Strona główna • Historia Skoków Narciarskich

Hubert Neuper - pierwszy król Pucharu Świata

W 1979 roku skoki narciarskie wkroczyły w nową erę. Rozproszone po całej zimie różne konkursy międzynarodowe zostały odtąd spięte jedną klamrą i zaliczane do wspólnej klasyfikacji. Rozpoczęła się epoka Pucharu Świata, bez którego dziś funkcjonowania tej dyscypliny nie sposób sobie wyobrazić. Pierwszą historyczną edycję wygrał Austriak Hubert Neuper, postać ze wszech miar nietuzinkowa. Znakomity skoczek, świetny organizator, człowiek o wielu talentach i tysiącu pomysłów. Jednocześnie osoba o bardzo kruchej konstrukcji psychicznej, borykająca się z depresją i syndromem wypalenia.

„Za słaby i za gruby”

Hubert Neuper urodził się 29 września 1960 roku w Bad Aussee. Narty praktycznie od kołyski były w jego otoczeniu czymś całkowicie naturalnym. – Mój ojciec prowadził szkołę narciarską, więc już w wieku czterech lat jeździłem na nartach. Nawet wtedy budowałem małe skocznie i skakałem. Wciąż bardzo wyraźnie pamiętam mój pierwszy raz na nartach skokowych. To było 25 grudnia 1968 roku. To uczucie było nie do opisania – wspomina Neuper.

Poważne, regularne treningi rozpoczął jednak bardzo późno, bo dopiero w wieku 15 lat. Zresztą niewiele zabrakło, by swoją narciarską przygodę zakończył, jeszcze zanim na dobre się ona zaczęła. Jego ówczesny trener zakomunikował mu, że powinien dać sobie spokój ze skokami, ponieważ jest za słaby i za gruby. Ale Hubert go nie posłuchał. Trafił w końcu do słynnego gimnazjum w Stams. Tam przyszło mu pracować ze szkoleniowcami, którzy poznali się na jego talencie. Od jednego z nich usłyszał wskazówkę, która diametralnie zmieniła jego podejście do skoków.

– Jeden z trenerów powiedział mi, że najlepsi potrafią sobie to wszystko wyobrazić. Zwizualizować. To, co czują wszystkimi zmysłami, siedząc na belce, później jadąc po rozbiegu. Potrafią wyobrazić sobie czysty obraz idealnej techniki. Zebrałem te najważniejsze rzeczy w jedną całość. Ciężka praca i wyobraźnia to podstawa. I w końcu, po czterech latach, kiedy zaprezentowałem się szerszej publiczności, stałem się numerem jeden na świecie – powiedział Neuper w bardzo ciekawym wywiadzie udzielonym Natalii Żaczek z Onet Przegląd Sportowy.

Dominator

Austriak zdominował pierwszą edycję Pucharu Świata, a po drodze do zdobycia Kryształowej Kuli wygrał także Turniej Czterech Skoczni i zdobył srebrny medal na dużej skoczni podczas igrzysk w Lake Placid. Rok później powtórzył sukces w niemiecko-austriackiej imprezie, ale słabsza druga część sezonu sprawiła, że w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata znalazł się na czwartej pozycji. Następnej zimy znów bił się o Kryształową Kulę. Tym razem skończył sezon na drugiej pozycji. Na przestrzeni swoich pierwszych trzech sezonów w Pucharze Świata 23 razy stawał na pucharowym podium, osiem razy był to jego najwyższy stopień.

– To, że znalazłem się w takiej sytuacji, spadło na mnie dość nieoczekiwanie. Kilka lat wcześniej pojawiło się nawet pytanie, czy w ogóle powinienem dalej skakać na nartach. Potem prawie z dnia na dzień znalazłem się w miejscu, które wcześniej było dla mnie nie do wyobrażenia. Na ulicy podchodzili do mnie zupełnie obcy ludzie i doświadczyłem nadmiernej uwagi. Oczywiście, że mi się to podobało. Doświadczyłem sytuacji sukcesu, do której zawsze dążyłem. Dziś wiem, że to zaszczyt, gdy jako młody sportowiec zostaje się nagrodzonym za ciężkie treningi – wspominał były skoczek.

Droga w dół

Ale potem nastąpił gwałtowny zjazd. Neuper przestał się liczyć w walce o wysokie pozycje. Z zawodnika pierwszego planu stopniowo przeradzał się w statystę. 6 stycznia 1985 roku w Bischofshofen zajął 74. miejsce i był to jego ostatni występ w Pucharze Świata. Miał wtedy zaledwie 24 lata. Jak sam przyznaje, jego największym problemem było paradoksalnie to, że doświadczył wielkich sukcesów. Później odnosił do nich wszystkie nieco mniejsze osiągnięcia i wkradała się frustracja.

– Dziś wiem, że trzeba podchodzić do sprawy w ten sposób, że wczorajszy sukces się nie liczy. Liczy się tylko to, co zrobisz dzisiaj. I nigdy nie powinieneś postrzegać sukcesu jako czegoś niezwykłego, bo to oznaczałoby, że wyrażasz wątpliwości co do możliwości jego powtarzania lub kontynuacji. W ten sposób osłabiasz swój własny entuzjazm – mówił swego czasu w rozmowie z portalem Reisepanorama.at.

– Nagle zabrakło mi informacji zwrotnej i energii, których potrzebujesz, by dalej pracować nad własnymi celami – w moim przypadku skokami narciarskimi. Jednocześnie celuje się tylko w pierwsze miejsce, a jeśli już tego nie osiągasz, luz znika. Spinasz się. Nie możesz już być zadowolony z piątego czy dwudziestego miejsca. W wieku 24 lat znalazłem się w sytuacji, z którą trudno mi było sobie poradzić jako młodemu człowiekowi – dodawał w rozmowie z Osttirol-heute.at.

W jednym z wywiadów udzielonych telewizji ORF powiedział, że choć jest zadowolony ze swoich osiągnięć, to przez całe dziesięciolecia ciążył mu fakt, że nie udało mu się zdobyć złotego medalu wielkiej imprezy. Jak na tak bogatą karierę jego dorobek z imprez mistrzowskich prezentuje się raczej skromnie. Oprócz olimpijskiego srebra z Lake Placid ma w swoim dorobku jeszcze tylko drużynowy srebrny krążek z Oslo z 1982 roku. Gwoli ścisłości można jeszcze wspomnieć o brązowym medalu z juniorskich mistrzostw świata z 1977 roku.

Szalona akcja w Nowym Jorku

Po zakończeniu kariery imał się różnych zajęć. Zrobił licencję pilota i przez kilka lat latał samolotami. Jednocześnie zdobył państwowe uprawnienia instruktora narciarskiego i prowadził szkołę narciarską. Związał się też z ośrodkiem Kulm w Bad Mitterndorf, zostając odpowiedzialnym za organizację wydarzeń rozgrywanych na słynnym mamucie. Do legendy przeszła szalona akcja w Nowym Jorku, będąca częścią promocji mistrzostw świata w lotach narciarskich w 1996 roku. Neuper postanowił zebrać gwiazdy światowego narciarstwa i urządzić im konkurs skoków pod wieżami World Trade Center.

Organizacja takiego wydarzenia musiała rzecz jasna kosztować. Ale obrotny Neuper postarał się o zasobnych sponsorów, wśród których prym wiódł austriacki potentat budowlany Richard „Mörtel” Lugner. Słynny przedsiębiorca wyczarterował samolot do Nowego Jorku, na pokładzie którego znaleźli się narciarze, celebryci i dziennikarze. W tym czasie w światowej stolicy biznesu kończono na ogromnym rusztowaniu montaż sztucznej skoczni narciarskiej i zwożenie na nią śniegu przez ciężarówki.

Gabriele Wolf z Austriackiego Narodowego Biura Turystyki, zaangażowana w akcję, wspominała na łamach nowojorskiego dziennika „The Daily Gazette”, że była to jedna z „najbardziej szalonych promocji”, jakie kiedykolwiek widziała. – Śnieg został przywieziony z Lake Placid. Był zamarznięty w dużych kawałkach, więc musiał być przez cały ranek rozbijany, by dało się na nim skakać – opowiadała.

Oskarżony o oszustwa

W latach 1997–2000 Hubert był dyrektorem Österreichische Sporthilfe. W tym czasie organizował wielkie wydarzenia sportowe. W 1999 roku powierzono mu przygotowanie w Wiedeńskiej Operze Państwowej uroczystej gali, podczas której jury pod przewodnictwem ówczesnego prezydenta MKOl Juana Antonio Samarancha wybrało najwybitniejszych sportowców stulecia. W Wiedniu pojawili się między innymi Muhammad Ali, Mark Spitz, Boris Becker i Pelé.

– Kiedy po raz pierwszy organizowaliśmy World Sports Award w Wiedniu, należało to uznać za duży sukces. W telewizji obejrzało ją jakieś 1,5 mld ludzi. Byłem z tego dumny, po czym w austriackiej gazecie przeczytałem, że... oszukiwałem przy jej organizacji i sporo pieniędzy poszło do mojej kieszeni. To była nieprawda! Poszedłem do sądu i oczywiście przyznali mi rację. Mimo wszystko bardzo się to na mnie odbiło. To były piękne doświadczenia i przeżycia, ale jednocześnie był to jeden z najtrudniejszych okresów w moim życiu. Byłem rozczarowany wieloma ludźmi, zniesławiony przez bliskie mi osoby – mówił.

Neuper wpadł w depresję. Wpływ na to miały nie tylko ostatnie wydarzenia, ale też nieprzepracowane traumy z dzieciństwa. Rodzice jako 10-latka oddali go do internatu. Dla niego było to równoznaczne z tym, że przestali go kochać. Do tego na świat przyszła jego siostra i cała uwaga skupiła się na niej. Hubertem opiekowali się obcy ludzie. Te doświadczenia towarzyszyły mu przez całe życie. Paradoksalnie jednak to między innymi z nich zrodziły się jego sukcesy. Hubert z determinacją robił wszystko, by być podziwianym. Ale to przynosiło mu tylko chwilowe ukojenie. W 2003 roku czara goryczy się przelała. Neuper był wyczerpany fizycznie i psychicznie. Człowiek, który na różnych płaszczyznach osiągnął tak wiele, zaczął zadawać sobie pytania o sens życia.

Wyjechał na kilka miesięcy do znajomego w Nashville, ale ta ucieczka mu nie pomogła. Po powrocie napisał książkę „Flatline”, która była jego osobistą terapią. Stopniowo zaczął wychodzić z dołka. Problemy wróciły w 2012 roku. Wówczas, za sprawą poważnej różnicy zdań z austriacką federacją, przestał być przez jakiś czas odpowiedzialny za organizację zawodów na Kulm.

Kolejne problemy i powrót do pełni życia

ÖSV chciał znacząco obniżyć koszty imprez na Kulm. Neuper uważał, że jest to nierealne ze względu na słabą infrastrukturę wokół skoczni – trzeba było m.in. zapewnić dodatkowe generatory, urządzenia do przygotowania areny, zaplecze dla zawodników itd. Była też inna, bardziej osobista przyczyna konfliktu. Federacja uważała, że Neuper organizowane przez siebie zawody traktuje jako część autopromocji. Ten odpowiadał, że jego nazwisko ma już wyrobioną markę, co pomaga w pozyskiwaniu partnerów do przeprowadzanych imprez. Konflikt udało się po jakimś czasie zażegnać, ale u Austriaka znów pojawiły się problemy mentalne.

Po raz kolejny wróciły w 2019 roku, gdy na dobre rozstał się z ośrodkiem w Bad Mitterndorf. Jego wizja dotycząca przyszłości imprez na Kulm znacząco rozmijała się z wizją federacji. ÖSV chciał organizować zawody w bardziej ograniczonej formule, szczególnie zmniejszyć rozmach imprez towarzyszących. Neuper uważał natomiast, że właśnie duża oprawa i sposób promocji zawodów są istotną częścią projektu, który przez lata budował. Bohater tekstu znów, tak jak w 2003 roku, odciął się od ludzi i całej sytuacji. Godzinami grał w golfa, próbując zapomnieć o przykrych wydarzeniach.

W 2023 roku w rozmowie z Natalią Żaczek były skoczek przekonywał, że wreszcie odnalazł spokój i szczęście. – Teraz jestem szczęśliwy. Mam żonę, cudowne dzieci i wnuki. Wcześniej w swoim życiu nie zauważałem tych wszystkich wspaniałości. Zawsze wydawało mi się, że nie jest wystarczająco wartościowe. Że ja nie jestem wartościowy. Zastanawiałem się, dlaczego się tak czuję. Wreszcie udało mi się od tego uciec i zmienić podejście do życia. Nie ma znaczenia, co robimy, zawsze jesteśmy wystarczająco dobrzy.

„Skoki to nie tylko wygrywanie”

W 2016 roku związał się ze skokami na jeszcze innej płaszczyźnie. Tym razem w charakterze menedżera i doradcy Gregora Schlierenzauera, który najlepsze lata miał już jednak za sobą. Neuper w historii wybitnego skoczka znalazł sporo aspektów, które znał z autopsji. Obaj utożsamiali poczucie własnej wartości z odnoszonymi sukcesami. Współpraca zakończyła się jednak po trzech latach.

– Muszę powiedzieć, że Gregor miał naprawdę trudne życie. Zaczynasz wygrywać już w wieku 16 lat, ostatecznie robisz to aż 53 razy… To przecież ukradło mu młodość. Nie miał też okazji, żeby nauczyć się normalnego życia. Kiedy nasze drogi się spotkały, moim celem było pokazanie mu, że w życiu nie chodzi tylko o skoki. Jednocześnie tłumaczyłem, że skoki to nie tylko wygrywanie – opowiadał Neuper.

Czytaj też:

Einar Olsson - skoczek, piłkarz i... listonosz

Potężne odbicie, duże sukcesy i dramat w Lahti. Historia Miki Laitinena

Górnik, który ustanowił rekord świata. Historia Reinholda Bachlera

"Skoczek mijający słońce". Ostatni lot Torgeira Brandtzæga

Zmienił narty na kamerę i został świadkiem historii - "filmowe" życie Williego Puerstla

"Zostały panu dwa lata życia". Roger Ruud - skoczek po przejściach