„Nie pamiętam życia bez skoków” – Twardosz o drodze do olimpijskiej czołówki

  • 2026-02-09 17:55

Anna Twardosz w doskonały sposób przedstawiła się olimpijskiej publice we Włoszech. Mistrzyni Polski w skokach narciarskich w sobotnim konkursie indywidualnym na skoczni normalnej wywalczyła dziesiąte miejsce, pokonując wiele utytułowanych oponentek. We wtorek 24-latka dostanie szansę w mikście.

– Po sobotnim konkursie nie pospałam za długo. Jestem delikatnie przeziębiona i to mnie trochę męczy. W telefonie czekało na mnie dużo wiadomości, bardzo wszystkim dziękuję. Staram się odczytywać i odpisywać. Pozostaje mi podziękować za całe wsparcie – mówi nam Anna Twardosz o pierwszych godzinach po powrocie do wioski olimpijskiej.

Twardosz w pierwszej serii doleciała do 96. metra, co dawało jej ósmą pozycję. W finale uzyskała 93,5 metra, co pozwoliło jej zachować miejsce w najlepszej „10” olimpijek konkursu na obiekcie HS107.

– Czy to były moje najlepsze skoki w karierze? Wydaje mi się, że ten finałowy nie był taki dobry. Pierwszy był naprawdę dobrym skokiem, na pewno jednym z najlepszych. Może i najlepszym? Aż tak bardzo tego nie analizowałam – przyznaje skoczkini.

Tegoroczne igrzyska są dla naszej zawodniczki pierwszymi w karierze, długo wyczekiwanymi.

– Przez ostatnie miesiące nie chciałam zapeszać i mówić, że jadę na igrzyska, dopóki nie pojawię się na miejscu i nie wystartuję. W życiu zdarzają się różne sytuacje i wolałam cierpliwie do tego podejść. Na pewno zmagałam się ze sporym stresem. Odczuwałam nerwy długo przed igrzyskami. Kiedy wiedziałam, że jadę na igrzyska, jeszcze się spotęgował. Co się stało w zawodach? Nie wiem, szczerze. Adrenalina pomogła i zadziałało to tak, jak miało zadziałać. W seriach konkursowych nareszcie trafiałam w próg – wskazuje Polka.

Jak Twardosz zareagowała na informację o miejscu w czołówce na półmetku zmagań?

– Wiadomo, że bardzo się stresowałam. Czułam się zagubiona i nie wiedziałam, czy już jechać na serię finałową, czy jeszcze nie. Z jednej strony chciałam to mieć za sobą, a z drugiej strony chciałam to poczuć. Było bardzo dużo emocji. Trenerzy powiedzieli mi, że się stresują, natomiast trener Stefan przekazał mi, że ja nie mam się denerwować, bo bierze mój stres na siebie. Czy mu się udało? Nie bardzo <śmiech>… – wspomina zawodniczka.

– Trudno w stu procentach odciąć myśli. Skupiałam się na wszystkim innym, tylko nie na igrzyskach. Jaki jest mój patent? Zazwyczaj myślę o bliskich, rodzinie i staram się tym bawić, traktując to luźno. Wiedziałam, że bliscy będą na trybunach. Czułam to wsparcie w każdym miejscu skoczni. Cieplej się robi na sercu… Słyszałam ich doping przed skokiem, ale starałam się jakoś od tego odciąć. To było po prostu miłe – nie ukrywa sportsmenka z Lanckorony.

– Jestem z siebie dumna. Kocham skoki narciarskie, to moje życie. Od dziecka miałam marzenia związane z igrzyskami i do nich dążyłam. Moją idolką była Sara Takanashi. Tak długo trenuję, że nie pamiętam życia przed skokami. Po prostu bardzo się cieszę… To nie było takie oczywiste, że nie skończę kariery na pewnym etapie, ale w życiu zaliczamy różne wzloty i upadki. Każdy ma słabsze chwile i cieszę się, że wytrwałam do tego momentu i mogę tu być. Zaskoczyłam samą siebie podczas tych zawodów. Szczególnie po seriach treningowych nie spodziewałam się takiego wyniku. Chciałam tylko wejścia do czołowej „30” – mówi wprost Twardosz.

Wielu obserwatorów sobotniego konkursu pań sugerowało zbyt niskie noty za styl od sędziów dla Polki.

– Czy dostałam za niskie noty sędziowskie? Nie chcę nawet do tego wracać. Niczego nie zmienię i nie zrobię, cieszę się z osiągniętego wyniku. Między dziesiątą a jedenastą pozycją jest nieduża różnica, ale jednak bardzo duża – kontynuuje Twardosz.

Polka po finałowej próbie zebrała gratulacje od najlepszych skoczkiń świata.

– To było wyjątkowo miłe i podnoszące na duchu. Poczułam wsparcie ze strony zawodniczek zza granicy. Nie czuję się, żebym dźwigała kobiece skoki w Polsce. Jest nas niewiele, ale liczy się jakość <śmiech>… Wszystkie wspólnie staramy się budować tę dyscyplinę w naszym kraju – podkreśla.

Przed Twardosz jeszcze jeden występ na skoczni normalnej w Predazzo. We wtorek o 18:45 rozpocznie się konkurs drużyn mieszanych, w którym Twradosz stworzy kobiecy duet z Polą Bełtowską.

– Czy dogadałam się już z tą skocznią? Wydaje mi się, że po zmianie profilu najazdu odczuwalnie łatwiej i bezpieczniej się ląduje. Mam jednak dużo problem, żeby trafić w ten próg. Chcę za szybko, za wcześnie, ale mam nadzieję, że w konkursie drużyn mieszanych to pójdzie. To jest sport, przed nami jeszcze tydzień rywalizacji w Predazzo i wszystko może się wydarzyć – kończy dziesiąta zawodniczka konkursu kobiet na skoczni normalnej.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela


Dominik Formela, źródło: Informacja własna
oglądalność: (578) komentarze: (0)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl