„Mogło być dalej” – Kot wspomina życiówkę z Vikersund

  • 2026-03-20 15:20

Występy na skoczniach do lotów narciarskich w ostatnich latach nie były mocną stroną Macieja Kota. W ten weekend drużynowy medalista olimpijski z Pjongczangu zmierzy się z Vikersundbakken, na której blisko dekadę temu oddał kapitalny skok – uzyskując 244,5 metra. Do dziś jest to jego rekord życiowy.

– Nie śni mi się ten skok. Zdarzało mi się go oczywiście oglądać. Nieraz go wspominam ze względu na to, że mogło być dalej. To było na tyle niespodziewane, że skończyły się kreski na zeskoku i straciłem orientację. Człowiek przekroczył barierę, za którą nigdy nie był i był na tyle zaskoczony, że zgłupiał. Włączyła się czerwona lampka ostrzegawcza. To był sezon przedolimpijski i być może przez to zapaliła się nieco wcześniej. Gdybym drugi raz znalazł się w tej sytuacji, to już byłbym mądrzejszy, pewnie wiedziałbym, jak się zachować i byłoby dalej – wspomina próbę z 2017 roku.

– Już nie jestem na tym etapie kariery, żeby ekscytować się rekordem życiowym. Fajnie byłoby go pobić, ale podchodzę do tego zdroworozsądkowo. Tu pułap, do którego przy normalnych wiatrach nie jestem w stanie teraz doskoczyć. Bardziej myślę o miejscach, punktach i radości z lotu ponad 200 metrów. Odbieram to jako wyzwanie samo w sobie. Zmierzę się sam ze sobą, lękami i problemami. Jest to dla mnie wyzwanie, które chcę podjąć, mieć z tego satysfakcję i wyjść zwycięsko z tej potyczki – dodaje.

– Wcześniej radziłem sobie na skoczniach do lotów narciarskich, w zasadzie na wszystkich. W Planicy przekraczałem 240 metrów, mistrzostwa świata w lotach narciarskich w Harrachovie skończyłem w czołowej „10”. Mam za sobą kilka 200-metrowych lotów, natomiast później rzeczywiście coś się zacięło. Ta technika nie dojeżdżała na tyle, żeby czuć się pewnie i czerpać radość z latania. Jeśli ktoś zaczyna się męczyć na mamucie, wówczas nie jest to skuteczne oraz przyjemne. A to idzie w parze na skoczni do lotów narciarskich – kontynuuje.

– Wyjazd do Vikersund jest dla mnie wyzwaniem. Tej zimy w Oberstdorfie oddałem tylko dwa skoki i to też wątpliwej jakości. To jednak wyzwanie, które chcę podjąć. Jeśli poprawię pewne rzeczy, wówczas jest szansa, że to będą dalekie loty, które sprawią mi radość. Nie bez powodu pracowaliśmy w tunelu aerodynamicznym, teraz trzeba to wykorzystać. Trzeba jednak dojechać do progu w odpowiedniej pozycji, bez wytracania prędkości. Mam wrażenie, że wiem, co mam potem robić. Większy problem jest na rozbiegu i przejściem do lotu. Szykuję plan, jak do tego podejść. Więcej swobody, czucia i pójścia w stronę odczuć ze skoku. To będzie ważne i mam nadzieję, że będzie radość z latania. To będzie dla mnie sprawdzian. Przekonamy się, jak sobie poradzę też pod kątem ewentualnego wyjazdu do Planicy. Obyśmy w Vikersund rozmawiali w dobrych nastrojach – puentuje 34-latek.


Dominik Formela, źródło: Informacja własna
oglądalność: (3798) komentarze: (3)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • EkspertO stały bywalec

    Ok tylko to było 10 lat temu, od tego czasu marazm i pojedyncze wyskoki. Czy my jako naród potrafimy żyć tylko tym co było? Było, minęło , trzeba iść dalej.

  • Gerwazy weteran

    Oglądam powtórkę tego skoku i rzeczywiście - mogło być dalej. Ciekawi mnie ile jeszcze można było wyciągnąć z tego skoku - trzy, może cztery metry?

  • orangebubble początkujący

    BLISKO DEKADĘ TEMU.

    O K!@#$

    Oglądałem to na żywo.

    Ale jestem stary.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl