Przeszła przez piekło, by znów marzyć o medalach. Frida Westman przed mistrzostwami w Falun

  • 2026-11-07 16:57

Wielu było w szeroko pojętych ostatnich latach zdrowotnych pechowców w skokach narciarskich - Kenneth Gangnes, Anders Fannemel, Janne Happonen, David Zauner... Wśród pań "rekordzistką" pod względem liczby ciężkich kontuzji jest Szwedka Frida Westman. Jej historia to to opowieść o bólu, nadziei i niezwykłej sile charakteru. 25-latkę, która mimo przeszkód losu nie poddała się, czekają w nadchodzącym sezonie domowe mistrzostwa świata.

Wszystko zaczęło się w 2017 roku. Podczas pierwszych skoków na śniegu Westman doznała skomplikowanej kontuzji kolana. Uszkodziła poważnie łąkotkę i więzadło krzyżowe. Konieczna była operacja. Gdy po kilku miesiącach wróciła na skocznię otrzymała kolejny cios - zerwała więzadła w drugim kolanie. Długo biła się z myślami, czy warto po raz kolejny wracać na skocznię. Nie poddała się jednak. Po przejściu kolejnej operacji i następnej rehabilitacji przeniosła się do Norwegii, by zwiększyć swoje szanse na osiągnięcie wyższego poziomu sportowego. 

Kiedy w listopadzie 2022 roku na skoczni w Wiśle zajęła po raz pierwszy miejsce na podium zawodów Pucharu Świata, wszystko wskazywało na to, że to początek nowej ery całych szwedzkich skoków, znajdujących się od lat na skrajnym marginesie krajowego sportu. Na przeszkodzie do odnoszenia dalszych sukcesów stanęła wtedy kolejna już kontuzja. Jeszcze większe rozczarowanie przeżyła latem 2023 roku, kiedy dołączyła do kadry Norweżek, z którymi miała się przygotować do sezonu zimowego. Wkrótce po rozpoczęciu treningów z tamtejszymi skoczkiniami znów zerwała więzadło w kolanie. W swojej wciąż krótkiej karierze Szwedka przeszła sześć (!) operacji stawów kolanowych.

Kilkakrotnie zastanawiała się nad zakończeniem kariery. Za każdym razem jednak wracała. - Oczywiście, że wiele razy myślałam o tym, żeby dać sobie spokój. Jako człowiek mam prawo do takich przemyśleń – to zupełnie normalne. Zawsze jednak czułam, że stać mnie na więcej i że mam jeszcze niewykorzystany potencjał. Po mojej ostatniej kontuzji zapytałam wprost lekarza: „Czy będę mogła jeszcze skakać?”. Odpowiedział, że tak. Dlatego nie poddałam się, pracowałam niezwykle ciężko i dążyłam do realizacji swoich marzeń – mając przy tym wokół siebie wspaniałych ludzi - opowiada Frida.

Po jednej z kontuzji zaczęła zmagać się z depresją. Po dwóch miesiącach cierpienia zdecydowała się udać do psychologa. Pomocna okazała się dla niej taktyka cieszenia się z małych rzeczy i znalezienie zajęcia, które skutecznie zajęło jej głowę i odwróciło uwagę od negatywnych myśli. W jej przypadku pomogło... szydełkowanie, które stało się dla niej formą terapii. Po jakimś czasie otworzyła się znów na świat, zaczęła podróżować i uczyć się na nowo cieszyć życiem.

Tak zatrważające przejścia zdrowotne muszą siłą rzeczy stanowić poważne obciążenie psychiczne przy uprawianiu tak ryzykownej dyscypliny, jaką są skoki narciarskie. Westman potrafi jednak poradzić sobie z myślami o zagrożeniu kolejną kontuzją. – Przez większość czasu zachowuję spokój, choć oczywiście zdarza się, że pojawiają się różne myśli. Jeśli jednak ciągle się czymś zamartwiasz, nie możesz osiągnąć wyższego poziomu. Dlatego dużo pracuję nad sobą, by skupiać się na tym, na co mam wpływ, akceptując jednocześnie fakt, że pewne myśli mogą się pojawić. Ufam sobie i wiem, że jestem dobrze przygotowana.

Po powrocie do sportu po kontuzjach Szwedka ze względów bezpieczeństwa na wniosek swojego trenera Roara Ljokelsoeya często skacze z obniżonego rozbiegu. W sytuacji, gdy nie osiąga 95% punktu HS, nie otrzymuje dodatkowych punktów za start z niższej belki, co w końcowym rozrachunku przekłada się na niższą pozycję w końcowej klasyfikacji zawodów. Taki manewr zastosowała również podczas olimpijskiego konkursu na dużej skoczni, który ukończyła tuż za podium, na czwartej pozycji. Gdyby nie ten krok, być może mogłaby cieszyć się z medalu igrzysk. Swoją drogą z imprezą tą miała niewyrównane rachunki. Cztery lata wcześniej w Zhangjiakou na przeszkodzie w osiągnięciu dobrej pozycji stanęły jej... zaparowane gogle.

– Niczego nie żałuję, jeżeli chodzi o ostanie igrzyska. Dla mnie to było zwycięstwo. Jestem niezwykle dumna z siebie i z całego zespołu. Zrealizowaliśmy nasz plan i wierzyliśmy w niego. Mamy świadomość, że przed nami jeszcze wiele ważnych zawodów, a zależy nam na tym, bym była do nich dobrze przygotowana. Nie chciałam podejmować niepotrzebnego ryzyka, zanim nie poczułam się w pełni pewnie. Na tę chwilę trudno mi powiedzieć, czy w kolejnym sezonie nadal będziemy stosować to rozwiązanie. Pewnie będzie to zależeć m.in. od warunków atmosferycznych. Generalnie czuję się coraz pewniej, myślę, że mogę bezpiecznie skakać dalej. Zobaczymy, jak to będzie.

W marcu Frida przeżyła swoje chwile chwały podczas konkursu lotów narciarskich w Vikersund. W jednym z konkursów zajęła drugie miejsce, ustanowiła też skokiem na 225 metrów rekord Szwecji w długości skoków bez podziału na płeć. Męski rekord liczący sobie już blisko dwadzieścia lat należy do Isaka Grimholma, który w marcu 2007 roku w Planicy uzyskał 207,5 m. 

–  Loty w Vikersund to było najlepsze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam w swojej karierze. Warto było przejść przez wszystkie trudne chwile, by przeżyć to, co przeżyłam. Świetnie się bawiłam, a samo latanie było czymś absolutnie niesamowitym. Pojawiło się też mnóstwo dodatkowych emocji. Dotarłam przecież do tego momentu po wielu kontuzjach. Po wszystkim aż się popłakałam – ze szczęścia - wspomina Szwedka 

Frida Westman została jedną z ambasadorek Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym, jakie w nadchodzącym sezonie odbędą się w Falun. Jest wielką nadzieją gospodarzy na sukces w skokach. Sama też ma swoje oczekiwania przed tą imprezą: – Spodziewam się wielu widzów i stadionu pełnego radosnych kibiców, którzy będą się dobrze bawić i robić mnóstwo hałasu. Codziennie ciężko pracuję, żeby być w czołówce podczas tej imprezy i walczyć tam o najwyższe lokaty. Mam wielką nadzieję, że Falun i Szwecja wykorzystają tę szansę, by pokazać Szwedom, czym są skoki narciarskie, a także przy okazji zainwestują dodatkowe środki w budowę mniejszych skoczni w Falun oraz położenie igelitu na większych obiektach – dzięki czemu będzie można tam skakać również latem. Krótko mówiąc, mam nadzieję że zainteresowanie skokami wzrośnie. Ja ze swojej strony staram się być dobrym wzorem do naśladowania dla młodych ludzi. Myślę jednak, że wiele zależy również od mediów oraz od tego, jak bardzo zaangażuje się w nasze wspieranie krajowy związek narciarski.

Najbliższy sezon kobiecych skoków będzie wyjątkowy z uwagi na pierwszą w historii odsłonę kobiecego Turnieju Czterech Skoczni. To właśnie zwycięstwo w którejś edycji tej imprezy znajduje się na szczycie sportowych marzeń Szwedki. - Chciałaby pewnego dnia wygrać ten turniej. Oczywiście marzę też o medalu olimpijskim, medalu mistrzostw świata oraz zwycięstwie w Pucharze Świata - wymienia reprezentantka Szwecji.


Adrian Dworakowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (134) komentarze: (1)

Komentowanie jest możliwe tylko po zalogowaniu

Zaloguj się

wątki wyłączone

Komentarze

  • Pavel profesor

    Sport to zdrowie. Oby dała radę wykręcić jeden sezon w stylu innej szklanki Gangnesa, powodzenia.

Regulamin komentowania na łamach Skijumping.pl