Okiem Samozwańczego Autorytetu: "Trzech Victorów"

  • 2026-04-26 00:07

Wiktor to polskie imię pochodzące od łacińskiego Victor. Imię Victor oznacza - oczywiście - Zwycięzca. O trzech Victorach, trzech zwycięzcach, będzie niniejszy tekst. Pierwszym jest oczywiście Domen Prevc - zwycięzca sezonu. Drugim jest Kamil Wiktor Stoch. A trzecim? Sam jeszcze nie wiem.

Kamil StochKamil Stoch
fot. Tadeusz Mieczyński
Matti NykaenenMatti Nykaenen
fot. Tadeusz Mieczyński

Po kolei. Felieton podsumowujący Puchar Świata w skokach narciarskich 2025/2026 nie może być oczywiście o nikim innym, niż tym, który ten puchar zdobył. W dodatku zwyciężając w tak imponującym stylu. Domen Prevc zgromadził 2148 punktów, wygrał 14 konkursów, 22 stawał na podium, ale co najważniejsze i najbardziej niezwykłe, sięgnął po Złoty Graal w skokach narciarskich. Jako drugi skoczek w historii skompletował Wielkiego Szlema skoków. I uczynił to w okresie krótszym, niż rok kalendarzowy. Do wywalczonego rok temu mistrzostwa świata, dołożył tej zimy Turniej Czterech Skoczni, mistrzostwo świata w lotach, tytuł mistrza olimpijskiego i w końcu puchar świata. Do tego, jego łupem tej zimy padł też puchar świata w lotach i miniturniej Planica 7. W zasadzie łatwiej jest wyliczyć, czego domenator w tym sezonie nie wygrał: Plastikowej Kulki i Pucharu Narodów. Ale 2148 punktów to prawie dwa razy więcej, niż zgromadziła reprezentacja Polski. Bezwględny Victor. Seryjny zwycięzca. Domenator. 

I pomyśleć, że w grudniu wydawało się, że to może być wyrównany sezon. Jeszcze po zawodach w Wiśle takie przewidywania były uprawnione. To w Beskidach Domen umościł swoje (złośliwi powiedzą, że przyobleczone oszukańczym sposobem w zbyt obszerny kombinezon) pośladki na fotelu lidera. A przecież przed nim liderów było aż czterech. Ale jak już się najmłodszy z Prevców wysforował na czoło, to nie dał się nikomu wyprzedzić. Do końca Turnieju Czterech Skoczni wypracował sobie nad wiceliderem - Smokiem - przewagę 388 punktów. Japończyk do końca sezonu zdobył ich 372. Zatem teoretycznie, gdyby Słoweniec odpuścił sobie wtedy pucharowe starty i skupił się jedynie na imprezach medalowych, to i tak by wygrał puchar świata. Oczywiście to tylko taka przenośnia. W praktyce - gdyby Domen nie startował - Japończyk zajmowałby wyższe miejsca i zdobywał w konkursach więcej punktów. Ale to nam z grubsza pokazuje, jak mocno tej zimy Domen wyrósł nad poziom reszty stawki. Dokonał rzeczy historycznych, epokowych, ponadczasowych.

Domenator

No właśnie. Rzeczy epokowe, historyczne, ponadczasowe. Wypadało zacząć ten tekst od bezdyskusyjnego zwycięzcy tej zimy. Ale dla nas najważniejszym protagonistą przecież był ktoś inny. Kamil Wiktor Stoch. Drugi z Victorów, drugi z bohaterów tego felietonu. Skoczek, który na przestrzeni swojej kariery sportowej również dokonał rzeczy epokowych, historycznych ponadczasowych. Nie będę ich już wymieniał, robiłem to w felietonie "Przedostatki", zresztą większość z nas ma je wyryte w pamięci. Czy jego drugie imię - Wiktor właśnie - było szczęśliwą wróżbą, znakiem przeznaczenia, czy czystym przypadkiem, to już zostanie dla każdego z nas tajemnicą. Tajemnicą nie jest to, że Kamil Wiktor Stoch jest i zawsze pozostanie dla polskich kibiców symbolem zwycięstwa. 

Zwycięstwo kroczyło za nim krok w krok, a on za tymi zwycięstwami gonił. I choć ostatnie sezony w jego karierze były tych zwycięstw w sensie czysto sportowym pozbawione, to nie ulega wątpliwości, że Kamil, jako sportowiec, jest zwycięzcą. A jego era, okres jego sportowej kariery, będzie nam się zawsze ze zwycięstwami kojarzyć. Belle Epoque, o której pisałem prawie dekadę temu, oficjalnie oraz symbolicznie dobiegła właśnie końca. 

Legenda

Ile poczekamy na następną? Moim zdaniem takie czasy, jak ostatnie ćwierć wieku, mogą nie zdarzyć się nigdy. Nie na taką skalę, nie z tyloma osiągnięciami. Głęboko wierzę w sukcesy Kacpra Tomasiaka, głęboko wierzę w talenty kolejnego młodego pokolenia polskich skoczków. Ale na to przyjdzie nam jeszcze poczekać. 

Jak długo? Nie wie, ale nie jestem w tym względzie optymistą. Podzielam obawy wielu, że nasz największy sukces tej zimy, stanie się też przyczyną dalszej stagnacji na bardzo niskim poziomie sportowym. Trzy medale Igrzysk Olimpijskich - dwa srebrne i jeden brązowy - to oczywiście wartość sama w sobie. Wartość wielka i bezsprzeczna. Taki dorobek stawia Macieja Maciusiaka w pierwszym rzędzie kandydatów na trenera roku 2026. Jednocześnie postawa polskich skoczków w pucharze świata czy na mistrzostwach świata w lotach kwalifikuje Macieja Maciusiaka do zwolnienia. Taki paradoks. PZN dał mu szansę prowadzenia kadry w przyszłym sezonie i nie jest to decyzja pozbawiona podstaw. Po pierwsze - zwolnienie trenera, który przywiózł z Igrzysk trzy medale byłaby ewenementem na skalę światową. Po drugie - miewaliśmy już trenerów, którzy przetrwali pierwszy, słaby sezon, by potem poprowadzić skoczków do wielu sukcesów. Dobrym przykładem jest choćby Łukasz Kruczek. Osobiście nie wierzę w powtórkę z rozrywki. Praca szkoleniowca i jego sztabu nie dostarczyła mi tej zimy argumentów, bym miał czym takową wiarę nakarmić. Oczywiście bardzo chciałbym się mylić. I jeśli przyszłej zimy pojawią się sukcesy, będę pierwszym chętnym, by za ten brak wiary przeprosić. Zarówno publicznie, jak i bezpośrednio. Bo odkładając na bok Igrzyska i postawę Kacpra Tomasiaka - ta zima to była tragedia nadziewana katastrofą. 

Tymczasem w Polskim Związku Narciarskim czekają nas spore zmiany. Z funkcją prezesa pożegna się Adam Małysz, a na stanowisko to powróci najprawdopodobniej po czterech latach Apoloniusz Tajner. Trener, któremu zawdzięczamy największe sukcesy Adama Małysza i rozkwit skoków narciarskich z pączka dyscypliny niszowej w kwiat dyscypliny narodowej. Prezes, za którego święciliśmy najokazalsze triumfy w historii. Człowiek w wieku 72 lat, który za sobą chwalebną przyszłość, ale czy gwarantuje świetlistą przyszłość? Dobrze poinformowani są niemal pewni, że wybory wygra w cuglach. Ale czy strzeli tymi cuglami, by kulawa szkapa zerwała się do biegu? I w tej kwestii mam bardzo mało wiary. 

Zanim przejdziemy do tematu trzeciego Wiktora, dokonajmy formalności podsumowania minionego sezonu. Klasyfikacje generalne panów i pań można znaleźć tutaj i tutaj. Najlepszy z Polaków - Kacper Tomasiak - uplasował się na 23. miejscu. Kiedy ostatnio było gorzej? w sezonie 1999/2000, gdy Adam Małysz zajął 28. lokatę. Na pocieszenie, w przypadku pań, Anna Twardosz ze swoją 24. pozycją jest najlpszą Polką w historii tej imprezy. Niewiele brakło, by po raz pierwszy w dziejach skoków narciarskich polska skoczkini zajęła wyższe miejsce, niż polski skoczek.

             Tabelka Podiumowiczów 2025/2026
Lp zawodnik kraj 1. 2. 3. suma wpś  
1 Domen Prevc Słowenia 14 6 2 22 1
2 Daniel Tschofenig Austria 3 2 2 7 3
3 Anže Lanišek Słowenia 3 2 0 5 5
4 Ryōyū Kobayashi Japonia 2 2 4 8 2
5 Ren Nikaidō Japonia 1 5 2 8 4
6 Stephan Embacher Austria 1 3 3 7 6
7 Philipp Raimund Niemcy 1 1 4 6 7
8 Stefan Kraft Austria 1 1 1 3 10
9 Tomofumi Naitō Japonia 1 1 0 2 21
10 Marius Lindvik Norwegia 1 0 0 1 12
11 Gregor Deschwanden Szwajcaria 1 0 0 1 19
12 Jan Hörl Austria 0 3 0 3 8
13 Felix Hoffmann Niemcy 0 1 3 4 9
14 Naoki Nakamura Japonia 0 1 2 3 14
15 Maximilian Ortner Austria 0 1 0 1 17
16 J.A.Forfang Norwegia 0 0 3 3 11
17 Manuel Fettner Austria 0 0 1 1 13
18 Wladimir Zografski Bułgaria 0 0 1 1 20
19 Jonas Schuster Austria 0 0 1 1 18
20 Antti Aalto Finlandia 0 0 1 1 22
21 Karl Geiger Niemcy 0 0 1 1 28

Tak wygląda podiumowe podsumowanie tej zimy. 21 zawodników stawało tej zimy na podium, z czego wygrywało 11. Mamy w tym gronie Szwajcara, Fina, mamy też Bułgara, co jest wyczynem historycznym i bezprecedensowym. Zabrakło Polaka. Na osłodę przypomnijmy jednak podium naszego biało-czerwonego duetu w Zakopanem i trzy medale z Predazzo. Popatrzmy, jak obłowiły się inne kraje. W zwycięstwach mamy 17 dla Słowenii, 5 dla Austrii, 4 dla Japonii i po jednym dla Niemiec, Norwegii i Szwajcarii. W podiach mamy 27 dla Słowenii, 23 dla Austrii, 21 dla Japonii, 11 dla Niemiec, 4 dla Norwegii i po jednym dla Bułgarii, Finlandii i Szwajcarii. 

            Plastikowa Kulka 2025/2026
Lp zawodnik kraj pkt. wpś
1 Aleksander Zniszczoł Polska 12 64
2 Luca Roth Niemcy 11 63
3 Jewhen Marusiak Ukraina 10 55
4 Giovanni Bresadola Włochy 10 54
5 Karl Geiger Niemcy 10 28
6 Gregor Deschwanden Szwajcaria 10 19
7 Kevin Bickner USA 7 36
8 Robin Pedersen Norwegia 6 57
9 Sakutaro Kobayashi Japonia 6 49
10 Dawid Kubacki Polska 6 44
11 Maciej Kot Polska 6 39
12 H.E.Granerud Norwegia 6 26
13 Felix Hoffmann Niemcy 6 9
14 Jørgen Oliver Strøm Norwegia 5 75
15 Jarkko Maatta Finlandia 5 64
16 Roman Koudelka Czechy 5 50
17 Paweł Wąsek Polska 5 43
18 Ilja Miziernych Kazachstan 5 42
19 Yukiya Satō Japonia 5 34
19 Kamil Stoch Polska 5 31
21 Timi Zajc Słowenia 5 27
22 Niko Kytösaho Finlandia 5 24
23 Antti Aalto Finlandia 5 22
24 Tomofumi Naitō Japonia 5 21
25 Maximilian Ortner Austria 5 17

Jak wielkie znaczenie mają dla polskich skoków narciarskich felietony Samozwańczego Autorytetu, pokazuje powyższa tabelka. Dzięki niej mamy jakiegoś polskiego triumfatora w jakiejś klasyfikacji! Taadaam! Plastikowa Kulka powędrowała w ręce Aleksandra Zniszczoła! W klasyfikacji generalnej również zwyciężyła Polska z 34 punktami. Niemcy 27, Norwegia 17, Japonia 16, Finlandia 15, Ukraina 10, Włochy 10, Szwajcaria 10, USA 7, a Austria, Czechy, Kazachstan i Słowenia po 5 punktów.
Regulamin Plastikowej Kulki do znalezienia w pierwszym felietonie sezonu zatytułowanym "Niespodzianki i Spodziewanki".

Przekazanie Plastikowej Kulki

Skoro felieton postanowiłem poświęcić zwycięzcom, przyszła mi do głowy myśl, by ponownie poszukać prawdziwego zwycięzcy - najwybitniejszego skoczka w historii. A w zasadzie najwybitniejszego skoczka czasów współczesnych. Niemal dokładnie osiem lat temu, a więc już blisko przed dekadą, popełniłem tekst "Miara Wielkości". Podjąłem wtedy próbę stworzenia klasyfikacji, która miała na celu określenie, kto jest najlepszym skoczkiem. Dziś, po ośmiu latach, spróbuję znowu. Nie tylko dlatego, że osiem lat to wystarczająco długi czas, by taką listę zaktualizować. Również dlatego, że nieznacznie zmieniłem poglądy na to, jak powinny wyglądać kryteria.Przy tworzeniu poprzedniego zestawienia najważniejszą miarą wybitności było dla mnie to, ile razy dany skoczek wygrał zawody, w których rywalizowała światowa czołówka. Nadal uważam, że konkurs, w którym ktoś rywalizuje z innymi najlepszymi na świecie, jest w zasadzie zawsze tak samo trudny, niezależnie, jak go nazwiemy i jaką nagrodę za zwycięstwo wręczymy. Dlatego za absurd uważam "wycenianie" złotego medalu olimpijskiego na 10 czy 20 pojedynczych konkursów. Owszem, medale są cenne, gdyż zdarzają się rzadziej, trzeba wycelować z formą w odpowiedni moment. W dodatku ranga zawodów oznacza większą presję. Uznałem, że za mistrzostwo olimpijskie przyznam 3 punkty, a za złoty medal mś i mśwl po 2, podczas gdy pojedynczy konkurs to 1 punkt. 1 Punkt przyznaję również za srebrny lub brązowy medal z imprezy mistrzowskiej.

Postanowiłem również pryznać punkty za inne trofea. W poprzednim zestawieniu tych pozycji brakowało. Uznałem, że byłoby to dublowanie punktów. Przecież puchar czy turniej wygrywa się dlatego, że wygrywało się konkursy, które wchodziły w jego skład. Teraz zmieniłem zdanie. Te trofea są celem, na którym koncentruje się zawodnik. Niezmiennie stoję na stanowisku, że najważniejszy jest puchar świata, gdyż pokazuje, kto był najlepszy danej zimy. Dlatego uznałem, że jest wart aż 5 punktów. Po jednym punkcie przyznałem za TCS. Dlaczego nie wliczyłem na przykład pucharu świata w lotach czy Raw Air? Z tego samego powodu, dla którego nie brałem pod uwagę Turnieju Szwajcarskiego czy Nordyckiego. Zbyt mały prestiż i efemeryczność. Zbyt niska zawartość legendarności w tradycji. Być może w przyszłości wezmę pod uwagę ten puchar w lotach. Ale fakt, że pojawiał się i znikał (istniał też kiedyś jako puchar KOP) sprawia, że również i on wypaczał by podliczanie punktów. Dodatkowe punkty przyznałem za inne osiągnięcia, które uznałem za ważne dla dyscypliny. Po pierwsze - Wielki Szlem. Co prawda dotyczy on tylko dwóch skoczków, ale jest to osiągnięcie tak niezwykłe i tak dużo się o nim mówiło tej zimy, że moim zdaniem warto, by znalazło się w zestawieniu. No i w końcu po dodatkowym punkciku przyznałem każdemu zawodnikowi, który w trakcie swojej kariery pobił (lub wyrównał) rekord świata. A także rekord FiSu - w przypadku Domena. Uznałem, że byłoby to krzywdzące, gdyby w takim rankingu punkt dostał Japończyk, a nie dostał go Słoweniec.

Podobnie jak osiem lat temu zastrzegam, że brałem pod uwagę jedynie skoczków z ery pucharu świata. Porównanie zawodników sprzed ery "pucharowej" z młodszymi kolegami byłoby bardzo trudne. Nie tylko dlatego, że wtedy konkursów było mniej, ale też dlatego, że najlepsi konkurowali ze sobą rzadziej, niż dziś. Inne czasy, inne realia. Tak więc nie "najlepszy skoczek wszech czasów", ale raczej "najlepszy skoczek czasów współczesnych". Darowałem sobie próby umieszczenia na takiej liście gigantów minionych epok, gdyż niemożliwe było by miarodajne, arytmetyczne porównanie Małysza, Schlierenzauera i Nykänena z Birgerem Ruudem, Helmutem Recknaglem czy Bjørnem Wirkolą. Co wcale nie oznacza, że deprecjonuję ich sukcesy czy uważam, są oni gorsi, niż ci figurujący na liście. Teoretycznie można by spróbować ich porównać tworząc tabelkę w której pod uwagę wziąłbym jedynie medale Igrzysk Olimpijskich i mistrzostw świata, czyli dwóch najstarszych imprez. Ale przecież nie byłoby to sprawiedliwe, gdyż do 1960 roku skoczkowie mieli na tych zawodach tylko jedną szansę medalową. Tabelę - jak 9 lat temu - ograniczyłem do 20 skoczków.

A dlaczego napisałem na początku felietonu, że nie wiem, kto będzie trzecim jego bohaterem? Bo gdy pisałem tamte słowa, ustaliłem już kryteria, ale nie dokonałem jeszcze obliczeń. Uważam, że tylko taka metoda jest uczciwa. Najpierw zastanawiamy się nad tym, jakie przyjąć kryteria - co w skokach jest najważniejsze, jakie osiągnięcia ile ważą. Potem liczymy punkty i patrzymy, kto wygrywa, kto zajmuje następne miejsca. Ustalanie zasad pod konkretnego skoczka, którego lubimy, lub tak, by nie wygrał taki, którego nie lubimy, jest po prostu nieuczciwe. Oczywiście taki ranking jest subiektywny. Jeśli ktoś inaczej ocenia poszczególne osiągnięcia, inaczej też będzie też cenił poszczególnych zawodników. Jeśli ktoś uważa, że złoty medal olimpijski jest cenniejszy od pucharu świata, może inaczej liczyć punkty, wtedy i kolejność będzie inna. 

                                        Najlepsi skoczkowie ery pucharu świata
Lp zawodnik kraj zpś IO MŚL pIM KK TCS WSz rekord suma
1 Matti Nykänen* Finlandia 46 9 2 2 8 20 2 1 1 91
2 Gregor Schlierenzauer* Austria 53 0 2 2 6 10 2 0 0 75
2 Stefan Kraft Austria 46 0 6 2 4 15 1 0 1 75
2 Adam Małysz* Polska 39 0 8 0 6 20 1 0 1 75
5 Kamil Stoch* Polska 39 9 2 0 2 10 3 0 0 65
6 Janne Ahonen* Finlandia 36 0 4 0 6 10 5 0 0 61
7 Ryōyū Kobayashi Japonia 37 3 0 0 3 10 3 0 1 57
8 Jens Weißflog* Niemcy 33 6 4 0 4 5 2 0 0 54
9 Simon Ammann Szwajcaria 23 12 2 2 3 5 0 0 0 47
10 Martin Schmitt* Niemcy 28 0 4 0 3 10 0 0 1 46
11 Andreas Goldberger* Austria 20 0 0 2 5 15 2 0 1 45
12 Thomas Morgenstern* Austria 23 3 2 0 3 10 1 0 0 42
13 Domen Prevc Słowenia 23 3 2 2 0 5 1 1 1 38
13 Peter Prevc* Słowenia 24 0 0 2 5 5 1 0 1 38
15 Andreas Felder* Austria 25 0 4 2 1 5 0 0 0 37
15 Halvor Egner Granerud Norwegia 25 0 0 0 1 10 1 0 0 37
17 Severin Freund* Niemcy 22 0 2 2 1 5 0 0 0 32
18 Sven Hannawald* Niemcy 18 0 0 4 3 0 1 0 0 26
18 Primož Peterka* Słowenia 15 0 0 0 0 10 1 0 0 26
20 Kazuyoshi Funaki Japonia 15 3 2 2 1 0 1 0 0 24

Wynik? Bez wielkich zaskoczeń. Wygrywa bezapelacyjnie Matti Nykänen. Latający Fin był skoczkiem kompletnym. Wygrał wszystko, co było do wygrania. Jest jedynym zawodnikiem, który w mojej tabelce nie ma zera w żadnej z kolumn. Drugim takim zawodnikiem byłby Domen Prevc, gdybym nie przyjął zasady, że srebrne i brązowe medale imprez mistrzowskich liczę w osobnej kolumnie, niż złote. Teraz się zastanawiam, dlaczego tak zrobiłem i dochodzę do wniosku, że stało się tak tylko dlatego, że za punkt wyjścia wziąłem swoją poprzednią klasyfikację. Równie dobrze można by tę kolumnę zlikwidować a punkty z niej wliczyć do kolumn ze złotymi medalami. Zatem Fin wygrywa w cuglach, z ogromną przewagą. A na drugim miejscu - co ciekawe - mamy aż trzech zawodników. Schlierenzauer, Kraft i Małysz. Polak nadrobił mniejszą liczbę wygranych konkursów fantastyczną skutecznością ich wykorzystania w walce o trofeum, które najpełniej pokazuje klasę zawodnika. Nagrodę za długodystansowy bieg trwający całą zimę - puchar świata. Patrzę na tych trzech skoczków i najbardziej mnie zaskakuje, że dominujący na mamutach Schlierenzauer - 14 zwycięstw w pś oraz mistrzostwo i wicemistrzostwo świata w lotach - nigdy nie pobił rekordu świata. Sędziowie nie dali... Ale wyraźnie rzuca się w oczy, że żaden z nich nie był nigdy mistrzem olimpijskim. 

Mistrzem olimpijskim, i to potrójnym, tak jak i Latający Fin, jest za to drugi Kamil, który w klasyfikacji uplasował się tuż za podium. A przecież w Pucharze ma tyle samo zwycięstw, co Adam. Gdyby dzięki nim zdobył tyle Kryształowych Kul, co starszy kolega, też zmieściłby się na podium. Kamil jest też jednym z kilku skoczków, którzy byli bardzo blisko Małego Szlema. Mały Szlem w skokach jest wtedy, gdy z pięciu najważniejszych trofeów (puchar świata, igrzyska, mistrzostwo świata, mistrzostwo świata w lotach, Turniej Czterech Skoczni) masz cztery zwycięstwa i jeden medal/miejsce na podium.  Zła wiadomość dla polskich skoków jest taka, że w odróżnieniu od Małysza i Stocha, Kraft pozostaje czynnym zawodnikiem i wciąż może śrubować swoje osiągnięcia. Czy porażka na Igrzyskach w Cortinie przekreśliła jego szanse na zostanie mistrzem olimpijskim, a tym samym zdobycie Wielkiego Szlema? Najprawdopodobniej, ale niczego w skokach wykluczyć nie można.

Za Stochem mamy Ahonena, a na siódmym miejscu dopiero drugiego w tym zestawieniu czynnego skoczka, a zarazem pierwszego spoza Europy.  Ryōyū Kobayashi. Za jego plecami - najlepszy Niemiec w zestawieniu -  Jens Weißflog. Ósmy jest skoczek, który wyspecjalizował się w zdobywaniu złotych medali olimpijskich na kontynencie północnoamerykańskim. A dziesiąte miejsce zajął Martin Schmitt - jeden z dwóch arcyrywali Adama Małysza. Dopiero na trzynastym miejscu - na razie - plasuje się Domen Prevc. Co ciekawe, ex aequo ze swoim starszym bratem. A dopiero piętnasty jest jedyny w zestawieniu Norweg. Pisałem już kiedyś o tym paradoksie. To Norwegom zawdzięczamy skoki narciarskie i ich historia, szczególnie ta bardzo wczesna, obfituje w wielkie nazwiska. Ale w erze nowożytnej brakuje im skoczków wybitnych, bo zawsze szli szeroką ławą. Mieli spore grono skoczków dobrych, lub bardzo dobrych, których kariery trwały stosunkowo krótko. Wyraźnie zaznaczona obecność w czołówce, rekord świata, kilka medali i... koniec. Dwa ostatnie nazwiska, to skoczkowie, których łączy taka sama liczba zwycięstw w pucharze świata i dzieli wszystko inne. Peterka ma dwie Kryształowe Kule, jedno zwycięstwo w TCS i nic poza tym. Funaki to jedyny skoczek, któremu do Wielkiego Szlema zabrakło pucharu świata, w którym zajął drugie miejsce.

I tak moim zdaniem wygląda ranking 20 najlepszych skoczków narciarskich. Ranking aktualny na koniec sezonu 2025/2026. Pierwszego rozgrywanego częściowo w drugiej ćwierci XXI wieku. Tak, moich kochani, weszliśmy już w okres, w którym bliżej nam do roku 2050, niż 2000. Te pierwsze 25 lat obecnego stulecia były bez wątpienia najlepszym okresem dla polskich skoków narciarskich. I ten okres symbolicznie zamykamy. Kiedy otworzymy kolejny? Nie wiem. Wraz z zakończeniem kariery przez Kamila Stocha coś się bezsprzecznie skończyło, domknęło i przeminęło. Na zasłużoną emeryturę odszedł skoczek, przy którym dorastało i wychowywało się całe pokolenie kibiców. Skoczek, którego karierę miałem szczęście i zaszczyt oglądać z bliska przez tyle lat. Widziałem na żywo jego debiut w elicie skoczków, moment, gdy błysnął talentem na mistrzostwach świata w Libercu, ocierając się o medal, jego pierwsze zwycięstwa w letniej grand prix i pucharze świata, chwile, gdy stawał na podium konkursów mistrzowskich. Zawodnik nieuleczalnie ambitny, diabelsko wytrwały, szalenie pracowity, niepowstrzymanie dążący do sukcesów. Skoczek o olbrzymim talencie, który umiejętnie go wykorzystał i wspiął się na sam szczyt. Był inspiracją dla kolegów i rywali, idolem dla kibiców, filarem dyscypliny. Zaczynał jako zadziorny nastolatek zirytowany faktem, że nazywają go "następcą Małysza". Skończył jako dojrzały mistrz, marka, legenda, symbol. Będzie nam go bardzo brakować na skoczniach świata. Jak bardzo? Oby jego następcy postarali się, żeby nie za bardzo i nie za długo. Jak bardzo się będą starali, przekonamy się już za niecałe sto dni, gdy w Wiśle rozpocznie się Letnia Grand Prix 2026. Wtedy też łatwo będzie po widoku trybun ocenić, jak bardzo Polacy kochają skoki, a jak bardzo kochali Kamila Stocha. Skoczka, którego niektórzy z nas znali od początku swojego kibicowskiego życia. Skoczka, który właśnie zakończył swoją sportową drogę. Skoczka, który do końca tej drogi nie przestał śnić o kolejnych zwycięstwach i trofeach. A wielu z nas śniło z nim. 

Cytat zupełnie na temat:
"Taki chłop, no po prostu chłop. Dzięki, cześć."
Kamil Stoch o sobie.

Cytat zupełnie nie na temat:
"Życie jest drogą, życie jest snem
A co będzie potem?
Nie wiem, i wiem
O nic nie pytaj, dowiesz się, gdy
Skończy się droga, życie i sny"
Magdalena Maria Czapinska

Ceterum autem censeo notas artifices esse delendas.

***
Felieton jest z założenia tekstem subiektywnym i wyraża osobistą opinię autora, nie stanowiąc oficjalnego stanowiska redakcji. Przed przeczytaniem tekstu zapoznaj się z treścią oświadczenia dołączonego do artykułu, bądź skonsultuj się ze słownikiem i satyrykiem, gdyż teksty z cyklu "Okiem Samozwańczego Autorytetu" stosowane bez poczucia humoru zagrażają Twojemu życiu lub zdrowiu. Podmiot odpowiedzialny - Marcin Hetnał, skijumping.pl. Przeciwwskazania - nadwrażliwość na stosowanie językowych ozdobników i żartowanie sobie z innych lub siebie. Nieumiejętność odczytywania ironii. Nadkwasota. Zrzędliwość. Złośliwość. Przewlekłe ponuractwo. Funkcjonalny i wtórny analfabetyzm. Działania niepożądane: głupie komentarze i wytykanie literówek. Działania pożądane - mądre komentarze, wytykanie błędów merytorycznych i podawanie ciekawostek zainspirowanych tekstem. Kamil Stoch ostrzega - nieczytanie felietonów Samozwańczego Autorytetu grozi poważnymi brakami wiedzy powszechnej jak i szczegółowej o skokach.

P.S. Kochani, nie karmcie mi tu trolli. Ja też się będę starał.

 

 


Marcin Hetnał, źródło: Informacja własna
oglądalność: (546) komentarze: (3)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Arturion profesor
    @zimowy_komentator

    No i o Szoździe, który zdecydował się pożegnać z kibicami, tez mogło być. ;-)

  • zimowy_komentator profesor
    @Arturion

    A także Viktor Polasek, z którym kolegowali się polscy skoczkowie.

  • Arturion profesor

    Myślałem, ze będzie raczej o trzech "kultowych" Wiktorach:
    - Fickowskim,
    - Pękali,
    - Węgrzynkiewiczu.
    ;-)

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl