień później na tej samej skoczni bał się skakać?

  • Matrixun weteran

    Bardzo ciekawy artykuł. Niestety smutno robi się czytając ostatni akapit. Mam nadzieję, że najjaśniejsza gwiazda w historii bułgarskich skoków nie będzie jednocześnie tą osobą, która zgasi światło.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl