Z Bystrej na Indianapolis. Kiedyś skakał z Tomasiakiem, dziś podbija Indy NXT [WIDEO]

  • 2026-07-01 11:05

Tymoteusz „Tymek” Kucharczyk uchodzi za jednego z najbardziej utalentowanych polskich kierowców wyścigowych młodego pokolenia. 20-latek z powodzeniem rywalizuje obecnie za oceanem, startując w amerykańskiej serii Indy NXT, a na swojej stronie internetowej nie ukrywa, że jego celem jest dotarcie do Formuły 1. Mało kto wie jednak, że w dzieciństwie próbował swoich sił także na skoczni narciarskiej – w tym samym klubie i czasie co Kacper Tomasiak, późniejszy trzykrotny medalista igrzysk olimpijskich.

Kucharczyk jest związany z motorsportem od najmłodszych lat. Zaczynał od kartingu, a później przechodził przez kolejne szczeble juniorskiego ścigania w Europie. W ostatnich sezonach zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Hiszpańskiej Formuły 4 i GB3 Championship, a następnie sięgnął po tytuł mistrza Euroformula Open Championship. Dziś 20-latek rywalizuje za oceanem w serii Indy NXT.

Zanim jednak Kucharczyk na dobre związał swoją sportową przyszłość z wyścigami, jako bardzo aktywne dziecko z Beskidu Żywieckiego sprawdzał się również w innych dyscyplinach. Trenował między innymi lekkoatletykę, a przez pewien czas pojawiał się także na skoczni narciarskiej. Choć była to jedynie epizodyczna przygoda ze sportami zimowymi, dziś 20-latek może pochwalić się wspólnymi treningami z Kacprem Tomasiakiem w ramach zajęć organizowanych przez Ludowy Klub Sportowy Klimczok Bystra.

– Kojarzę go z dzieciństwa, nie tylko z nazwiska, ale bardziej znam go z kariery w motorsporcie – odpowiada nam Tomasiak pytany o osobę Kucharczyka, starszego o rok.

O skokowej przeszłości Kucharczyka głośniej zrobiło się w marcu tego roku podczas jednej z transmisji Indy NXT. To wtedy Jack Harvey – komentujący zmagania kierowców – podzielił się nieoczywistą ciekawostką z życiorysu Polaka.

– Mieliśmy okazję dłużej porozmawiać. To naprawdę sympatyczny chłopak. Opowiadał, że ma za sobą różne doświadczenia sportowe. Biegał na 400 metrów, trenował skok w dal, a co najciekawsze: skakał też na nartach. Bardzo mnie zaciekawiło, jak ktoś trafia do skoków narciarskich, a potem dochodzi jeszcze do wniosku: „przy okazji jestem też całkiem niezłym kierowcą wyścigowym” – mówił Jack Harvey w transmisji Indy NXT, której fragment został opublikowany w mediach społecznościowych.

Kucharczyk w rozmowie ze Skijumping.pl przyznaje, że jego kontakt ze skokami narciarskimi nie wynikał z rodzinnych tradycji. Był raczej efektem dziecięcej ciekawości i dorastania w miejscu, w którym zimą skoki były czymś naturalnie obecnym.

– Nie miałem żadnych znajomych, którzy by skakali na nartach lub mieli jakikolwiek związek z tą dyscypliną. U mnie wzięło się to z chęci spróbowania swoich sił w innym sporcie. Pochodzę z gór, z Łodygowic. Byłem bardzo… skocznym dzieckiem. Uprawiałem lekkoatletykę, a pewnej zimy oglądałem z rodziną skoki narciarskie w telewizji i stwierdziłem, że fajnie byłoby spróbować. W Bystrej, około dziesięciu minut jazdy od mojego domu, znajdowały się skocznie. Funkcjonuje tam Ludowy Klub Sportowy Klimczok Bystra. Pewnego dnia pojechaliśmy zobaczyć, jak to w ogóle wygląda i tak zacząłem moją krótką przygodę ze skokami. Byłem na paru treningach na skoczni, ale nie ma się czym chwalić. Dosłownie przejeżdżałem przez próg, więc mój rekord życiowy to może pięć metrów. Można jednak powiedzieć, że liznąłem tego tematu – wyjaśnia nam Tymek Kucharczyk.

Pierwsze odepchnięcie od belki zapamiętał jednak bardzo wyraźnie. Choć już wtedy ścigał się gokartami, prędkość i perspektywa na skoczni zrobiły na nim ogromne wrażenie.

– Miałem może sześć-siedem lat, gdy zaczynałem. Kiedy ja się uczyłem zjeżdżać z buli, żeby wyczuć narty skokowe, to dzieci z większym doświadczeniem już na nich latały. Pewnego dnia po raz pierwszy zjechałem z belki w kierunku progu... Najstraszniejsze doświadczenie w życiu, będąc szczerym, a już wtedy ścigałem się gokartami. Na prostych rozwijałem prędkość do 100 km/h, ale to odepchnięcie się z belki 20-metrowej skoczni... Dosłownie świat mi się rozmywał w oczach, to było przerażające. Do dziś to pamiętam – wspomina.

Z dzisiejszej perspektywy kierowca Indy NXT porównuje oba światy z dużym respektem. Jak podkreśla, zarówno skoki, jak i wyścigi wymagają lat przygotowań, odwagi i pełnej świadomości podejmowanego ryzyka.

– Wiadomo, wszystko zależy od perspektywy. Gdybym od czwartego roku życia skakał na nartach i nie ścigał się, to stwierdziłbym, że to wyścigi samochodowe są szalone. Jak można jeździć 300 km/h po ulicach? Z drugiej strony nie dałbym się posadzić na belkę w Planicy czy Vikersund. Trzeba zawsze pamiętać, że na najwyższym poziomie znajdują się sportowcy, którzy nie są tam z przypadku. Za nimi lata wyrzeczeń i treningów, co doprowadziło ich do tego miejsca. Trzeba szanować ich wszystkich. Skoki oraz wyścigi to ekstremalne dyscypliny sportu, niekiedy balansujące na granicy życia i śmierci. Jedni wyskakują z progu przy prędkości 100 km/h bez żadnych zabezpieczeń, a my jeździmy autami 300 km/h z wieloma rywalami wokół. Z mojej perspektywy skoki są jednak dużo bardziej szalone od motorsportu – porównuje Kucharczyk.

Skokowy epizod nie był dla niego próbą budowania zimowej kariery sportowej. Traktował go bardziej jako dodatkowy bodziec treningowy i element ogólnego rozwoju.

– To wszystko było fajnym doświadczeniem, natomiast skoki traktowałem jako trening pod kątem ścigania się. Chodziliśmy na halę, mogłem się ruszać i ćwiczyć. To był zatem dodatek do świata motorsportu. Potem zacząłem rywalizować na wyższym poziomie w wyścigach, więc uznaliśmy, że czas odstawić skoki narciarskie, ponieważ kariery raczej z tego nie będzie, a zawsze istnieje ryzyko odniesienia kontuzji. Oglądam jednak skoki i co roku zimą, kiedy my nie jeździmy i mamy przerwę, jest to główny sport, który śledzę. Pochodzę z małej miejscowości w Beskidzie Żywieckim, gdzie skoki są dość popularne. Cała moja rodzina je ogląda. Często w weekendy zbieraliśmy się razem i oglądaliśmy zawody. To było coś standardowego, gdy jeszcze mieszkałem w Polsce – opowiada.

Mimo że skoki szybko ustąpiły miejsca wyścigom, Kucharczyk nie traktuje tamtego okresu jako nieistotnego rozdziału. Przeciwnie – uważa, że próbowanie różnych dyscyplin może dać młodym sportowcom bardzo dużo.

– To piękny sport wymagający ogromnej odwagi. Zachęcam wszystkie dzieci do spróbowania, podobnie jak moich młodszych braci. Próbujcie nowych dyscyplin sportu, bo to doświadczenie może się kiedyś przydać, nawet w zupełnie innym miejscu. Skoki na pewno były ważnym elementem mojego rozwoju psychofizycznego. Jestem bardzo wdzięczny rodzicom, że umożliwili mi próbowanie różnych rzeczy. Jako dziecko pewnie często myślałem, że to bez sensu, bo chcę się tylko ścigać, ale po latach mogę powiedzieć z ręką na sercu, że jakąś część skoki we mnie pozostawiły do dziś. Żyje się tylko raz i z każdego dnia trzeba wyciągać maksimum, a sport jest ku temu najlepszą platformą – podkreśla.

20-latek śledził również olimpijskie występy Kacpra Tomasiaka. Ich drogi przecięły się przed laty w Bystrej, choć – jak sam zaznacza – trudno mówić o bliższej relacji z tamtego okresu.

– Śledziłem skoki na igrzyskach, oglądałem wszystkie konkursy. Mając czas, zdarzyło mi się też obejrzeć pojedyncze zawody w Pucharze Świata. Większość minionej zimy spędziłem jeszcze w Polsce, więc śledziłem i trzymałem kciuki. Kacper przed tym sezonem w zasadzie nikomu nie był znany. W poprzednim sezonie zaczął osiągać bardzo dobre wyniki i tata zapytał mnie, czy pamiętam, jak razem skakaliśmy w klubie. Pamiętam, że był taki chłopak jak Kacper Tomasiak, ale to było tyle na tamtym etapie. Nie mieliśmy bliższej relacji. Był taki zawodnik, który dobrze skakał, a ja zjeżdżałem sobie z buli, więc niewiele osób pewnie zwracało na mnie uwagę (śmiech)... W kolejnych latach nasze kariery poszły w kompletnie różnych kierunkach. Dziś Kacper jest trzykrotnym medalistą olimpijskim, a ja rozwijam się w wyścigach Indy NXT. To zabawne, jak różnie może ułożyć się życie – przyznaje Kucharczyk.

Kierowca zespołu HMD Motorsports miał okazję poznać się też z innymi reprezentantami Polski w skokach narciarskich.

– Znam się też z paroma skoczkami, którzy lubią motorsport, jak Kuba Wolny, Paweł Wąsek czy Andrzej Stękała. Czasami wybierali się na tor gokartowy do Trzyńca w Czechach, a więc pół godziny od mojego domu. Tam im powiedziałem, że kiedyś próbowałem skoków. Kojarzyli, kim jestem, więc od słowa do słowa poznaliśmy się i miło wiedzieć, że skoczkowie pasjonują się motorsportem. Do tego Jan Habdas pochodzi z Zarzecza, a więc niedaleko mojej miejscowości. Moja świadomość skoków jest teraz znacznie większa i myślę, że teraz nie szłoby mi tak tragicznie jak wtedy, gdy zaczynałem. Sporo od młodego wieku jeżdżę na nartach, więc może kiedyś spróbuję pobić kilkumetrowy rekord życiowy? Myślę, że to może być dobry cel (śmiech)... W ostatnich latach byłem widzem zawodów w Wiśle i bardzo mi się podobało. Zimą pewnie wrócę do Polski i być może znowu uda się zahaczyć o jakiś konkurs i zbić kilka piątek – kończy polski kierowca wyścigowy.

Kucharczyk jest już za półmetkiem debiutanckiego sezonu w Indy NXT. Polak jest wiceliderem klasyfikacji generalnej, tracąc tylko sześć punktów do prowadzącego Nikity Johnsona ze Stanów Zjednoczonych. Kucharczyk ma na swoim koncie sześć podiów, w tym triumf na kultowym Indianapolis Motor Speedway. W ostatnim wyścigu zajął drugie miejsce, startując z szesnastej pozycji na Road America.


Dominik Formela, źródło: Informacja własna
oglądalność: (4884) komentarze: (7)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • neonek2000 doświadczony

    Też próbowałem siły w skokach za dzieciaka i mimo wszystko te parę metrów lotu zostaje we wspomnieniach na całe życie.
    Tymoteuszu, Powodzenia na torach sportowych i życiowych!

  • Arturion profesor

    Ma rekord ok. 5 m, a skakał z dwudziestometrowej skoczni...
    "Dosłownie świat mi się rozmywał w oczach, to było przerażające."

  • Filigranowy_japonczyk profesor

    Życzę Tymkowi jak najlepiej, ale niestety w sportach motorowych sam talent to za mało, trzeba mieć jeszcze mega bogatego sponsora. Dla mnie to jednak smutne, że Kucharczyk, który w niższych seriach regularnie wygrywał z Kimim Antonellim, (który z kolei jest obecnie liderem generalki w F1), ściga się tylko w USA, gdzie nawet nie udało mu się znaleźć budżetu na starty w F2.

    Nie mniej kibicuje Tymkowi by osiągnął sukces w IndyCar tak jak Kubica w F1 i wyścigach długodystansowych, natomiast smutna prawda jest taka, że kolejnego Polaka w F1 nie doczekamy się być może nigdy, nawet jak jakiś Polak okaże się być drugim Verstappenem to żadna Polska firma nie będzie mu finansować startów bo Motorsport w Polsce (poza żużlem) nie jest popularny.

  • Alice01 stały bywalec

    Wow ciekawe

  • piotrzylafan78 początkujący

    Jeśli ktoś ma nadzieję na drugiego Kubicę to właśnie Tymek może być nim, co prawda jeszcze kilka lat musi się pościgać w niższych seriach wyścigowych ale potencjału mu zdecydowanie nie brakuje.

  • atomek81 stały bywalec

    Fajnie, że pojawiają się takie artykuły. Naprawdę dobrze się je czyta :)

  • Gofer początkujący

    czyms trzeba zakryc ten sezon ogorkowy ale przynajmniej ma osiagniecia i nie jest gadaczem a miernym sportowcem jak u nas Pekala czy Podolinski wielki trener i ekspert ktorego najwiekszy sukces to spuszczenie Radomiaka chyba z 2 ligi a Pekala gadacz a mierny skoczek

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl